Wielka ucieczka
Lekkomyślna publikacja na temat wielkich czarodziejskich rodów. Autorzy życzyli sobie zachować anonimowość w obawie przed więcej niż możliwymi atakami wkurwionych Śmierciożerców.
Londyn, 1972
Wstęp
Niewiele pozostało w Anglii rodzin tak zamożnych i dobrze sytuowanych jak szacowna rodzina Blacków. Starożytny ród od stuleci należał do grona tak zwanej „wielkiej dwudziestki ósemki" — książki wydanej na początku dziewiętnastego wieku, w której mój przodek Cantankerus Nott zamieścił imiona i nazwiska wszystkich tych, których uznał za godnych tytułu „prawdziwie czystokrwistych czarodziejów". Dzięki wszystkim bogom istniejącym i nieistniejącym, że moje dzieci do tej faszystowskiej gromady należeć nie będą. Jednakże, zapamiętajmy to nazwisko. Drogi wujaszek Cantankerus zostanie wspomniany jeszcze parokrotnie – głównie dlatego, że jego obrzydliwy siostrzeniec Evan wypalił tak wyraźne piętno w moich dziecinnych wspomnieniach. Czarodzieje i ich pomysły wychowawcze... Kto daje siedmiolatkowi różdżkę do zabawy?
Czy wiedziałeś na przykład, Drogi Czytelniku, że mugole są całkowicie świadomi istnienia zaklęcia Avada Kedavra? Oczywiście nie w stu procentach, mają swoje porąbane wyobrażenia na temat naszego gatunku, ale tę jedną formułkę magiczną dobrze sobie zapamiętali — no dobrze, też nie do końca poprawnie. Przeceniam ich nieco. „Avada Kedavra" brzmi im bardzo podobnie do „Abrakadabra" (nie zaprzątaj sobie głowy, Drogi Czytelniku, to zaklęcie oczywiście nie istnieje, przekazywanie cennych informacji z pokolenia na pokolenie poprzez „głuchy telefon" ma takie skutki, a nie inne). W każdym razie, choć teraz ta straszna klątwa jest po stronie niemagicznej raczej formą legendy, a nie realną pamięcią o krzywdzie, mugole dobrze sobie zapamiętali akurat tę prostą i fatalną w skutkach Avadę – jak można sobie wyobrazić czarodzieje nigdy nie byli dla nich specjalnie uprzejmi.
Dlaczego Grindelwald miał niegdyś „wspaniałe" plany podboju wszechświata i poinformowania tych biedaków o naszym istnieniu? Drogi Czytelniku, nie sądzę, by ta książka wpadła w ręce komuś po tamtej stronie, dlatego jestem w stanie sobie wyobrazić, że pozostajesz na bieżąco z aktualnymi wydarzeniami i również zachodzisz w głowę czemu średnio co kilka dziesięcioleci wszyscy chcą zaprowadzać własny porządek. Nie, przykro mi, ale z tej książki też nie dowiesz się dlaczego. Historia pokazuje, że świat magiczny i niemagiczny nie posiada sposobu na pojednanie, a jeśli ktoś kiedyś taki wynajdzie, to zapewne już nie za mojego życia.
Spisane tu wspomnienia są świadectwem mojej przynależności do tamtego świata. Są przede wszystkim autentyczne – choć oczywiście okazało się, że gdy przyjaciele doradzili mi złożenie ich w spójną całość przez bardziej kompetentne ręce, osoba ta nie powstrzymała się przed niezbyt subtelnym podkoloryzowaniem tego i owego. Niemniej jednak, składam na Twoje... Kolana? Stół? Podkładkę w wannie? Wszystko jedno, Drogi Czytelniku. Weź moje wspomnienia ze sobą, przekazuj pod stołem i po kryjomu pod płaszczem. Niech magiczna i mugolska Anglia wie, kto jest jej realnym wrogiem. Mam nadzieję, że świat przeze mnie odrzucony stanie się dla wszystkich dostatecznie jaskrawym wzorcem, który w końcu przestanie być powielany.
A.
rok 1972
Notka od wydawcy
Zamieszczony powyżej wstęp jest oryginalnym listem autorki dołączonym do pierwszego maszynopisu „Wielkiej ucieczki". Wraz z porozumieniem ze wszystkimi współtwórcami książki i samą Andromedą Tonks (née Black), wydawnictwo Mad Books ma zaszczyt przedstawić drugie, odnowione, całkowicie nie-anonimowe i bogato ilustrowane wydanie tych unikatowych wspomnień, do których dołączamy grafiki współautorów i odbitki zdjęć z ich prywatnych kolekcji. W obliczu najnowszych wydarzeń mamy nadzieję, że świat czarodziejski zwyczajnie zacznie się uczyć na własnych błędach.
Redaktor naczelna Mad Books
F.H. Tomke
Londyn, 1984
YOU ARE READING
Wielka ucieczka
FanfictionHistoria Andromedy Black i kulisy Pierwszej Wojny. Czekają na nas skomplikowane relacje rodzinne, starożytne magiczne rody, źli mężczyźni, piękne arystokratki i bardzo dużo lat siedemdziesiątych.
