Przeprowadzki powinny być nielegalne.
Serio.
Nie rozumiem, dlaczego ludzie dobrowolnie pakują całe swoje życie do kartonów, a potem udają, że jest to świetny pomysł.
Ja od dwóch godzin siedziałam na podłodze w swoim nowym pokoju, otoczona ubraniami, książkami i jednym samotnym skarpetkowym zwłokiem, którego drugiej połowy nie widziałam od miesięcy.
— Elena! — krzyknęła mama z dołu. — Pomogłabyś mi z kuchnią!
Spojrzałam na karton stojący przede mną.
Na jego boku wielkimi literami napisałam:
NIE RUSZAĆ. WAŻNE.
W środku znajdowały się trzy bluzy, suszarka do włosów i paczka żelków.
— Jestem zajęta! — odkrzyknęłam.
— Czym?
Rozejrzałam się.
— Organizowaniem!
— Siedzisz na podłodze!
— To część procesu!
Usłyszałam ciężkie westchnienie.
Uśmiechnęłam się pod nosem.
Nowy dom. Nowe miasto. Nowa szkoła.
Nowe problemy.
Dokładnie tego potrzebowałam.
***
Następnego ranka stałam przed budynkiem szkoły i zastanawiałam się, czy ucieczka do innego kraju byłaby przesadną reakcją.
Budynek był ogromny.
I zdecydowanie zbyt ładny.
Wokół wejścia kręciły się grupki uczniów, którzy najwyraźniej znali się od zawsze. Śmiali się, rozmawiali i wyglądali tak, jakby doskonale wiedzieli, gdzie powinni być.
Ja nie wiedziałam nawet, gdzie jest wejście.
— Świetnie — mruknęłam. — Pierwszy dzień i już się zgubiłam.
— Potrzebujesz pomocy?
Odwróciłam się.
Dziewczyna stojąca za mną uśmiechała się szeroko.
— Jeśli pytasz, czy wiem, gdzie jest sekretariat, to nie.
Zaśmiała się.
— Jestem Mia. - przywitała się dziewczyna.
— Elena.
— Nowa?
— Aż tak widać?
Mia spojrzała na mnie, potem na moją torbę.
— Masz mapę szkoły wystającą z kieszeni.
Spojrzałam w dół.
Rzeczywiście.
— To strategia.
— Jasne.
Już ją polubiłam.
Ruszyłyśmy razem w stronę wejścia.
I wtedy go zobaczyłam.
Stał kilka metrów dalej, oparty o czarny samochód.
Ciemne włosy. Czarna bluza. Ręce skrzyżowane na piersi.
Nie wyglądał, jakby miał ochotę być tutaj.
Właściwie wyglądał, jakby miał ochotę być gdziekolwiek indziej.
— Kto to? — zapytałam.
Mia momentalnie przestała się uśmiechać.
— Asher.
Tylko tyle.
— I?
— I nic.
Spojrzałam na nią.
— To „i nic" zabrzmiało jak „uciekaj, zanim będzie za późno".
— Bo mniej więcej tym jest.
Spojrzałam ponownie w jego stronę.
W tym samym momencie Asher podniósł wzrok.
Nasze spojrzenia się spotkały.
I przez krótką chwilę miałam dziwne wrażenie, że on...
JUŻ MNIE ZNA.
Zmarszczyłam brwi.
Asher odsunął się od samochodu.
Ruszył w naszą stronę.
— Elena — powiedział.
Zatrzymałam się.
— Skąd znasz moje imię?
Nie odpowiedział.
Po prostu patrzył na mnie tymi irytująco spokojnymi oczami.
— Powinnaś stąd odejść.
Uniosłam brew.
— Dzień dobry również tobie.
Kącik jego ust drgnął.
— Nie żartuję.
— Ja też nie. Jestem Elena. Miło mi.
Mia złapała mnie za rękę.
— Chodź.
— Ale...
— Teraz.
Odciągnęła mnie w stronę szkoły.
Obejrzałam się jeszcze raz.
Asher wciąż stał w tym samym miejscu.
Patrzył za mną.
I wtedy zauważyłam coś jeszcze.
Na jego nadgarstku miał tatuaż.
Mały, czarny symbol.
Dokładnie taki sam, jaki widziałam kiedyś na zdjęciu, którego moja mama nigdy nie chciała mi wyjaśnić.
Zamarłam.
Bo nagle przestałam myśleć o nowej szkole.
O przeprowadzce.
O Asherze.
I przypomniałam sobie jedno zdanie, które mama powiedziała mi kilka lat temu:
„𝗘𝗹𝗲𝗻𝗮, 𝗷𝗲𝘀́𝗹𝗶 𝗸𝗶𝗲𝗱𝘆𝗸𝗼𝗹𝘄𝗶𝗲𝗸 𝘇𝗼𝗯𝗮𝗰𝘇𝘆𝘀𝘇 𝘁𝗲𝗻 𝘀𝘆𝗺𝗯𝗼𝗹, 𝘂𝗰𝗶𝗲𝗸𝗮𝗷."
BẠN ĐANG ĐỌC
Cena kłamstw
Kỳ ảoElena miała zacząć nowe życie. Nowe miasto, nowa szkoła i żadnych problemów. Przynajmniej tak miało być. Kiedy poznaje Ashera, szybko odkrywa, że jej przeprowadzka nie była przypadkiem, a jej rodzina skrywa więcej tajemnic, niż mogła sobie wyobrazić...
