❝Miasto Cieni — od pierwszego wieku do połowy czternastego zamieszkane przez istoty nadnaturalne. Podobno podczas pełni, zwykłym ludziom, którzy tam mieszkali, wyrastały wielkie czarne skrzydła i pazury, a oczy zmieniały kolor. W roku około tysiąc trzysta pięćdziesiątym, rasa czysto ludzka wybiła te 'ptaki', tworząc tam pierwsze miasta, a na wszystkie osobniki, które przetrwały, rzucili klątwę zamieniając je w czarne ptaki i nazywając tak samo — kruki. Mało tego, ludzie postarali się żeby o rządach tych mitycznych zwierząt wszyscy zapomnieli. W kartach historii zapisało się, że za tego czasu na tych terenach przebywały zmutowane zwierzęta, a nie ludzie ze skrzydłami. ❞
W Beacon Hills zawsze działy się dziwne rzeczy. Na szczęście miastem miał się kim zajmować. Nie brakowało tam ludzi, którzy chcieli ratować miasto, wręcz przeciwnie! Tych pseudo bohaterów była cała masa. Wilkołaki, kojotłaki, banshee, a od niedawna chimery. Jednak oprócz chimer, które mnożyły się w strasznie szybkim tempie, w mieście zaczęło się pojawiać coraz więcej czarnych ptaków — kruków. Ludzie z Beacon Hills nie zauważali tego napływu wrednych ptaszysk, aż do momentu kiedy nie przywieziono pierwszych zwłok.
◄ ▼ ►
— Melisso, musisz to zobaczyć — powiedział lekarz po czym kiwnął porozumiewawczo do kobiety dając jej tym znak, że dotyczy to tej nadnaturalnej części miasta. — Naprawdę, czegoś takiego jeszcze nie było — młody mężczyzna zaczął kierować się do szpitalnej kostnicy. Melissa MacCall podążała tuż za nim.
Kiedy znajdowali się już przed drzwiami, Brian z grzeczności otworzył je i przepuścił Melissę pierwszą. MacCall rozejrzała się po pomieszczeniu, ujrzawszy czarną folię, zapytała.
— To to, tak? — mężczyzna tylko pokiwał głową i ze smutkiem wymalowanym na twarzy podszedł do stołu i szarpnął suwak czarnej folii, odsłaniając tym blade ciało jakiejś dziewczyny.
— To Lea Forest, uczęszczała z twoim synem do szkoły — Brown popatrzył na kobietę. — Nie zgadniesz co jest przyczyną zgonu.
— No cóż, chyba mam się domyślić — nie zakcentowała pytania. Melissa dokładnie oglądała ciało dziewczyny. Kobieta zauważyła dość wielkie rany, które były całe w już, zaschniętej krwi. Tych ran, a raczej dziabnięć, było około pięć, tyle zdołała naliczyć. Melissie naprawdę zrobiło się źle, poczuła dziwny ucisk w brzuchu, najprawdopodobniej było to spowodowane tym, że ta dziewczyna była bardzo młoda, wyglądała na siedemnaście lat. Miała całe życie przed sobą. — Biedne dziecko — szepnęła Melissa z wyraźnym współczuciem.
— Ja się chyba przyzwyczaiłem... — lekarz uśmiechnął się ponuro. — No więc wracając, podejrzewam, że przyczyną tego są ptaki. Te rany na to wskazują, tak jakby powbijały w nią swoje dzioby, dosyć głęboko. Myślę, że ma to coś wspólnego z tym nadnaturalnym światem — powiedział zasuwając ciało zmarłej.
— A może po prostu oszalały? Już raz tak było. Oh... — pani MacCall westchnęła przypominając sobie, że kiedy wcześniej ptaki zaatakowały szkołę, było to również powiązane z 'magią'.
— Możliwe — wzruszył ramionami lekarz. — Możliwe też, że jest to skutkiem namnożenia się pewnego gatunku ptaków, rozmawiałem z weterynarzem. Twierdzi, że właśnie te ptaki zabiły Leę.
— Jakie? — zapytała zdumiona Melissa, unosząc brwi to góry.
— Kruki. Lea Forest została zabita przez kruki.
KAMU SEDANG MEMBACA
KRUCZYCA ☾ TEEN WOLF
Fiksi Penggemar❝Każdy się jej bał, jednak nie dlatego, że była niewiarygodnie silna czy też niebezpieczna. Po prostu była inna, a jak wiadomo, ludzie boją się odmieńców. ❞ Ruth Nelson wraz z urodzeniem się jako dziwaczny owoc zdrady swojej matki w pakiecie zy...
