Ryzykant

275 31 8
                                        

Dzielnica Newark, opuszczony hangar.

*Gerard POV*

-Panie Way, udało się nam zapobiec publikacji zdjęć na których widać że doszło do transakcji pomiędzy panem, a prezesem klubu "Sinistra".

-Cieszy mnie ta informacja Jack.- burknąłem po czym wyjąłem z kieszeni marynarki papierosa, i umieściłem go między zębami.

-Szefie!- usłyszałem zdyszany głos zza bram hangaru

-Czego?

-Nasi złapali tego fotografa.- wysyczał.

-Doprawdy, interesujące.- zapaliłem papierosa.- Gdzie teraz znajduje się ten chłopak?- zapytałem się, wypuszczając dym z ust.

-Myślę że przetransportowali go do naszej kwatery głównej.- odezwał się nagle Jack, który był managerem jednego z klubów należących do mnie.

Mam zamiar pojechać tam, zobacze kim jest ten szczyl. Jeszcze nigdy nie miałem do czynienia z tego typu problemem, jakim jest zrobienie sesji zdjęciowej, w trakcie handlu odbywającego się z ważną osobistością.

Wyszedłem szybkim krokiem z starego budynku lotniczego i czekałem na moją limuzynę.
Jest zimno jak na Syberii, mam nadzieję że kierowca szybko przyjedzie.
Szurałem eleganckimi pantoflami o chodnik, gdy nagle usłyszałem męski odzew.

-Drogi panie Way, proszę wsiadać, jest bardzo zimno a wolałbym żeby pan się nie przeziębił.- mrugnął do mnie.

Dokończyłem palić papierosa, po czym wsiadłem do samochodu. Odjechaliśmy.

Kwatera głowna mafii, obrzeża Newark

*Frank POV*

Kurwa, gdzie ja jestem?
Co ja takiego zrobiłem, że te goryle musiały mnie złapać akurat w trakcie wykonywania zdjęć dla prezesa jednego z największych korporacji w stanie New Jersey?!

Znajdowałem się w ciemnym pomieszczeniu, jedyne źródło światła znajdowało się na stoliku, przy którym siedziałem.
Coś ograniczało moje ruchy, prawdopodobnie przywiązali mnie do krzesła.

Ludzie, którzy mnie porwali, szeptali pomiędzy sobą.
Robili burzę mózgów, w jaki sposób mnie zabić czy co?

W pokoju było naprawdę zimno.
Miałem na sobie tylko koszulę w czarno-czerwoną kratę.
Bałem się co ze mną zrobią. Czemu akurat mnie muszą trafiać się takie "przygody"?
Nie wiem, ile dokładnie minęło od uwięzienia mnie tutaj, ale czułem się okropnir senny. Na moje nieszczęście, ciągle mnie budzili.
Za każdym razem, gdy już zasypiałem, szturchali mną, albo uderzali w twarz.
Niedługo po ostatnim wybudzeniu, przyszedł jakiś koleś.
W ciemności nie widziałem jak wygląda, dopiero gdy usiadł naprzeciwko mnie, ujrzałem jego zielone oczy, drobny nos i wąskie usta. Był dość wysoki, chyba przerastał mnie o głowę. Miał ciemne, wystylizowane* włosy do ramion.
Przez chwilę wyglądał na sympatycznego faceta. Zanim się do mnie odezwał.

-Zawrzyjmy umowę okej kolego?
Ty, powiesz mi prawdę.-powiedział wskazując palcem na siebie.- A ja, puszczę cię wolno, dobrze?- tym razem skierował w moją stronę.

-Nn-nie wiem o czym mówisz.- wyjąkałem z przerażeniem w głosie.

-Słuchaj mnie kurwa! Nie myśl że jestem taki głupi, za jakiego mnie uważasz!- wykrzyknął mi prosto w twarz.

Zbierało mi się na płacz, wiedziałem że jak pójdę z nim na ugodę, to w końcu mnie zabije, a jak będę udawał twardziela to szybciej zakończę swój żywot na tym świecie. Chciałem go trochę omamić. Może mi się udać.

Killing Was CoolWhere stories live. Discover now