I

35 1 5
                                        

Pakowałam właśnie swoje rzeczy. Nie wierzę, że tam jadę. Tatę ostatnio widziałam dwa lata temu. Chociaż, kto by go na moim miejscu nazywał tatą. Jest przecież dla mnie prawie obcy.

Weszłam do łazienki, i zabrałam wszystkie swoje kosmetyki z półki. Większość mojej kosmetyczki wypełniają kremy, a jeżeli makijażowe akcesoria. Wróciłam do pokoju, i upchnęłam je do walizki. Usiadłam na nią, w celu łatwiejszego zamknięcia. Niestety, przez moją ilość wpakowanych rzeczy, było to prawie nie możliwe.

- I jak ci idzie? - spytał dobrze mi znany głos.

- Słabo. Chyba potrzebuje większej walizki - stwierdziłam.

- Daj, pomogę ci - zaproponowała mama.

Usiadła ze mną na walizkę, i zaczęła ją zapinać.

- I po krzyku - sprostowała kobieta.

- Dzięki za pomoc.

Mama wstała, i wychodziła z pokoju. Przed drzwiami, jednak się zatrzymała.

- Na pewno chcesz tam jechać?

- Nie chcę. Ale tata jest mi winny trochę czasu - odpowiedziałam.

- Aż dwa lata. Przecież i tak nie nadrobicie tego w dwa miesiące, Phee.

- Pożyjemy, zobaczymy - spojrzałam jej w oczy.

- Pamiętaj, jeden telefon, a już jestem w samolocie - zapewniła mnie.

- Wiem, mamo. Wiem.

                             ~*~

- Chce się pani napić herbaty? - ze snu wybudził mnie miły głos. Otworzyłam oczy, i spojrzałam na osobę, z której się on wydobywa. Przede mną stała ubrana w granatowy strój i apaszke - stuardesa.

- A jest mrożona?

- Niestety, nie mamy.

- W takim razie dziękuję - odpowiedziałam jej grzecznie, i uśmiechnęłam się.

Rozejrzałam się po pokładzie. Za mną siedział jakiś młody mężczyzna, i czytał książkę. Po drugiej stronie, na przeciw mnie, była jakaś starsza pani. Wgapiała się we mnie, swoimi starymi oczami. Na jej twarzy było wymalowane zdziwienie, a wręcz oburzenie. To pewnie przez mój wygląd. Dwa kolczyki w brwi i mocna kocia kreska, musiały zrobić na niej wrażenie. Chociaż, myślę, że to bardziej moja fryzura się wyróżnia. W długie, błękitne włosy, był wpięty czarno, biały wianek. Strój był nieco delikatniejszy. Czary crop top idealnie pasował do rozkloszowanej, granatowej spódnicy.

                             ~*~

Stałam na lotnisku, jak jakaś idiotka. Szukając wzrokiem nazwiska ,,Phoenix Trace", przeglądałam się tubelczykom. Wytrącona z równowagi do granic, nie zauważyłam, że biegnie do mnie, jakaś młoda blondynka.

Niespodziewanie, rzuciła się na mnie.

- Tak się cieszę, że w końcu cię poznałam! - krzyczała mi do ucha dziewczyna.

- Przepraszam, ale znamy się? - spytałam nie pewnie.

- Nie, ale się poznamy! Jestem Merlin, twoja siostra!

Skapnęłam się, że to córka Vivian - aktualnej żony, mojego taty.

- Przyszywana - dodałam.

- Ale jednak! - piszczy blond wariatka.

- Mer, nie straż Phoenix, bo jeszcze nam odleci najbliższym samolotem - powiedział mężczyzna.

Też tak myślę. W końcu żałuję, że się tu wybrałam. Mogłam zostać z mamą w ukochanym domku.

Baby don't hurt me | N.H.|La tua prossima ossessione. Scoprilo ora