Sevmione

1.6K 71 8
                                        

Było ciepłe lato i dwudziestojednoletnia była Gryfonka z burzą włosów na głowie, przechadzała się po parku niedaleko swojego domu. Myślała o swoim życiu, o tym co wydarzyło się aż do chwili obecnej. Skończyła swoją naukę w Hogwarcie z najlepszymi wynikami na roku, czemu nikt się nie dziwił, ponieważ całe czarodziejskie społeczeństwo przywykło do myślenia o niej jako o najmądrzejszej czarownicy stąpającej po ziemi od czasów samej Roweny Ravenclaw. Hermionie (bo o niej mowa) nie przeszkadzało to w najmniejszym stopniu, ale nie wiodła teraz szczęśliwego życia usłanego różami. Żyła w żałobie, ponieważ Bellatrix Lestrange wtargnęła którejś nocy do domu państwa Granger i okrutnie ich wymordowała. Hermiona potrzebowała w życiu osoby która by ją bezwarunkowo kochała i nigdy nie opuściła. Przez pewien czas myślała tak nawet o Ronie, jednak stwierdziła że to co pomiędzy nimi było już dawno się wypaliło i pozostała tylko czysta przyjaźń.
***
Severus Snape siedział na walizce i przeklinał wszystko na czym świat stoi. Pomimo rzucenia zaklęcia powiększającego na tą przeklętą torbę, jego czarne szaty nie chciały za żadne skarby zmieścić się w środku! Snape zaczął z premedytacją skakać po walizce, ale tylko zachaczył noga o pasek, czego skutkiem było widowiskowe wylądowanie na ziemi. Nasz Nietoperz był na tyle zdeterminowany, że chwycił za słuchawkę telefonu i po kilku (dobra, kilkudziesięciu) próbach udało mu się dodzwonić do pewnego długowłosego blondyna.
-Lucjuszu, czy to ty?!!!!!!- wrzasnął do słuchawki Severus.
-Drogi Severusie, nie używaj podniesionego głosu, gdyż możesz uszkodzić poważnie mój słuch.- odpowiedział Malfoy senior stojący w swojej wystudiowanej pozie przed czarnym telefonem w Malfoy Manor.
-Idź do diabła ze swoim słuchem. Mam do ciebie prośbę, mianowicie: rusz ten swój arystokratyczny tyłek i chodź pomóż zmieścić moje ubrania w walizce!!!!!!!- po raz kolejny wydarł się do biednej słuchawki Mistrz Eliksirów- jeśli mi nie pomożesz to spóźnię się przez ciebie na pociąg i to będzie wyłącznie TWOJA wina!!!
-To ty jedziesz pociągiem?!- starszy Malfoy zaczął skręcać się po posadzce ze śmiechu.
***
Hermiona stała na zwyczajnym mugolskim peronie i wpatrywała się w podróżnych czekających na swój pociąg. Nagle gdzieś w tłumie mignęła jej czarna szata.
"To na pewno jakiś ksiądz"- ta myśl leniwie przepłynęła jej przez głowę. Lecz po chwili jej oczy tak się rozszerzyły, że śmiało można było się obawiać że wypadną, a szczęka gruchnęła o peron zostawiając ślad. Bo oto przed nią stał Severus Snape we własnej osobie! Ale jaki Severus Snape... Na sobie miał standardową czarną szatę (moim zdaniem bardziej pasuje słowo sutanna przyp.autorki), na nosie miał okulary przeciwsłoneczne (nie czytajcie tego drugi raz, przeczytaliście dobrze), a włosy miał przewiązane czarną wstążką.
-Panno Granger widzę że moja osoba wywołała na pani dosyć wielkie wrażenie.- Profesor popatrzył na nią z ledwo ukrywanym rozbawieniem w oczach.
-Witam sir. Miło pana widzieć.- wyjąkała zaskoczona Hermiona.
-Ciebie trochę mniej, jednakże nie ukrywam że twoja postawa jest wielce interesująca.- mruknął.
-Gdzie pan jedzie?- zapytała go brązowowłosa.
-Ohh... Wydaje mi się że to raczej nie pani sprawa panno Granger.- zmierzył ją spojrzeniem.
Była Gryfonka prezentowała się o wiele korzystniej niż w szkole. Jej brązowe włosy nie były już burzą loków w nieładzie, lecz układały się w lekkie fale, które swobodnie spływały jej po ramionach. Oczy nie zmieniły się, lecz nie świeciły w nich już radosne błyski. Dziewczyna schudła i musiał przyznać że jest naprawdę piękna. Do tego miała na sobie ubrania w czarnym kolorze w którym było jej zdecydowanie do twarzy.
-Profesorze?...- Granger widząc że się na nią zapatrzył postanowiła przerwać mu tą czynność i zacząć z nim rozmowę. Lecz nie dane jej było porozmawiać z nim, ponieważ na peron zajechał pociąg i Severus, jak i inni podróżni zaczął przepychać się w stronę drzwi. Hermiona postanowiła poczekać aż wszyscy wsiądą, bo nie lubiła stać wśród tłumu. Po chwili gdy pasażerowie wepchnęli się (nie da się tego inaczej nazwać) do pociągu, dziewczyna powoli wsiadła.
-Pomóc ci?- Severus stał w drzwiach i przyglądał się jak Hermiona szarpie się z walizką.
-Tak, bardzo proszę- odpowiedziała lekko zdziwiona dziewczyna.
Severus bez słowa wziął jej walizkę i umieścił na półce. Usiadła na przeciw niego i zagłębili się w rozmowie.
***
Ośrodek pomocy psychicznej dla czarodziejów po wojnie był dużym domem otoczonym ogrodem. W ogrodzie było pełno ławeczek, a na samym środku znajdowało się średniej wielkości jezioro. Hermiona i Severus w trakcie jazdy dowiedzieli się że oboje tam jadą. O ile dla Snape'a powód dla którego panna Granger tam się udawała był zrozumiały, o tyle była Gryfonka nie mogła zrozumieć dlaczego on tam jedzie.
-Wbrew pozorom ja też jestem człowiekiem, Gran... Hermiono. Ty też byś chciała odpocząć gdybyś tyle lat co ja miała dwóch panów.-wytłumaczył jej Severus gdy go o to zapytała.
***
Minęły dwa tygodnie. Hermiona każdy dzień spędzała z Severusem. Latali na miotłach, pływali i ogólnie dobrze się bawili. Został już tylko wieczór do wyjazdu i Severus przechadzał się po swoim pokoju rozmyślając. Nad czym? Otóż Snape przeklinał się w myślach za to że chcąc, nie chcąc zakochał się w Granger. Wyzywał siebie od starych zboczeńców i zastanawiał się czy wyznać Hermionie miłość. Po dłuższym myśleniu podjął decyzję: wyzna jej swoje uczucia!
***
W tym czasie Hermiona miała dokładnie taki sam problem. Postanowiła wysłać Severusowi notkę z oznajmieniem że chce mu coś powiedzieć. Spotkali się na tarasie.
-Ja też chcę ci coś wyznać- mruknął Snape.
-Może powiemy to razem?- nieśmiało zaproponowała brązowowłosa.
-Dobrze. Trzy, dwa, jeden...
-Kocham cię..
-Kocham cię..
I po chwili dwie osoby stały na tarasie całując się namiętnie. Hermiona już wiedziała że znalazła osobę która nigdy jej nie zostawi.

Ron i Bazyliszek oraz inne pairingiOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz