No hej, jestem od dzisiaj twoją właścicielką marny zeszyciku. Przedstawię ci się - jestem Caroline (wiem,wiem beznadziejne imię) i będę ci opowiadać o swoim życiu, zrozum - wyżalać się. Potrzebuję osoby, z którą mogłabym pogadać, ale ty jesteś chyba jedyny. Dlaczego w ogóle bawię się w takie głupoty jak pamiętniki? Przecież mam już 16 lat! Ale no he, ja jestem inna. Co mam na myśli? A więc, (nie zaczyna się zdania od A WIĘC) jestem niską brunetką (o kurdeczka faktycznie się wyróżniam), jeżdżę na deskorolce, tnę się, cierpię na bulimię, matka mnie bije, ojciec nas zostawił, brat zmarł w wypadku, jestem dręczona w szkole blablabla.. Przykładam się do lekcji jak tylko mogę, żeby nie przykuć uwagi nauczycieli. Nie mam przyjaciółki ani znajomych. Chyba, że żyletka się liczy. O tak, ona mnie najlepiej rozumie. Zdecydowanie. Dogadujemy się jakbyśmy były dla siebie stworzone! Chłopaka też nie mam, bo kto by chciał taką osobę jak ja? Najbardziej boli mnie jednak to dręczenie. Nie mogę pojąć ludzi, którzy znęcają się nad innymi bez żadnego powodu. Taką osobą jest Mike z mojej szkoły. Uwziął się na mnie i teraz się nade mną znęca w szkole. Grozi mi i inne takie. Eh. No, ale
- Caroline!! Natychmiast tu przyjdź jak nie chcesz mnie do cholery bardziej rozzłościć!! - krzyczała moja matka z dołu.
Bałam się jej, jest nieobliczalna. Zeszłam schodami w dół. Ubrałam przed tym grubą bluzę, pod pretekstem zimna, lecz gdy mam ją na sobie ciosy od niej mniej bolą niż normalnie.
Dlaczego ja dalej z nią żyje?
- Um, tak m-mamo? - spytałam wystraszona.
- Od 10 minut stoi pod drzwiami jakiś porypany facet i drze swoją zasraną mordę, że musi z tobą rozmawiać! Idź mu powiedz, żeby był cicho albo spieprzał. Która jest w ogóle godzina, żeby przychodził?! Kto to kurna wie? Twój chłopak może? Gustujesz w starych dziadach odkąd rzucił cię ten pedał?
Moja matka ma dobry humor, o Boże. Tak, to nazywam dobrym humorem.
- Jest 1.50 w nocy, idź do łóżka. Ja z nim porozmawiam szybko i wracam.
Ona wróciła do swojego pokoju, mamrocząc pod nosem jakieś przekleństwa, a ja wyszłam na pole. Gdyby nie ta bluza, umarłabym z zimna.
Ej Caroline halo to ty? Idziesz się spotkać z nie wiadomo kim, w środku nocy?
Z resztą, jakby mnie porwał to bym się cieszyła, naprawdę.
Otworzyłam drzwi wejściowe i zobaczyłam starszego pana. Około 50 lat, z listem w ręku, ubrany w szary garnitur. Kogoś mi przypominał, ale niestety nie wiem kogo.
- Panna Collins? - spytał mężczyzna.
- Um, tak w czym mogę pomóc o tak późnej porze? - powiedziałam udając zmęczenie.
- Mam list dla ciebie od mojego syna, chciałem go tylko zostawić. Wybacz panienko, ale muszę iść. Do zobaczenia.
Dał mi list i oddalił się szybko.
Aha okej, wszystko spoko?
Weszłam do domu, wcześniej zamykając drzwi. Udałam się do kuchni w celu przygotowania mojej ulubionej miętowej herbaty. Zaniosłam ją razem z listem na górę, do mojego pokoju i zaczęłam oglądać kopertę z każdej możliwej strony.
Prawie udławiłam się napojem, kiedy przeczytałam nadawcę listu.
Shit, Mike Malik.
Tak- ten Mike.
YOU ARE READING
too much for her
Teen FictionBo ja jestem tylko dzieciakiem z wyobraźnią. Prawda, mamo?
