Nuda.
Ciągle nuda, żadnej sprawy.
Ci kretyni z policji nic nie umieją zrobić.
Lestrade dał kolejną sprawę Andersonowi.
Wcześniej czy później, będę im potrzebny, lecz dopiero gdy ich niekompetentne mózgi zdadzą sobie sprawę z mojej nieobecności.
Zabójcą jest przyjaciółka ofiary, przecież przebrała się za nią, kradnąc płaszcz aby wejść na przyjęcie. Czy oni naprawdę nie widzą brokatu na prawym szwie rękawa? I plamy od sosu z bufetu. Wystarczyły mi zdjęcia, aby to stwierdzić, a oni posiadają pełną gamę dowodów w czystej postaci.
Gdzie pani Hudson schowała resztę plastrów...
Zresztą, nie ważne.
Trzy dziury od kul w ścianie nie zrobią różnicy.
Już i tak ich dość.
-----------
Leżałem w fotelu z pistoletem w dłoni. Pani Hudson przyszła raz czy dwa z herbatą i to jedyna dość ciekawa historia, która się tego dnia wydarzyła. Nuda. Godziny płynęły jak dni. Jak się później dowiedziałem, John wyszedł z Mary na kolację, zostawiając mnie bez żadnego zajęcia. Nie chcieli mnie wziąć. Nie rozumiałem, dlaczego. Odjęli tylko dodatkową atrakcję.
Coraz częściej przyłapywałem się na wypowiadaniu imienia Watsona i pytania go o opinię. Jednak fotel nadal stał pusty, a opinie wystawiałem sobie sam. Czasem zastanawiałem się, czy John już wrócił i instynktownie szedłem do kuchni, aby przekonać się na własne oczy. W większości przypadków kończyło się to powrotem na fotel. Nie ważne, czy John był obecny, czy nie.
Tego wieczoru usłyszałem pukanie do drzwi. Nie zamaszyste, miarowe. Jakby gość przyszedł dla czystej przyjemności. Możliwe, że tak właśnie było. Nikt nie otworzył. Pani Hudson wyszła. Ona ma klucze, a John puka inaczej. Zerwałem się z fotela na równe nogi. Wsłuchałem w ciszę i szum deszczu na zewnątrz. Włożyłem broń do kieszeni płaszcza. To nie był płaszcz. Zawiązałem podomkę i zmierzyłem w stronę wyjścia.
Powoli zszedłem na dół schodami. Jest ich dokładnie siedemnaście. John nigdy ich nie policzył, a przecież tyle razy schodził. Nigdy nie wiadomo, kiedy taka informacja się przyda. Najprawdopodobniej, kiedy trzeba kogoś zrzucić ze schodów. Im mniej schodów, tym mniej obrażeń. A to nie zawsze pozytywna wiadomość. Zanim dotarłem na sam dół rozległ się szczęk zamka i skrzyp zawiasów.
Nie było potrzeby, aby iść dalej, więc przystanąłem. Przez otwarte drzwi można było dostrzec jedynie skrawek ulicy i perliste smugi deszczu zmieszane z mrokiem nocy. Pogoda stanowiła nieistotne tło. W progu stała zakapturzona postać. Wszyscy jednak pomyśleliby -,, Jak to stoi, przecież nie żyje! ". Jednak patrząc na nią wydawałoby się, że jest całkiem żywy, jak na trupa.
– Stęskniłem się. A ty?
Uśmiechnął się upiornie, jak omam z koszmarów.
– Mam nadzieję, że spokojnie spałeś przez ten czas...
Zrzucił kaptur, a mój umysł zalała fala myśli.
Moriarty? On nie żyje. Nie żyje. To termin bezwzględny, z jednym znaczeniem. Sherlock myśl. Masz od tego całą tabelę na ścianie. Może to nie ściana. Widziałeś go, jak strzela sobie w głowę. Widziałeś. Nawet nie sprawdziłeś mu pulsu. Idiota. Wiedziałeś że będę w szoku, Jim? Wiedziałeś, że akurat tego jednego elementu nie przewidziałem. Ty to wszystko zaplanowałeś. Jedna, wielka, idiotyczna gra, która miała już być skończona...
– Tęsknota to zbyt mocne słowo. – odrzekłem cofając się.
– Dawno tu nie byłem...
Zignorował moją odpowiedź, po czym ominął mnie, odwrócił się plecami i rozpostarł ręce. Zmarszczyłem brwi. Ten weschnął zniecierpliwiony.
– Obaj jesteśmy dżentelmenami, lecz to ja jestem gościem w twoim domu. Trochę szacunku.
On się bawi. To jest sprawdzanie sił. Rozmawiam z prawdziwym Moriartym. Tylko od niego dowiem się całej prawdy. Mam pistolet, można go zabić drugi raz. Pierwszy. Tym razem na dobre. Ile bym dał, żeby John tu był. Dla wsparcia moralnego. Pójdę na ugodę. Inaczej niczego się nie dowiem. Przynajmniej nie będę w to mieszał Watsona.
YOU ARE READING
|Finally in a Crown| Sherlock Fanfiction
Fanfiction[Zamknięte] [Edytowane z 2016] (Akcja po 3. sezonie) Geniusz nie żyje. Nie złożył przysięgi. A śmierć nie oznacza końca. Równomierne tykanie zegara wymierza kroki do kolejnego spotkania. A Sherlock czeka. Na wyrok, na spalenie kartki z kalendarza...
