Prolog

145 31 72
                                        

Niemrawy blask lampy naftowej rozświetlił grotę ukrytą za gąszczem bujnych, rozłożystych traw.
Wysoka, złotowłosa kobieta szła pewnie w towarzystwie dwóch ponurych dam o twarzach zakrytych szarymi maskami, spod których wystawały pasma obsydianowych włosów. Niosły heksagonalne tace, na których spoczywały metaliczne, osobliwe przedmioty.

Gdy kamienne drzwi sali rozchyliły się przed nimi, ukazała się laboratoryjna biel, zupełnie niepodobna do wnętrza jaskini. W środku, na podwyższeniu przypominającym tron, siedział popielato-blady mężczyzna w czarnym, szpiczastym kapturze. Mimo że nie podnosił nawet wzroku, widać było, że doskonale przeczuwał, kto znajduje się w jego otoczeniu.

– Mistrzu – odezwała się złotowłosa, skłaniając się nisko. – Przynosimy dary.

– Dary? – powtórzył, smakując to słowo. – Wręczcie.

Ponure towarzyszki położyły na ziemi dwie połyskujące tace. Na nich leżały dwie metalowe płytki wielkości kart kredytowych.

Na czarnych ustach mężczyzny jawiło się coś pomiędzy uśmiechem a szaleństwem.

– Doskonale! Mam nadzieję, że wszystko jest już kompletne.

– Niemal, panie, trwają ostatnie próby.

– Wybornie! – zakrzyknął. – Zatem czeka nas kres. Wytężymy siły! Pochłoniemy lądy i wody. Wszystko niech więc powstanie, by umrzeć.

Na moment zapadła ustępliwa cisza. Kobieta rozejrzała się po sali, zdając sobie sprawę, że biel zaczyna przygasać, odsłaniając rozległe zapadlisko wyłaniające się zza tronu. Przez chwilę miała wrażenie, że w oddali, na dnie wielkiej doliny, dostrzega hordy istot oddających cześć swojemu władcy.

– Czy mogłabym – zaczęła, by zaniemówić na chwilę – czy mogłabym już wrócić?

Spod kaptura dobiegło krótkie, nerwowe syknięcie.

– Wrócić? Co masz na myśli, mówiąc „wrócić"?

– Do domu – odpowiedziała nerwowo.

Mężczyzna uniósł rękę w geście przypominającym pozdrowienie monarchy. Na jego palcu błysnął sygnet o barwie głębokiego, oceanicznego błękitu. Kobieta natychmiast skłoniła głowę i z daleka mogło to wyglądać, jakby obawiała się, że sam widok tego przedmiotu może odebrać jej życie.

 Kobieta natychmiast skłoniła głowę i z daleka mogło to wyglądać, jakby obawiała się, że sam widok tego przedmiotu może odebrać jej życie

Oops! This image does not follow our content guidelines. To continue publishing, please remove it or upload a different image.

– Tu jest twój dom – powiedział stanowczo. – Tu nadejdzie zmierzch królów. Powiedz... dlaczego pragniesz odejść? Nie chcesz być jedną z nas?

Blondynka milczała z głową spuszczoną nisko. Jej oddech zawibrował nieprzyjemnie.

Po długiej chwili mężczyzna sięgnął do wnętrza swojej togi, by pokazać fotografię.

– Pozyskaj go – wychrypiał.

– Dlaczego akurat... jego? – zapytała ostrożnie.

– Ta wiedza jest teraz zbyteczna. Wszystkiego dowiesz się w odpowiednim czasie. Wykorzystaj wszelkie dostępne środki, by pozyskać adepta.
Ja tymczasem powracam do siebie. To twoja ostatnia misja. Jeśli się z niej wywiążesz, pozwolę ci również wrócić do domu. Jeśli jednak robisz to dlatego, że przestałaś wierzyć w „kres", jesteś już przeklęta w naszych oczach i nie dostąpisz „tych dni". Staniesz się tygielnym żarem w „jego" oczach.

Kobieta skłoniła się głęboko.

– Możesz na mnie liczyć, mistrzu.

Mężczyzna przymknął oczy, wsłuchując się w dźwięki pochodzące z odległej części świata.

– On gdzieś jest. Czuje nas i wzywa... Za dziesiątki, a może setki lat, gdy nastanie kres dni, a wszystko będzie już nasze. Wtedy z głębin odmętów wyłoni się, by nas przywitać.

Szyfr Twoich OczuWhere stories live. Discover now