Po wielu zmianach w posiadłości Phantomhive to właśnie ty objęłaś rolę nowej pani domu. Rezydencja znów tętniła życiem, a służba szybko przekonała się, że jesteś życzliwa, spokojna i sprawiedliwa.
Jedyną osobą, której nie potrafiłaś do końca rozszyfrować, był Sebastian Michaelis.
Był nienagannie uprzejmy, zawsze o krok przed każdym życzeniem i niezmiennie elegancki. Czasami jednak odnosiłaś wrażenie, że jego spojrzenie zatrzymuje się na tobie odrobinę dłużej, niż powinno.
Pewnego wieczoru zostałaś sama w salonie, przeglądając dokumenty. Za oknem szalała burza.
- Powinna pani odpocząć - odezwał się Sebastian, stawiając przed tobą filiżankę gorącej herbaty.
Uśmiechnęłaś się.
- Martwisz się o mnie?
Na jego ustach pojawił się delikatny uśmiech.
- Troska o panią domu należy do moich obowiązków.
- Tylko obowiązków?
Na chwilę zapadła cisza.
Sebastian podszedł bliżej i spojrzał ci prosto w oczy.
- Gdyby chodziło wyłącznie o obowiązek, nie zwracałbym uwagi na to, czy jest pani zmęczona, ani nie pamiętałbym, jaką herbatę lubi pani najbardziej.
Serce zabiło ci szybciej.
- Czyli jednak...
- Powiedzmy, że jest pani dla mnie kimś wyjątkowym.
Zawstydzona odwróciłaś wzrok.
- Nie spodziewałam się tego po tobie.
- Nawet kamerdyner potrafi czasem zaskoczyć.
Za oknem rozległ się grzmot. Odruchowo drgnęłaś.
Sebastian bez słowa zdjął swoją marynarkę i okrył nią twoje ramiona.
- Nie chciałbym, aby cokolwiek zakłóciło pani spokój.
Spojrzałaś na niego z ciepłym uśmiechem.
- Dziękuję, Sebastianie.
Delikatnie ujął twoją dłoń i złożył na niej krótki, pełen szacunku pocałunek.
- Dopóki będę przy pani, zrobię wszystko, by ten dom był miejscem, do którego zawsze będzie chciała pani wracać.
W jego czerwonych oczach pojawił się rzadko spotykany błysk szczerości. Po raz pierwszy od dawna nie czułaś się samotna.
A burza za oknem powoli ustąpiła, pozostawiając jedynie spokojną noc i obietnicę nowego początku.
