Rozdział 1

109 12 14
                                        

Niektóre rzeczy wybuchają po cichu.

Dziś tak właśnie było. Tate obudził się piętnaście minut przed budzikiem, a jego oczom ukazała się piegowata twarz Caeluma. Spał wciąż głęboko z rozsypanymi falami ciemnych włosów na poduszce, ale on już wiedział. Uniósł kołdrę i z ciężkim westchnieniem opuścił ją z powrotem. Przed szkołą czekała go jeszcze zmiana pościeli. Caelum miał dwa lata i nie panował nad potrzebami. Zwłaszcza we śnie.

Wstał więc z łóżka, nie czekając aż budzik zadzwoni i wyszedł z pokoju. W kuchni przy ekspresie zastał mamę. Właśnie robiła sobie kawę i jej zapach unosił się w powietrzu.

— Młody znów zlał mi się do łóżka — poinformował ją i potarł czoło ręką. — Gdzie tym razem znajdę czystą pościel i prześcieradło? — zapytał zaspanym głosem.

Mieszkali w nowym domu od niespełna dwóch miesięcy i za każdym razem, gdy stolarz dowoził i montował nowe meble, rzeczy zmieniały miejsce, jak w kalejdoskopie.

Mama zwiesiła ramiona.

— Podłożyłeś podkład? Materac przetrwał? — dopytała zmartwiona.

To było jedyne zabezpieczenie, jakie byli w stanie zastosować. Każdy miał go pod prześcieradłem, bo Caelum łaził nocami z łóżka do łóżka i nigdy nie wiedzieli czyje tym razem wybierze, a pieluchy już nie wchodziły w grę. Za nic w świecie, nawet za swoje ulubione czekoladowe gwiazdki, nie chciał ich nosić chociażby na noc. Jak ubierali mu we śnie, to rano budził się bez, a łóżko i tak było mokre. Nocnik był persona non grata, wrogiem publicznym numer jeden.

— Tak — zapewnił ją Tate. — Nawet nie słyszałem, jak przyszedł w nocy. Dlaczego nie chce spać u siebie? Przecież zawsze spał w swoim łóżku, co się nagle zmieniło?

— Miejsce? Dom? Pokój? Wszystko. Może się boi, a przy tobie czuje się bezpiecznie? — podała w kwestię mama. — Sama nie wiem. Pościel jest wciąż tam, gdzie ostatnio, czyli w szafie w holu — poinstruowała. — Ty zawsze przychodziłeś do nas.

— I lałem wam w łóżko? — zapytał z pretensją Tate i ruszył w stronę holu.

Mama pokiwała głową na boki.

— Różnie bywało — zaśmiała się kpiąco.

— To nie prawda — zaprzeczył Tate. — Na bank nie lałem nikomu do łóżka!

Mama tylko się zaśmiała w kuchni.

— Módl się, żeby nie było gorzej.

Tate zatrzymał się jak słup soli. Obejrzał się przez ramię szeroko otwartymi oczami.

— Nie mówisz poważnie.

Tym razem mama się roześmiała.

— Myślisz, że jak nie panuje nad jedynką, to nad dwójką już tak? — zakpiła.

Tym razem Tate zwiesił bezsilnie ramiona.

— Czy jego pokój jest zamykany na klucz? Możemy rozważyć zamykanie go na noc? — zapytał błagalnie. — A najlepiej zbudujmy mu budę na tarasie. Taką jak dla psa.

Mama wyjrzała z kuchni i zrobiła zdegustowaną minę.

— Teraz ty nie mówisz poważnie.

Tate pokiwał głową na boki jak ona przed chwilą.

— Dywaguję. Przez niego spóźnię się pierwszego dnia do szkoły.

Mama odłożyła kubek z kawą na blat przy ekspresie i ruszyła za nim.

— Zostaw tę pościel, ja ją przebiorę.

Tate zawrócił i w przelocie cmoknął ją w policzek.

— Dzięki.

SUPERNOVAWhere stories live. Discover now