35 2 12
                                        


inspirowane piosenką girl in red-midnight love

Han Jisung zawsze myślał, że ma wszystko pod kontrolą. Planował, analizował, rozpisywał każdy dzień. Ale z uczuciami było inaczej. One nie przychodziły z instrukcją obsługi. Wpadały bez pukania i robiły co chciały w głowie.

Dwudziestotrzyletni mężczyzna siedział sam w studiu, późne popołudnie przeciągało się w wieczór. Kartka z tekstem była zapisana do połowy, reszta to skreślenia i urwane myśli. Pisanie mu pomagało, ale im więcej myślał o słowach, tym bardziej czuł ciężar w klatce piersiowej. Pisał o zgubieniu, o ciszy, o tym dziwnym uczuciu, kiedy wszystko jest ,,okej'', ale jednocześnie nie jest.

Nie myślał o Minho — przynajmniej starał się w to wierzyć.

Ale zauważał jego cień nawet w najbardziej zwyczajnym dniu: jak był obecny w tle, jak sprawiał, że Jisung czuł coś, czego nie potrafił nazwać.

A może się bał.

Nie pisał o konkretnej osobie. Bynajmniej tak sobie wmawiał.

Noc była jedynym czasem, kiedy pozwalał sobie na myślenie o tym. Cisza była wtedy jego sprzymierzeńcem, a muzyka — jedynym sposobem, żeby wszystko sobie poukładać.

— Skup się, Jisung — mruknął do siebie, pocierając twarz.

Muzyka zawsze była jego schronieniem. Tam mógł wrzucić wszystko, czego nie potrafił powiedzieć na głos. Strach, zazdrość, to cholerne napięcie, które pojawiało się bez zapowiedzi.

Ostatnio nawet częściej.
Nie tylko w tekstach.
Nie tylko w nocy.

Wystarczyło, że Minho był w pobliżu.

I to było właśnie najgorsze — Jisung nie potrafił powiedzieć nawet dlaczego.

Nie było żadnego momentu, żadnej sceny jak z dramy. Po prostu.. Minho zaczął być obecny w sposób, którego Jisung nie umiał zignorować. Jak stały punkt w pomieszczeniu. Jak coś, co zawsze tam jest, nawet gdy nie patrzysz.

—To nic — powiedział na głos, zamykając notes. — Po prostu jesteś zmęczony.

Zmęczeni ludzie nie analizują, jak czyjś głos brzmi spokojniej niż reszta świata. Zmęczeni ludzie nie łapią się na tym, że czują ulgę, gdy ktoś siada obok.

A jednak.

Jisung wyszedł ze studia i zatrzymał się na korytarzu. Przez okno wpadało światło miasta, dzień gasł powoli. Zawsze lubił tę porę — moment przejścia, kiedy nic jeszcze nie jest nocą, ale dzień już odpuszcza.

Wtedy wszystko było łatwiejsze.

Mniej nazwane.

— Ej — usłyszał za sobą.

Odwrócił się. Minho. Oczywiście.

— Znowu uciekasz — rzucił z tym swoim irytująco spokojnym tonem.

— Nie uciekam — odpowiedział Jisung. — Po prostu.. idę.

Minho uniósł brew, jakby chciał coś powiedzieć, ale ostatecznie tylko wzruszył ramionami.

—Jak chcesz.

I poszedł dalej.

A Jisung został na miejscu, czując dziwny uścisk w klatce piersiowej. Nie zazdrość. Nie strach. Coś pomiędzy.

Coś, co jeszcze nie umiał nazwać.

A może nie chciał.

Tej nocy pierwszy raz pomyślał, że może nie chodzi o Minho.

Może chodzi o niego samego.

O to, że nie wszystko w życiu da się ogarnąć w świetle dnia.

I że niektóre rzeczy.. czekają na noc.

***

Lee Minho zauważał rzeczy, zanim sam chciał się do tego przyznać.

To nie było coś, z czego był dumny. Raczej umiejętność przetrwania — obserwować, analizować, nie reagować za szybko. Ludzie mówili, ze jest spokojny. Że nic go nie rusza. I zwykle mieli rację.

Z wyjątkiem Hana Jisunga.

Minho nie pamiętał momentu, w którym Jisung zaczął się wyróżniać. To nie było dramatyczne. Żadnego nagłego ruchu. Raczej powolne uświadamianie sobie, że jego uwaga wraca do jednej osoby częściej niż powinna.

Jisung był głośny. Niespokojny. Za szybki. I jednocześnie.. zaskakująco kruchy, gdy myślał, że nikt nie patrzy.

Minho widział to w małych rzeczach. W tym, jak Jisung milknął po zbyt długim dniu. Jak ściskał długopis, gdy coś nie wychodziło. Jak śmiał się za głośno, kiedy był zdenerwowany.

I jak w nocy wszystko się zmieniło.

W dzień Jisung był wybuchowy — energia, słowa, ruch. W nocy.. gasł. Jakby zdejmował z siebie warstwę, której nikt nie powinien widzieć.

Minho nie powinien był zwracać na to uwagi.
Ale zwracał.

— Znowu siedzisz po godzinach? — zapytał któregoś wieczoru, zatrzymując się w drzwiach studia.

Jisung podskoczył.

— Możesz nie pojawiać się tak jak duch, debilu?

Minho uśmiechnął się krótko.

— To nie moja wina, że żyjesz w swojej głowie.

Jisung prychnął i wrócił do notatek. Minho nie wszedł dalej. Oparł się o framugę i obserwował. Bez powodu. Tak sobie mówił.

Tylko że to nie była prawda.

Patrzył, jak Jisung skreśla linijki tekstu. Jak zaciska szczękę. Jak wygląda, gdy nikt go nie rozprasza. W tych momentach Minho czuł coś dziwnego — potrzebę, by nie przeszkadzać. By być cicho.

Jakby mężczyzna przed nim był czymś delikatnym.

I to było... niebezpieczne.

Lee nie miał problemu z uczuciami. Miał problem z angażowaniem się w coś, co mogło kogoś zranić. A Han wyglądał jak ktoś, kto mógłby się rozsypać, gdyby ktoś nacisnął za mocno.

Dlatego dwudziestopięciolatek trzymał dystans.
Żartował.
Droczył się.
Udawał, że nie widzi.

Ale noc była inna.

Noc dawała wymówki.

Kiedy pukał do drzwi Hana po północy, wmawiał sobie, że to nic. Że to zwykła rozmowa. Że to tylko potrzeba bycia z kimś. Że Jisung wtedy jest spokojniejszy. Prawdziwszy.

Minho nigdy nie przekraczał granicy.
Nie dotykał pierwszy.
Nie mówił za dużo.

Czekał.

Bo wiedział jedno: jeśli coś ma się zmienić, to tylko wtedy, gdy Han przestanie uciekać.

A Lee... miał cierpliwość.

Więcej, niż sam chciał przyznać.

I choć nigdy nie powiedział tego na głos, w głębi siebie już dawno wiedział: to nie było tylko zainteresowanie. To było coś, co rosło w ciszy.

I czekało na noc.




***
Kocham taki klimat narratora. Mam nadzieję, że się podoba i nie jest jakoś bardzo źle:<

Miłego wieczoru:3
slowa: 859

midnight love | minsungOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz