Did you kill him?

442 53 24
                                        


Polecam przed przeczytaniem obejrzeć fmv, który zainspirował mnie z resztą do napisania tego one shota. Niestety nie oddałam tego tak jak chciałam, ale hope you enjoy~




- Zabiłeś go?

Białe pomieszczenie, irytująco jasne. Jeden stolik i jedno krzesło, na którym siedział chłopak w jasnych, jak anioł włosach. Naszprycowany substancjami uspokajającymi, wpatrywał się w szybę naprzeciwko niego. Stał tam mężczyzna w białym kitlu, a obok niego policjant, który był wyraźnie zdenerwowany całą sytuacją. Pytanie pada już po raz dwudziesty ósmy raz. I po raz dwudziesty ósmy raz blondyn odpowiada cichym chichotem.

- Jeszcze raz. Z jakiego powodu jest tutaj ten chłopak?

- Schizofrenia. Jeden z lekarzy ostatnio zaobserwował również zmianę osobowości, ale nie potwierdziliśmy jeszcze tego i może to być po prostu skutek jego choroby, która coraz bardziej się pogłębia, więc określmy to na razie łagodnie, huśtawką humorów.

- Ile czasu tu jest?

- Rok i jedenaście miesięcy.

Policjant westchnął i zaczął się uważnie wpatrywać w chorego.

- Możemy go tylko pytać. Nie możemy mu nic zarzucić, bo będzie twardo stał przy swoim. Ma swój świat, do którego my nie mamy dostępu. Możemy tylko stopniowo włączać go do naszego, rzeczywistego świata, aby w końcu zapomniał o tamtym swoim. Najprościej mówiąc.

- Z tego, co widzę dzisiaj i tak nic z niego nie wyciągniemy. Spróbujmy następnym razem.

Policjant opuścił pomieszczenie za szybą, a lekarz wyszedł zaraz po nim.

Chłopak mimo to, że został tam kompletnie sam, czuł się obserwowany. Energicznie rozglądał się po pokoju, obgryzając przy tym skórki przy paznokciach. Śmiał się nerwowo. Zaczął chodzić w kółko po pomieszczeniu i po piątym okrążeniu znalazł miejsce, w którym czuł się bezpiecznie. Najdalszy kąt od drzwi. Przykucnął tam i zaczął kręcić kosmykiem swoich włosów. Wsłuchiwał się w głosy za ścianą obok, jednak nie rozumiał ani jednego słowa. Zaczął kiwać się do przodu i do tyłu. Po jakimś czasie położył się skulony i próbował zasnąć, ale głosy, które słyszał, uniemożliwiały mu to. Krzyknął pełen złości i zaczął uderzać pięściami w ścianę.

Po czasie przyłożył ucho do białej powierzchni, aby sprawdzić, czy ustały, a kiedy jedyne co docierało do jego uszu to jego własny, szybki oddech, położył się z powrotem i momentalnie zasnął.

Przez kolejny tydzień dni chorego wyglądały właśnie w ten sposób. Przebywał w naświetlonym pomieszczeniu, co jakiś czas dostawał jedzenie, wyprowadzano go do toalety i codziennie przychodziły różne osoby. Wszyscy byli już zmęczeni tym, że jedyne co słyszeli to jego drwiący śmiech.

- Park Jimin, pytam ostatni raz. Co się stało tamtego dnia?

Znowu śmiech. Tym razem głośniejszy. Zaczął uderzać pięściami o stół, ale nagle jego twarz przybrała obojętny wyraz.

- Nie rozumiecie. - wyszeptał ledwo słyszalnie.

Ludzie zza szyby zaskoczeni, że w końcu postanowił się odezwać, zadali kolejne pytanie.

- Czego nie rozumiemy? Powiedz nam. Wytłumacz, a może zrozumiemy? - mówił spokojnym głosem lekarz.

- Jestem pewien, że chciał odejść. Mówił coś. Będąc tutaj, nie umiem sobie przypomnieć co. Za dużo osób jest wokół. Ciągle mówią i mówią. - tłumaczył, rozszerzając powoli swoje oczy i gestykulując.

Voices around me | One shot;JiHopeStories to obsess over. Discover now