Wstęp

19 1 1
                                        

Zbliżała się godzina 16, czyli zostało mi tylko 30 minut do treningu. No super, znowu sie spóźnię i trener mnie opieprzy. Najlepsze jest to, że musze iść z buta przez całe miasto, bo ojciec mi nie da na bilet. Nawet od pewnego czasu nie wiem czy nazywać go ojcem- spojrzałem na wysokiego, osiwiałego bruneta w podartych dresach i dżinsowej kurtce, leżącego nieprzytomnie na kanapie przed włączonym telewizorem. Szkoda, że nie ma z nami matki, ona zrobiła by z nim porządek. Niestety odeszła trzy lata temu. Miałem wtedy tylko 11 lat. Już nie pamiętam, kiedy ostatnio ojciec wołał na mnie po imieniu, tak jak robiła to matka. Bardzo prawdopodobne, że go zapomniał.
-Chodź tu młody, co sie tak gapisz jak na pomnik?!- zawołał zaspany i obudzony Izydor Serski
Jego oczy jak zwykle zmierzyły mnie od stóp do głowy, poczym lekko się chwiejąc wstał z łóżka i zaczął podążać w moją stronę. On zawsze lubił ze mną rozmawiać na stojąco-oczywiście jak był trzeźwy, bo wydaje mi się że wtedy odczuwał swoją wyższość spowodowaną tym, że miał te siatkarskie 2m.
-Eeeee kolego a ty gdzie się wybierasz?- ledwo wyksztuszając te słowa, schylił się i wziął piwo z podłogi
-Patrz jak zeruje warszawiak?!- powiedział z dumą i wypił całe piwo
Oczywiście to była już jego 8 puszka tej soboty. Normalny człowiek by już padł, ale nie moim ojciec kierowała duma, dociekliwość i sztuczna chęć załagodzenia sytuacji
-Tato, czy ty nie wypiłeś dzisiaj już zbyt dużo- zrezygnowany i lekko poddenerwowany powiedziałem. Skierowałem moje piwne oczy na sportową torbe leżacą w holu, ale była ona zbyt daleko i wiedziałem, że dzisiaj tak łatwo mu nie uciekne.
-Oj synek synek- powiedział udając opiekuńczego i zdrowo myślącego
-Wiesz, że są sprawy, które sie nawet fizjologom nie śniły i to że lubie sobie popić, to nie jest moja wina a wina twojej matki, że zostawiła mnie z tym wszystkim.
-Nie wciągaj w te swoje zasrane sprawy matki, bo jakoś tata Wojtka z mojej klasy, spod 4 też zmarł 3 lata temu i jakoś dziwnym trafem jego matka nie popadła w alkoholizm?- zadając to pytanie już wdziałem, że ojciec jest w pacie,
-Ale wiesz synu, bo to jest tak...
-Jak?- zapytałem dociekliwie, chcą poznać kolejne mądrości życiowe, które diametralnie odmienią moje życie
-Tak, że w parku czeka głodny ptak-po czym na jego szorstkich ustach pojawił się wielki uśmiech, a na jego nieogolona broda i wyraźne rysy na czole zaczeły skakać. Był tak podniecony swoim żartem, że aż przechylił lekko puszkę i wylał piwo.
-Dobrze ci tak- zadowolony, powiedziałem, a po chwili otworzyłem szeroko oczy ze zdumienia.
Nie minęła sekunda od tego jak mu zainformowałem tę zatrważająca informacje, a tatuś już klęczał na podłodze i zlizywał krople z dywanu.
-Bo nic w przyrodzie nie ginie, a marnotractwo to zła cecha, zapamietaj synu!- po czym dumny niczym Wałęsa po przemówieniu, skierował twarz ku podłodze i zajął się kroplami.
W tym momencie przypomniała mi się scena z kota Filemona- bajki dzieciństwa,którą ogłądałem z Julią (moją mamą).Kiedy to Bonifacy przewrócił miskę z mlekiem, a zrozpaczony Filemon zlizywał mleko z podłogi. Potem w sumie patrząc na mojego ojca tylko jego postawa i zaokrąglone plecy przypominające koci grzbiet, sprawiły że stał się pseudokotem. Nie wiedziałem czy mam śmiać się czy płakać, więc wykorzystując sytuacje cichym krokiem poszedłem w strone holu. Torba już na mnie czekała, ta torba, która już tyle razy lądowała za oknem przez mojego ojca. Zarzuciłem ją na ramię, po czym otworzyłem drzwi wyjściowe i szybko wybiegłem z mieszkania. Zbiegając po schodach, a byłem chyba juz na 236 schodku- bo kiedyś je wszystkie podliczyłem, przypomniałem sobie, że zapomniałem korków- najważniejszego atrybutu szanującego się piłkarza... Już wtedy wiedziałem, że szykują się problemy.

Mecz wolnościWhere stories live. Discover now