Prequel Herpetofobii, można czytać osobno.
Historia z perspektywy Toby'iego, początki znajomości jego i Adelaide oraz backstory obu postaci. Przyjaźń dwójki dzieci, których dzieciństwo zostało zniszczone. Pomimo wielu traum, żadne z nich nie chce zo...
Moi rodzice mieli mnie w wieku szesnastu lat, babcia zawsze mi to powtarzała. Za każdym razem, gdy jej nie słuchałem- wiesz ile poświęciłam, nie jesteś moim dzieckiem, nie muszę cię wychowywać. Te słowa słyszałem przez całe dzieciństwo, dzień w dzień, ale mimo to, życie jakoś płynęło. Do czasu, gdy ona zginęła, a moi rodzice musieli się mną zająć. Miałem chyba cztery lata w tamtym momencie. Moja matka nie chciała mieć ze mną nic wspólnego, mówiła, że za bardzo go przypominam. Kogo? Byłego męża mojej babci, ( widziałem zdjęcia tego typa, nie jestem w ogóle podobny do starego grzyba) którego matka nienawidzi, bo podobno z jego powodu jej rodzice się rozwiedli. Będę szczery- jesteśmy podobni, ale w kwestii, o której ona nigdy nie wiedziała, ale to narazie nie ważne. Wróćmy do momentu, gdy moi rodzice musieli zdecydować, co ze mną zrobić. Mieli już normalną rodzinę, roczne dziecko i dwa koty. Nie było w tym wszystkim dla mnie miejsca, więc ojciec podsunął pomysł.
- Wyślijmy go do starych znajomych mojej kuzynki, oni się tam pozbywają takich dziwaków.
Jestem dziwakiem, ale nie w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Ciekawe co moi kochani rodzice pomyśleliby o ich synu, gdyby dowiedzieli się o moim sekrecie. Potrafię leczyć ludzi, i był to jedyny powód, dla którego moja babcia mnie przygarnęła, przypominałem jej dawnego kochanka, a ona zawsze chciała mieć z nim dziecko. Zostałem tym dzieckiem, klonem osoby, której nigdy nie spotkałem. Kazała mi być nim, stracić własną osobowość, aż w końcu stałem się cieniem, cieniem w jej domu, o którym marzyła od czasu, gdy go poznała.
- To nie jest karalne? Czy nie zniszczy w ten sposób naszej reputacji?- to dokładne słowa mojej matki.
- Do dziś nie wiem, o jaką reputację jej chodziło.
- Nie martw się, jako jego rodzice możemy legalnie przekazać opiekę nad nim. Niech będzie.
I tak ta rozmowa odbyła się tuż obok mnie, a że był środek nocy, moja paranoiczna matka postanowiła wywieść mnie, jak najszybciej, bo bała się spać w tym samym domu, co ja. Tym sposób znaleźliśmy się całą "rodziną" w dziwacznym dworku smokolubców. Powitał nas pan Tianlone. Trudno coś powiedzieć o tym człowieku, jest trochę nijaki. Dość szybko zostałem... poproszony o odejście, ( - Wynoś się! ) więc znalazłem sobie przytulny kąt.
- Co ty robisz pod tymi schodami?- z góry dobiegł dziecięcy głos.
Zapadła cisza. Nie oceniajcie, nie lubię rozmawiać z obcymi.
- Rodzice też ci mówili, by nie ufać nieznajomym? Jestem Samuel, ale mów mi Sam, teraz się znamy.
Adela 🥰😘- moja ulubiona osoba na świecie. Teraz, nie wtedy.
- Tobias.
- Będę ci mówić Toby- stwierdziła... znaczy stwierdził w tamtym momencie.- Co tu robisz, Toby? Ona nigdy mnie tak nie nazywała.
- Nie mam pojęcia kim jest ona, ale... nie obchodzi mnie jej opinia. I tak będę cię nazywać Toby.
Tobias było imieniem zmarłego męża mojej babci, a ja dostałem je po nim, więc przezwisko nie było opcją. Po tym dniu nigdy więcej go nie użyłem. To była ulga, wielka ulga.
- Więc, odpowiesz mi na pytanie, czy nie?
- Rodzice mnie nie chcą.
- Oddali cię tu?
- ...
- Czyli tak
W tamtym momencie nie. Jeszcze tego nie sfinalizowali.
- Nie martw się. Mojej siostry rodzice też nienawidzili.
- I co się z nią stało
- Uciekła.
- ...
- Nie jesteś zbyt rozmowny- stwierdził Sam, co mnie zdziwiło to brak oskarżycielskiego tonu głosu.
Przez kolejne kilka godzin Sam mówił o swojej siostrze. Zamilkł dopiero, gdy moi rodzice i pan Tianlone wyszli z pobliskiego pomieszczenia.
- Od teraz będziesz z nami mieszkać- ten człowiek nie potrafił się uśmiechać w sposób, który nie byłby do bólu fałszywy.- Samuel zaprowadź naszego nowego lokatora do pokoju.
Sam złapał mnie za rękę i odciągnął jak najdalej od dorosłych.
- Moi rodzice pewnie planują cię zabić.
- Okej- doskonale pamiętam tamten dzień, ten szok wypisany na jej jego twarzy.
- Nie zamierzasz uciekać?- zapytał Sam.
- ... Chyba nie. A inni uciekali?
- Skąd wiesz, że byli inni?
- Mówisz to w taki sposób.
Nie będę pisać całej naszej rozmowy, nie chce mi się, więc przejdziemy od razu do momentu, w którym poznałem matkę Adelaide Sam. Chyba powinienem teraz coś o niej powiedzieć... sadystka. Tak, ona jest sadystką.
Przyznam się do czegoś. Początkowo myślałem, że to ona jest taką uprzejmą, miłą żoną z podejrzanym i nie do końca rozgarniętym mężem. Myślałem, przez pierwsze kilka sekund, dopóki nie zauważyłem, jak Sam spina się na sam dźwięk jej głosu.
Hoppla! Dieses Bild entspricht nicht unseren inhaltlichen Richtlinien. Um mit dem Veröffentlichen fortfahren zu können, entferne es bitte oder lade ein anderes Bild hoch.