We've updated our Content Guidelines.
Review the latest guidelines to keep sharing stories safely.

Café

17 1 0
                                        


1 lipca, godzina 15:15, Chicago, USA Na dworze lał spokojny, letni deszcz. Większość ludzi schowałaby się wtedy w domach, ale dla Lisy była to idealna pogoda na spotkanie. W końcu nie ma nic lepszego niż popołudniowy spacer w dobrym towarzystwie.Dziewczyna chwyciła kurtkę i rzuciła w stronę salonu:- Sophia, wychodzę! Nie wiem, kiedy wrócę... pa!- Lisa, zaczekaj! - Sophia natychmiast wyrosła w przedpokoju, krzyżując ręce na piersi. - Z kim wychodzisz?- Z... z Maxem - wyksztusiła Lisa, uciekając wzrokiem.- Nieprawda. Pisałam do Maxa minutę temu. Powiedział, że jest z rodzicami w Seattle.Lisa przygryzła wargę, widząc, że została przyłapana.- Dobra... masz mnie. Idę z Kelly - westchnęła, obniżając głos do szeptu. - Ale nic nie mów mamie, proszę.- Okej - zgodziła się Sophia, po czym szybko wykorzystała sytuację: - A ja mogę wyjść do Lexie?- Tak, ale najpierw posprzątaj pokój.- Posprzątałam.- Mam sprawdzić? - Sophia zmrużyła oczy, doskonale znając swoją siostrę.- Tak, idź i zobacz.Lisa machnęła ręką, nie chcąc tracić czasu.- Dobra, idź już... Tylko wracaj bezpiecznie.- Okej! W tym samym momencie ciszę w domu przerwał głośny dźwięk. Dzyń! Lisa drgnęła, gdy w jej dłoni zaczął wibrować telefon. Spojrzała na ekran i odebrała.- Halo? Kelly, gdzie jesteś? - zapytała cicho, rzucając szybkie spojrzenie na Sophię, która wciąż kręciła się w pobliżu.- Stoję już pod daszkiem przy tej starej bibliotece na rogu - w słuchawce odezwał się zniekształcony przez deszcz głos przyjaciółki. - Leje jak z cebra, a ty się spóźniasz! Gdzie cię niesie?- Już biegnę, musiałam ściemniać Sophii, że idę z Maxem, ale mnie przejrzała - wyszeptała Lisa, zakładając kaptur na głowę. - Czekaj tam na mnie, będę za pięć minut.Rozłączyła się, zanim przyjaciółka zdążyła zadać kolejne pytanie. Złapała leżący w przedpokoju parasol, rzuciła krótkie „pa!" w stronę schodów i wybiegła z domu prosto w ścianę letniego deszczu.Ulice Chicago były dziwnie puste. Krople wody bębniły o chodnik, a Lisa niemal biegła, przeskakując przez tworzące się kałuże. Gdy dotarła pod ceglany budynek biblioteki, od razu zauważyła Kelly. Dziewczyna stała oparta o filar, chowając się przed opadami.- No w końcu! - Kelly prychnęła, ale zaraz się uśmiechnęła, poprawiając przemoczoną kurtkę. - Myślałam, że zrezygnowałaś. Gdzie właściwie idziemy? Przecież w taką pogodę wszystko w okolicy jest zamknięte.- Chodźmy na razie do środka, do biblioteki - zaproponowała Lisa, wykręcając mokry materiał bluzy. - Przeczekamy największą ulewę, a potem pomyślimy. Podobno sprowadzili tam nowe komiksy.Kelly skinęła głową i obie dziewczyny pchnęły ciężkie, drewniane drzwi budynku. Nie miały pojęcia, że w tym samym momencie między regałami, ukryty w cieniu wielkiego działu z literaturą klasyczną, stał wysoki chłopak w maseczce i głęboko naciągniętej czapce z daszkiem, przeglądając grubą książkę... Wewnątrz biblioteki panowała kojąca cisza, przerywana jedynie stłumionym odgłosem kropel deszczu uderzających o wysokie okna. Pachniało starym papierem i kawą.- Dobra, ja idę sprawdzić nowości przy ladzie - szepnęła Kelly, ruszając w stronę stanowiska bibliotekarki. - A ty poszukaj czegoś ciekawego na półkach.Lisa skinęła głową i skręciła w głąb długiej, słabo oświetlonej alejki z literaturą piękną. Kochała to miejsce, bo rzadko kto tu zaglądał. Przesuwała palcami po grzbietach książek, aż jej uwagę przykuł gruby tom poezji na najwyższej półce.Stanęła na palcach, wyciągając rękę najwyżej, jak potrafiła. Książka była jednak za daleko.- No nie sięgnę... - mruknęła pod nosem, zirytowana swoim niskim wzrostem.Nagle nad jej głową pojawiła się czyjaś dłoń. Długie, smukłe palce bez problemu chwyciły upatrzony przez nią tom i zdjęły go z półki. Lisa drgnęła z zaskoczenia i gwałtownie odwróciła się za siebie, niemal wpadając na klatkę piersiową nieznajomego.- Proszę, chyba o to chodziło? - odezwał się niski, niezwykle głęboki i spokojny głos. Chłopak mówił po angielsku z delikatnym, miękkim akcentem.Lisa uniosła głowę. Stał przed nią wysoki, świetnie zbudowany chłopak. Miał na sobie luźną, szarą bluzę, czapkę z daszkiem naciągniętą nisko na oczy i czarną maseczkę ochronną, która zasłaniała niemal całą jego twarz. Mimo to, zza okularów w cienkich oprawkach patrzyły na nią ciepłe, mądre oczy.- O... tak, dziękuję - wyksztusiła Lisa, odbierając książkę. Jej serce z jakiegoś powodu zabiło mocniej. - Nie zauważyłam cię wcześniej. Jesteś tu nowy? Nigdy cię w naszym miasteczku nie widziałam.Chłopak na moment zamarł. Przez jego oczy przemknął cień paniki, jakby bał się, że został rozpoznany. Spojrzał na Lisę uważnie, ale w jej oczach widział tylko czystą, przyjazną ciekawość. Żadnego pisku, żadnego wyciągania telefonu, żadnego błagania o autograf.Napięcie nagle z niego opadło, a wokół oczu pojawiły się malutkie zmarszczki. Lisa poczuła, że pod maseczką chłopak szeroko się uśmiecha.- Tak, jestem tu... przejazdem - odpowiedział cicho, poprawiając daszek czapki. - Chciałem po prostu poczytać w spokoju. Jestem Namjoon.

Sztuka Ukryta W CieniuStories to obsess over. Discover now