1. Krwawy

2.1K 108 41
                                        

Wróciłam!

Trochę mnie nie było z różnych powodów, ale powróciłam - mam nadzieję, że z porządną serią.

Co tu dużo mówić - znów napisałam coś niezbyt delikatnego, więc na starcie ostrzegam, że może nie być przyjemnie :IIIII

I bardzo dziękuję Gosi, która zmotywowała mnie znów do pisania i podsunęła parę pomysłów +_+

Tych, którzy lubią "cięższe" ff zapraszam do czytania ♥

________________________________________________________________

1. Krwawy

Nigdy nie byłem duszą towarzystwa.

Ludzie nie lubili mnie, a ja ich.

W mojej postawie zawsze było coś, co sprawiało, że nikt nie chciał ani się do mnie zbliżać, ani mieć ze mną cokolwiek do czynienia.

I tak było od zawsze, aż w którymś momencie poprzez patrzenie na wszystkich spode łba wzrokiem pełnym niechęci i irytacji uniemożliwiłem sobie kompletnie normalne kontakty międzyludzkie.

Z naciskiem na słowo "normalne".

Otóż do pewnego momentu "nienormalne" znajomości były na porządku dziennym w moim życiu. Byłem masochistycznym dzieciakiem i często zadawałem się z osobami, które mnie biły, poniżały i zamęczały. Taki ból psychiczny i fizyczny był jedynym elementem, który sprawiał, że moje życie było przynajmniej trochę ekscytujące.

Jednak moje coraz bardziej masochistyczne zapędy zaczęły zniechęcać nawet osoby, które lubiły znęcać się w łóżku nad swoimi kochankami. Może byli po prostu słabi? Może bali się, że ich zboczenia wyjdą na jaw? Nie wiedziałem i szczerze mówiąc, mało mnie to obchodziło. Wolałem zostać kompletnie sam niż zadawać się z osobami sparaliżowanymi przez strach.

Egzystowałem więc sobie osamotniony z własnej woli. Pracowałem i wynajmowałem mieszkanie, nie czerpiąc z życia żadnej radości. Ale nie narzekałem na swój los. Może duma i patrzenie na wszystkich z góry sprawiały, że miałem motywację do normalnego życia...?

Mimo depresji, która od lat mnie męczyła nigdy też nie byłem na tyle zdesperowany, by posunąć się do odejścia z tego świata z własnej ręki. Uważałem samobójstwo za tchórzliwą ucieczkę. A ja nie byłem tchórzem. I może ciągle łudziłem się też, że coś się w moim życiu zmieni.

Rewolucja nastąpiła jednak szybciej, niż myślałem, zmieniając mnie na zawsze.

Zbliżał się wieczór. Ubrany w same spodenki wyszedłem na balkon i odpaliwszy papierosa, oparłem się łokciami o barierkę. Oślepiające, pomarańczowe słońce zachodziło leniwie, znikając powoli za horyzontem i obdarowując toksyczne miasto ostatnimi promieniami przed nadchodzącą nocą.

Byłem już zdesperowany i znudzony. Ciężko wypuściłem dym z płuc i zrezygnowany zwiesiłem głowę. W tamtym momencie samotność zbyt mocno dawała mi się we znaki i, czego zwykle nie robiłem, postanowiłem wyjść się zabawić. Klub, pub, cokolwiek. Nienawidziłem tłumów, ale miałem nadzieję, że może przynajmniej przygrucham sobie kogoś na jedną noc. Nie zamierzałem się nawet afiszować ze swoimi fetyszami. Chciałem tylko zaspokoić swoje potrzeby i dobrze wiedziałem, że mój wygląd tylko ułatwi upolowanie kochanka. Przydługie, jasne włosy i ładna buzia przyciągały uwagę. Postanowiłem więc wykorzystać swój urok i dopaliwszy papierosa, zacząłem się szykować. Ułożyłem włoski, delikatnie pociągnąłem powieki ciemnym cieniem, ubrałem czarne spodnie i białą koszulkę, a na wierzch narzuciłem skórzaną kurtkę. Idealnie. Nie zapowiadało się, bym tamtą noc miał spędzić sam.

KrwawyWhere stories live. Discover now