1

9.7K 514 827
                                        

Chłopak zataczał się już dłuższą chwilę. Potykał się o różne kamienie i gałązki, a tiki strasznie go irytowały.

Deszcz nie przestawał padać ani na moment.

Las - w tym miejscu Toby najbardziej nie chciał przebywać, zwłaszcza w taką pogodę.

Misja którą dał mu tym razem Operator - jak każdą inną, z resztą - wymagała przynajmniej z trzech tygodni na wykonanie. W dodatku było trzeba się ukrywać, nie zwracać niczyjej uwagi, załatwiać swoje "sprawy" prywatne i dotrwać do końca tego zadania.

Jednak, tym razem zamiast wracać z uśmiechem na ustach - gdyż już się wracało - Toby miał ochotę umrzeć. Dosłownie.

Był przemoknięty do suchej nitki. Żołądek dawał o sobie znać, już nie wspominając o pęcherzu który rozrywał go od środka.

Z resztą, i tak nie czuł bólu który mu towarzyszył.

Traktował to jako dar - a także przekleństwo.

Zawsze uśmiecha się, gdy przywali - razem z całą swoją siłą - małym paluszkiem o kant czegoś co "wyrosło mu na środku drogi".

Inny by umierali w strasznym katorgach, ale nie on. Toby pójdzie sobie dalej, nie czując bólu.

Ale nie poczuje, gdy dostanie kulką w plecy. To dodaje plusy policjantom, którzy chętnie strzelili by do niego już dawno.

Ciekawe, czy gdyby mój ojciec miał jakiś pistolet, zdążył by się ochronić przede mną... - przeszło mu przez myśl.

Za nim się obejrzał, stał przed drzwiami domu, do którego wracał, nie wie ile czasu.

Pchnął lekko drzwi wchodząc do środka.

Malutki przedpokój był w kolorach ciepłej żółci i głębokiej zieleni. Na podłodze leżał beżowy puchaty dywanik.

Toby rzucił swoje siekiery w kąt i ściągnął buty.

Porządek przede wszystkim - pomyślał.

Sprzątanie nie przychodziło mu łatwo, a nie znajdzie sobie innej dziewczyny która będzie za niego sprzątać, gotować i prać.

Nigdy by nie zniżył się do poziomu swego ojca, który pomiatał kobietami - mamą i siostrą Toby'iego. Dlatego wolał sam coś zrobić dla siebie, niż wysługiwać się innymi. Mimo, że Toby był mordercą, gardził tymi co znęcają się nad kobietami. Choć przyznaje, że miło mu jest gdy ktoś zrobi mu śniadanie, obiad czy kolację.

Nie zawsze ma takie "luksusy". Zazwyczaj tak jest, gdy Clockwork przychodzi tu - do Domu Proxies.

Toby jest tu sam, w domu. Przynajmniej tak mu się wydawało.

Obok swoich butów, ujrzał dwie inne pary. Zdziwił się. Od Operatora rzadko coś dostaje, zazwyczaj sam musi sobie coś nowego "kupić". Od Clockwork też by nie dostał chyba, że ma urodziny.

Westchnął i zaczął powoli brnąć do kuchni. Przeszedł przez pusty salon w odcieniu czerwieni i - w końcu - wszedł do kuchni.

Nie spodziewał się tego, co tam zobaczył.

W kuchni stała Clockwork, która robiła gofry. Zdawało się, że nie zauważyła chłopaka opierającego się o framugę drzwi.

Prychnął cicho, gdy dziewczyna poparzyła się wyciągając gofry.

Jestem nie czuły - zaśmiał się w myślach.

- Och, Toby! - krzyknęła i rzuciła mu się na szyję. - Tęskniłam...

TicciMask ~ Przyjaciele Znaczą WieleStories to obsess over. Discover now