1

390 40 21
                                        




Była ósma trzydzieści cztery i jak zwykle byłam spóźniona na pierwszą lekcję.

     Od jakiegoś czasu stało się to wręcz rzeczą normalną, co mi bardzo pasowało, bo przychodząc później nie musiałam oglądać twarzy, której pragnęłam już nigdy nie zobaczyć. Której pragnęłam nienawidzić.

    Przeszłam szkolnym korytarzem do swojej szafki. Stary budynek szkoły sprawiał, że w środku było o wiele chłodniej niż na zewnątrz za co byłam cholernie wdzięczna, bo na dworze było tak parno, że większość dziewczyn przyszła do szkoły bardziej rozebrana niż ubrana.

    Otworzyłam metalowe drzwiczki szkolnej szafki wcześniej wykręcając odpowiedni kod i spojrzałam na plan przyczepiony po ich wewnętrznej stronie. Według niego trwała właśnie biologia, wyciągnęłam potrzebne książki i zamknęłam szafkę odwracając się na pięcie.

    Dziś chyba nie tylko ja postanowiłam się spóźnić, bo z przeciwnej strony nadchodziła właśnie TA twarz. Gdy oderwałam od niego wzrok, od razu zobaczyłam u jego boku tlenioną blond przylepę. Moje serce po raz tysięczny od paru miesięcy rozpadło się na malutkie kawałki. Jeszcze moment, a z mojego serca nic nie zostanie.

     Ich oczy wpatrzone były we mnie przez co wzdłuż mojego ciała przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Wysoki blondyn ubrany cały na czarno obejmował ramieniem te wywłokę ubraną w kremowy crop top i czarną spódniczkę, która ledwo zakrywała jej tyłek.

    Odzyskując zdolność myślenia i kontroli nad własnym ciałem założyłam włosy za ucho i szybko skręciłam w najbliższy korytarz, nie zważając na fakt, że okrężna droga jeszcze bardziej wydłuży moje spóźnienie. Wstrzymałam oddech, gdy Luke i Rosemary przechodzili obok mnie śmiejąc się w niebogłosy. Gdy uznałam, że są już wystarczająco daleko pozwoliłam sobie na chwilę słabości. Czułam jak pojedyncza łza spływa po moim policzku, a zaraz po niej druga wyznaczając nową ścieżkę w dół twarzy. Nie potrafiłam nie rozkleić się na ich widok, za bardzo mnie to bolało.

    Powinnam go nienawidzić za to, że mnie zdradził i za to jak mnie potraktował, ale ja nadal go kochałam i nie mogłam nic z tym zrobić. Musiałam się pogodzić z myślą, że ta blond lafirynda ma coś czego ja nie byłam w stanie mu dać.

    Otarłam wilgotne od łez policzki i znów ruszyłam w stronę sali od biologii.

    Stanęłam przed drewnianymi drzwiami, które swoją drogą nadszarpnięte zębem czasu wyglądały już dość obskurnie. Nabrałam powietrza w płuca, po czym niepewnie uderzyłam kilkukrotnie knykciami w drewno. Otworzyłam drzwi nie czekając na zaproszenie nauczyciela. Pan Davidson przerwał swój monolog i podobnie jak cała klasa przeniósł swój wzrok na mnie.

- Panna Hailey. Miło mi, że postanowiłaś się pojawić.- powiedział trochę sarkastycznie.

    Podniosłam głowę zupełnie zapominając o tym, że przed paroma chwilami płakałam. Niestety nie należałam do osób, które nie mają problemu z zamaskowaniem tego faktu. Oczy mam czerwone jak diabli, wciąż lekko pociągam nosem i mogę się założyć, że twarz mam czerwoną jak najbardziej dorodna piwonia. Mocniej zacisnęłam dłonie na książkach.

    Drzwi do sali ponownie się otworzyły, tyle że tym razem bez żadnego ostrzeżenia. Spóźnialski z impetem uderzył torsem w moją osobę, tracąc równowagę padłam na podłogę jak długa, a książki wyleciały mi z rąk leżąc teraz porozrzucane przy biurku nauczyciela. Najpierw była cisza, a potem wszyscy wybuchnęli gromkim śmiechem. Zawsze byłam niezdarna, trochę gapowata. Nie miałam wielu znajomych. Ba, prawie wcale ich nie miałam. Nie należałam do popularnych i lubianych. Od ostatnich miesięcy trzymam się na uboczu i raczej nie staram się, aby ktoś zwracał uwagę na moją osobę.

Escape Isn't a SolutionWhere stories live. Discover now