Rozdział 1

29 4 7
                                        

KELLY

Kolejny dzień. Kolejne wykłady. Małe zakupy. Kolacja. Prysznic. Sen.
Moje życie od lat wygląda tak samo. Każdy dzień, jak odbity na ksero. Mam trzydzieści dziewięć  lat, a czuję, jakbym stała już jedną nogą nad grobem.

Kocham swoją pracę. Fizyka kwantowa jest moją pasją. Wykładanie jej na uniwersytecie w Cambridge jest spełnieniem moich marzeń. W sferze zawodowej jestem spełniona.

Wiem, co mówią o mnie studenci i inni profesorowie - zimna, pozbawiona skrupułów, bez empatii. Nie przeszkadza mi to. Im mniej o mnie wiedzą, tym lepiej. Na taką opinię zapracowałam sobie tylko dlatego, że nie spoufalam się z wykładowcami, daję im absolutne minimum.

Jestem uprzejma, zawsze się witam, wchodzę w typowy small talk, ale nie mam w zwyczaju opowiadać o swoim życiu prywatnym. Za bardzo też nie ma o czym opowiadać.

Odkąd rozstałam się z narzeczonym sześć lat temu, w moim życiu nie dzieje się nic ekscytującego. W każdy weekend odwiedzam rodziców. To między innmi dzięki ich wsparciu jestem tu, gdzie jestem. Zawsze mogłam na nich liczyć. Kiedy ja się poddawałam mówiąc, że nie nadaję się, że wybrałam zły kierunek studiów, oni stawali za mną murem zapewniając, że niezależnie od moich decyzji, zawsze będą ze mnie dumni. Utwierdzali mnie na każdym kroku, że jestem kochana, wystarczająca i idealna dla nich taka, jaka jestem.

To dodawało mi skrzydeł i kopa do tego, żeby przeć przed siebie.

Dlatego teraz siedzę w sali wykładowej. Kelly Wilson - profesorka wykładająca fizykę kwantową na uniwersytecie. Kobieta stanowcza, dokładna, ucząca z pasją.

Moje rozmyślenia przerwał ruch przy drzwiach. Zerknęłam na zegarek, który od dwudziestu jeden lat noszę na lewym nadgarstku. Prezent od dziadków na osiemnaste urodziny. Zdejmuję go tylko do kąpieli.

Sala wypełniała się studentami. Wykład miałam rozpocząć za dokładnie osiem minut. Moi uczniowie wiedzieli, że za każde spóźnienie jest kara. Taki delikwent zawsze dostawał ode mnie specjalnie zadanie. Zazwyczaj stawiałam na odpowiedź ustną na jedno pytanie. Czasem wybierałam któregoś ze studentów, żeby wymyślili zagadnienie.

Wiedziałam, że mnie za to nienawidzą. Przynajmniej tak było na początku. Teraz wydaje się, że zrozumieli, co im chciałam przekazać.

Notoryczne spóźnianie się, to brak szacunku. W tym przypadku marnowanie mojego czasu, dezorganizowanie zajęć, przeszkadzanie studentom, którzy przybyli na czas. Spóźnianie świadczy o lekceważeniu swoich obowiązków. Są od tego ustępstwa, wiem, ale nie dotyczy to moich wykładów.

Kiedy ostatni student zamknął za sobą drzwi i każdy zajął swoje miejsce, odczekałam chwilę, żeby mogli przygotować się do zajęć.

- Dzień dobry, moi drodzy. Cieszę się, że wszyscy dotarliście o czasie. Dzisiaj skupimy się głównie na splątaniu kwantowym. Wiem, że na to czekaliście. - po sali rozniosły się ciche śmiechy. - Splątanie kwantowe, to najdziwniejsza rzecz we Wszechświecie. To zjawisko, któr...

- Dzień dobry. Przepraszam za spóźnienie. Mam nadzieję, że dobrze trafiłem. Fizyka kwantowa u profesor Kelly Wilson?

O kurwa. Świat się zatrzymał.

- Przepraszam, a Pan to? - odchrząknęłam niezbyt dyskretnie, żeby odzyskać rezon.

- Przepraszam. Noah Brown. - chłopak podszedł do mnie i wyciągnął rękę w moją stronę. - Jestem nowy. Przeniosłem się z uniwersytetu w Oxfordzie. Nie mam w zwyczaju spóźniać się, ale mimo dużego zapasu czasu, dyrektor Andrews przedłużył nasze spotkanie, a później nie mogłem znaleźć sali. Mogę zostać, czy mam wyjść?

AsymmetricWhere stories live. Discover now