Cześć nazywam się Justin. Tak Justin Bieber. Chodzę do najlepszej szkoły muzycznej w Nowym Jorku. Mam dużo kolegów i koleżanek, ale każdy się ze mną przyjaźni tylko dlatego, że mam dużo pieniędzy, no cóż przecież piosenkarz nie zarabia wcale mało. Moja mama jest pielęgniarką w szpitalu, a mój ojciec jest lekarzem. Moja siostra zginęła w katastrofie lotniczej chciała przelecieć do nas na święta, a zamiast czego musieliśmy ją pochować dwa metry pod ziemią. Mój brat jest zawodowym koszykarzem w NBA. Mieszkamy w apartamencie w Nowym Jorku, ale mamy wiele domów na cały świecie, bo stać nas na to.
Dziś wstałem o szóstej rano, bo musiałem iść do szkoły. Ubrałem bokserki od Calvina Kleina, czarne spodnie z opuszczonym krokiem, a także biały T-shirt. Wziąłem moją czarną torbę Nike z książkami w środku. Wyszedłem z pokoju w stronę kuchni gdzie czekała moja rodzicielka z kawą i śniadaniem dla mnie.
-Dzień dobry mamo.
-Dzień dobry synku proszę zjedz.
-Dziś nie mam już czasu muszę szybko jechać do szkoły już jestem spóźniony, ale dziękuję zjem po drodze.
Wziąłem od niej kubek i kanapki a ruszyłem w stronę holu gdzie były szafy z butami. Mam ich sporo, ale mam też swoje ulubione. Wybrałem czerwone supry za kostkę ubrałem je na nogi po czym poszedłem do garażu gdzie stało moje cudo. Ferrari w kolorze metaliczno-czarnym. Wsiadłem i włożyłem kluczyk do stacyjki. Przekręciłem, a po kilku sekundach słyszałem ryk silnika. Przyciskiem na pilocie otworzyłem bramę garażową jak i bramę wjazdową. Wyjechałem na ulice. Prędkość mojego auta osiągnięła 160 km/h, ale co mi tam raz się żyje. Poza tym i tak już jestem spóźniony na lekcje.
Dotarłem pod szkołę, a samochód zostawiłem na szkolnym parkingu. Kliknąłem na pilot by mieć pewność, że się zablokował. Szedłem w kierunku głównych drzwi wejściowych dopóki ktoś mnie nie klepnął w plecy. Zaskoczony takim gestem odwróciłem się w kierunku tej osoby.
-Siema Bieber.
-Cześć Horan. Co tam?
-Nawet ok, a tam?
-Dobrze. Idę na lekcje już jestem spóźniony.
Wszedłem do klasy, nauczyciel nawet nie zauważył mnie. Reszta moich lekcji minęła spokojnie. Dziewczyny jak zawsze się na mnie patrzyły i podziwiały, ale ja znudzony bo już koniec lekcji chciałem się szybko znaleźć w domu. Udało mi się przedostać do mojego samochodu i ruszyć z parkingu. Teraz prosto do domu. Normalny nudny dzień. Jechałem w stronę domu gdy zadzwonił mój telefon.
-Czego?
-Justin kiedy będziesz w domu?
-Mamo przepraszam zaraz będę w domu.
Rozłączyła się. Kurwa skąd miałem wiedzieć, że to moja mama. Myślałem że to znowu Niall sobie jaja robi. Szybko do niego zadzwoniłem. Odebrał za pierwszym razem.
- Niall?
-Tak?
- Wybierasz się dziś na jakąś imprezę?
-Tak, a co? Zainteresowany?
- Jedziemy się rozerwać w końcu weekend!
-Będę po ciebie o 18.30 bądź gotowy.
-Do zobaczenia cipo!
Rozłączyłem się i jechałem do domu. Wjechałem na podjazd gdzie nie było samochodu mojej mamy co oznacza, że jej nie ma. Wziąłem torbę i zamknąłem auto. Drzwi do domu były zamknięte. Musiałem znaleźć klucz do nich. Przeszukałem wszystkie kieszenie aż znalazłem je przy kluczykach do auta. Wszedłem do domu kierując się od razu do pokoju. Torbę rzuciłem na łóżko i zszedłem na dół gdzie na stole czekało na mnie jedzienie i karteczka.
Justin!
Zjedz obiad. Wrócę później nie martw się. Jestem z Dianą na zakupach. Bądź grzeczny!
Całuje Mama
Zjadłem obiad, a naczynia włożyłem do zmywarki. Zegar na ścianie w kuchni wskazywał 17.15. Pobiegłem do łazienki by ubrać się na imprezę, a wybrałem moje najlepsze ubrania, czyli czarne spodnie z opuszczonym krokiem, długą bokserkę koloru czarnego i czarne supry za kostki. Wziąłem szybki prysznic. Odświeżony i świeżo ubrany poszedłem do pokoju po swój telefon. Chwyciłem go, a on zadzwonił.
-Tak?
-Bieber już na ciebie czekam.
-Dobra już wychodzę Horan.
Spojrzałem na godzinę i faktycznie była już 18:30. Zbiegłem na dół do wielkiej szafy i chwyciłem czarną skórzaną kurtkę. Zamknąłem drzwi na klucz i szedłem do samochodu.
- Siema królu imprezy.
- Siemka Niall.
-Co tam dziś? Narkotyki? Alkohol? Czy szybki seks?
-Nic z tych rzeczy przyjacielu.
-Ty tak zawsze mówisz, a i tak się inaczej kończy z dziewczyną w łóżku.
Niall wybuchł ze śmiechu.
-Och patrz na ulice bo jeszcze nas zabijesz.
Po 15 minutach przechanych z tym idiotą stwierdzam, że mam dość. Wysiadłem z jego samochodu i ruszyłem do domu Taylera gdzie impreza rozkręcała się w najlepsze. Stanąłem przy drzwiach i bez pukania wszedłem do środka.
-Czego tu chcesz Bieber?
-Pobawić się i przyszedłem odwiedzić mojego starego znajomego.
-Tyler cię nie cierpi.
Bez żadnych dodatkowych informacji i rozmowy z ochroniarzem szedłem dalej. Dostałem się do baru szybciej niż myślałem.
-Co pan siebie życzy?
-Coś mocnego.
Chwilę potem dostałem szklankę z alkoholem. Wypiłem go jednym duszkiem, czując jak alkohol pali moje gardło.
-Dzięki.
Szukałem Horana, ale nigdzie tego idioty nie było. Poszedłem do baru po jeszcze kilka szklanek alkoholu który palił mój przełyku, gdy alkohol już się skończył obejrzałem się dookoła siebie i zobaczyłem ładną dziewczynę. Podszedłem do niej.
-Cześć ślicznotko.
-Hej przystojniaku.
-Zatańczysz?
-Z miłą chęcią.
Pociągnąłem ją do w stronę parkietu do tańca.
-Jak ci na imię?
-Megan, a Tobie?
-Justin. Justin Bieber.
Dziewczyna zaczęła kręcić pupą przed moim kroczem. Mój przyjaciel zaczął stwawać twardy.
-Może pójdziemy do bardziej prywatnego miejsca?
Zacząłem ją całować po szyi.
YOU ARE READING
Never Go Away From Me
FanfictionJustin to chłopak pochodzący z dobrej i bogatej rodziny, zawsze ma wszystko czego chce. Justin chodzi do najlepszej szkoły muzycznej w mieście. Tam poznaję niejaką Melanie, która jest jego przeciwieństwem. Jest biedna, a pochodzi z patologicznej rod...
