Krew i pot

67 5 22
                                        

Ostrzeżenie!
Książka zawiera sceny przemocy, zabójstw, upojenia alkoholowego itp., wojny jak i wiele innych czynników, które mogłyby źle na was wpłynąć ;)
Nie popieram zachowania bohaterów i wy też nie bieżcie z nich przykładu. Pamiętajcie to tylko fikcja...
~~~

„Mówi się, że mgła nad Oregonem potrafi ukryć każdą zbrodnię..."

***

Zapach mojego szpitala w Astorii zawsze kojarzył mi się z przegraną bitwą. Serio. To obrzydliwa mieszanina taniego płynu do dezynfekcji, starego linoleum, przypalonej w automatach kawy i tej ukrytej pod spodem, biologicznej nuty rozkładu, której nie da się niczym zmyć. Dla normalnych ludzi ten odór to zapowiedź życiowej tragedii. Dla mnie?
Dla dwudziestopięcioletniej Rosalie Ashford to po prostu kolejny pieprzony wtorek.

– Ashford! Jeśli znowu przemycisz panu Millerowi papierosy na taras, osobiście dopilnuję, żebyś spędziła następny miesiąc na wypisywaniu kartotek zgonów w piwnicy! – Głos Beverly, naszej naczelnej pielęgniarki, przeciął sterylny korytarz SOR-u niczym bicz.

Nawet nie podniosłam wzroku znad iPada, na którym gorączkowo zatwierdzałam kolejne dawki antybiotyków. Poprawiłam tylko luźny, błękitny mundurek medyczny, który wisiał na mojej szczupłej sylwetce, i westchnęłam ciężko. Moje mysie włosy były spięte w niedbały, wysoki kok, z którego i tak uciekała połowa kosmyków, a pod oczami miałam sińce wielkości śliwek. Korektor z Sephory poddał się jakieś trzy dyżury temu.

– Beverly, daj spokój – mruknęłam, podchodząc do lady i zgarniając stamtąd kubek z lurą, która w tym budynku jakimś cudem uchodziła za espresso. – Miller ma osiemdziesiąt czaria lata, zaawansowanego raka płuc i żonę, która co rano dzwoni pytać, czy jej nazwisko na pewno figuruje w jego polisie. Jeden Camel bez filtra na dobę to jedyna czysta radość, jaka mu została w tym kurwidołku.

– To wbrew procedurom! – fuknęła, chociaż obie wiedziałyśmy, że stara sama jara jak smok na tyłach kotłowni.

– Pieprzyć procedury, kiedy śmierć i tak siedzi ci na karku – odparłam gładko, biorąc spory łyk tej gorzkiej mazi.

Mam dwadzieścia pięć lat i dyplom prestiżowej akademii medycznej, który zdobyłam w absolutnie rekordowym tempie. Podczas gdy moi rówieśnicy zaliczali zgony alkoholowe na domówkach i zmieniali kierunki studiów trzy razy w roku, ja zarywałam noce, kłóciłam się z profesorami i udowadniałam, że mój wiek nie ma znaczenia, skoro mam w głowie więcej wiedzy niż połowa ich starszych kolegów po fachu. Jestem bezczelna, cholernie inteligentna i – nieskromnie mówiąc – przerażająco skuteczna jako lekarka rezydentka na chirurgii urazowej. Ale, cholera, ta praca wysysała ze mnie resztki empatii.

Weszłam do sali numer cztery, gdzie na łóżku siedział mój ulubiony pacjent dzisiejszego poranka – Arthur Pendelton. Były marynarz, który trafił do mnie z rozwalonym łukiem brwiowym, bo pobił się w lokalnym barze o to, która marka piwa jest bardziej „pedalska". Klasyka Astorii.

– No i jak tam, Arturze? Głowa dalej pęka, czy procenty jeszcze trzymają? – zapytałam, wyciągając z szuflady sterylny zestaw do szycia.Stary marynarz splunął siarczyście do plastikowej nerki i spojrzał na mnie swoimi przekrwionymi, błękitnymi ślepiami.

– Gdyby twoja matka słyszała, jak odzywasz się do starszych, porządnych obywateli, ty mała jędzo, to by cię chyba przez kolano przełożyła – warknął, ale znałam go na tyle długo, by wiedzieć, że to tylko taka nasza gra. Nasz mały rytuał.Parsknęłam śmiechem, naciągając na dłonie lateksowe rękawiczki.

– Moja matka uważa, że i tak jestem aniołem, skoro codziennie muszę oglądać takich starych, niewdzięcznych capów jak ty. Siedź prosto i zamknij gębę, bo jak krzywo zszyję, to na następnej randce w domu starców wyrwiesz najwyżej pielęgniarza, a nie pielęgniarkę.

Shadow Stories to obsess over. Discover now