prolog

3.3K 145 20
                                        

Impreza sylwestrowa u Johnsona trwała w najlepsze, z wnętrza domu wydobywała się ogłuszająca muzyka, a salon pełny był pijanych nastolatków, z których połowa nie była nawet pełnoletnia. Wszyscy bawili się świetnie, jedni podrygiwali w rytm muzyki, inni okupowali stoliki z alkoholem, a jeszcze inni zabawili się w piwnego ponga, albo zlizywanie shotów z ciał swoich partnerów lub po prostu przypadkowych osób. Jednak w całym tym zamieszaniu była jedna osoba, która niczego nie pragnęła tak bardzo jak wrócić do domu.
Był to Leondre, który już od godziny siedział samotnie na zamarzniętej bujaczce w ogrodzie. Nie było mu zimno, a może jednak było tylko miał to gdzieś. Jego obojętność była spowodowana tym, że jakiś czas temu, jeden z uczestników imprezy, a właściwie osiedlowy diler, który nie wiadomo jak znalazł się na tej imprezie zaproponował mu odrobinę kokainy, a Leondre nie potrafił odmówić. I tak nie bawił się za dobrze, a wiedział, że koka mogłaby pomóc mu się trochę rozweselić. I miał racje, jakieś dziesięć minut temu zażył ostatnią dawkę, która mu została. Dostał od dilera pół grama, ale rozdzielił to sobie tak, by dobrego humoru starczyło mu przynajmniej do północy. Potem będzie mógł stąd spadać.
Jakiś czas później chyba zaczęła zbliżać się północ, bo usłyszał krzyki i śmiechy z drugiej strony domu. Wszyscy wyszli przed dom, a Leo siedział sam w ogrodzie za domem. Nie chciał spędzać kolejnego sylwestra samotnie, więc już wstawał, żeby do nich dołączyć, kiedy nagle zauważył jak jakaś drobna dziewczyna z kieliszkiem, kieruje się w jego stronę. Jej wysokie buty stukotały na chodniku, a krótka pastelowo różowa sukienka powiewała na lekkim, zimowym wietrze.
Kiedy podeszła bliżej, omal nie upuściła kieliszka wypełnionego do poływy nieznaną dla Leo substancją na ziemie.

-Przepraszam, nie wiedziałam, że tu jesteś - uśmiechnęła się nieśmiało i już miała się odwracać, jednak widocznie się rozmyśliła - Mogę chwile tu zostać?

- Jasne - powiedział cicho, posuwając się by zrobić jej miejsce.

Była drobną i chudą brunetką o bardzo jasnej karnacji, tylko tyle udało mu się zobaczyć, bo spowijała ich ciemność. Blade światło dochodziło jedynie z przeszklonych drzwi salonu.

- Czemu nie idziesz do reszty? - zapytał niekontrolowanie.

Już miał uderzyć się w czoło za swoją głupotę, jednak brunetka odwróciła do niego głowę i uśmiechnęła się przyjaźnie.

- Cóż.. Nie jestem zbytnio towarzyska, a moja przyjaciółka zniknęła gdzieś ze swoim chłopakiem - wyjaśniła.

- Oh

- A ty, czemu tak sam tu siedzisz?

- Szczerze to nie mam pojęcia. Myślałem, żeby stąd iść, ale chyba tyłek przymarzł mi do bujaczki i odrywanie go od niej może cholernie boleć - zaśmiał się, a ona zaraz do niego dołączyła.

Po chwili śmiali się już na całego. Spodobał mu się jej śmiech, był uroczy. Po kilku minutach gadania o bezsensownych rzeczach, usłyszeli głośne odliczanie, a że oboje byli lekko odurzeni, ona alkoholem, a on narkotykami dołączyli się. Krzyczeli głośno liczby sekund pozostałych do północy.

- 8...,7..., 6..., 5..., 4..., 3..., 2...

I w momencie kiedy, wszyscy krzyczeli i składali sobie życzenia z okazji nowego roku, oni siedzieli w ciszy z przywartymi do siebie ustami.

fool for you • l.d.Historias para obsesionarse. Descúbrelo ahora