PROLOG

4 0 0
                                        

Deszcz padał tak mocno, że Abby ledwo widziała ścieżkę przed sobą.
Gałęzie drzew uderzały o siebie pod naporem wiatru, wydając dźwięki przypominające ciche trzaski łamanych kości. Noc była zimna, znacznie zimniejsza niż powinna być pod koniec czerwca.
Dziewczyna biegła.
Jej trampki ślizgały się po błocie, a mokre włosy przyklejały się do twarzy.
Nie miała pojęcia, jak długo już uciekała.
Pięć minut.
Dziesięć.
Może godzinę.
Wiedziała tylko jedno.
Nie mogła się zatrzymać.
Za mocno ściskała niewielki pendrive ukryty w dłoni. Plastik wbijał się w skórę tak mocno, że aż bolało.
Ale nie puszczała.
To było jedyne, co miała.
Jedyny dowód.
Jedyna szansa.
Za plecami usłyszała trzask.
Ktoś nadepnął na gałąź.
Zamarła.
Jej serce zaczęło bić jeszcze szybciej.
Nie.
Nie mogło być aż tak blisko.
Powoli odwróciła głowę.
Ciemność.
Tylko ciemność.
Las wydawał się pusty.
Przez chwilę miała nadzieję, że wszystko sobie wyobraziła.
Że panika przejęła kontrolę nad jej umysłem.
Że nikt jej nie śledzi.
Wtedy zobaczyła światło.
Między drzewami.
Krótki błysk.
Latarka.
Abby gwałtownie wciągnęła powietrze.
Ktoś naprawdę tam był.
I zbliżał się.
Odwróciła się i ruszyła biegiem.
Gałęzie drapały jej ręce.
Kamienie wbijały się w podeszwy.
Kilka razy niemal upadła.
W głowie miała tylko jedną myśl.
Muszę zdążyć.
Muszę to komuś przekazać.
Muszę...
Nagle jej telefon zawibrował.
Aż podskoczyła.
Wyciągnęła urządzenie z kieszeni.
Nieznany numer.
Nowa wiadomość.
Palce trzęsły jej się tak bardzo, że ledwo trafiła w ekran.
Treść składała się tylko z jednego zdania.
Nie uciekaj. I tak cię znajdę.
Abby poczuła, jak po plecach przebiega jej lodowaty dreszcz.
Skąd wiedzieli?
Skąd wiedzieli, gdzie jest?
Telefon niemal wypadł jej z dłoni.
Zatrzymała się na skraju niewielkiej polany.
Oddech miała urywany.
Płuca paliły.
Deszcz lał się po jej twarzy.
Spojrzała przed siebie.
Po drugiej stronie polany znajdował się stary domek myśliwski.
Opuszczony od lat.
Tam miała zostawić pendrive.
Tam miała zostawić wszystko.
Kilka kroków.
Tylko kilka kroków.
Nagle usłyszała głos.
Za sobą.
Cichy.
Spokojny.
Znajomy.

– Abby.

Dziewczyna zesztywniała.
Powoli odwróciła się.
Serce niemal stanęło jej w piersi.
Nie dlatego, że zobaczyła nieznajomego.
Przeciwnie.
Zobaczyła kogoś, kogo znała.
Kogoś, komu ufała.
Kogoś, kogo nigdy nie podejrzewałaby o coś takiego.
Deszcz spływał po twarzy tej osoby.
Przez chwilę oboje tylko na siebie patrzyli.
Abby zrobiła krok do tyłu.
Potem drugi.

– To niemożliwe... – wyszeptała.

Osoba przed nią nie odpowiedziała.
Powoli ruszyła w jej stronę.
Abby poczuła, jak łzy mieszają się z kroplami deszczu.
Wszystko nagle zaczęło mieć sens.
Wszystkie kłamstwa.
Wszystkie wiadomości.
Wszystkie dziwne wydarzenia ostatnich miesięcy.
Przez cały ten czas odpowiedź znajdowała się tuż obok niej.

– To ty... – powiedziała drżącym głosem.

Zacisnęła mocniej dłoń na pendrivie.

– To byłeś ty przez cały czas.

Osoba zatrzymała się kilka metrów przed nią.
Przez moment nie wydarzyło się nic.
Absolutnie nic.
Tylko deszcz.
Wiatr.
I przyspieszone bicie serca Abby.
Potem dziewczyna usłyszała kolejny krok.
I jeszcze jeden.
A potem świat nagle pogrążył się w ciemności.
***

You miss me?Historias para obsesionarse. Descúbrelo ahora