8.

27 2 0
                                        

RAFE. 

MIESIĄC WCZEŚNIEJ.

Wyszedłem z łazienki, bo jak zwykle zapomniałem wziąć ze sobą ubrania. Zimny prysznic obmył mnie z resztek wstydu i żelu intymnego. Zostawiła na plecach spore, czerwone ślady po paznokciach. Zawsze pojawiała się w odpowiednich momentach.

-To co? Może jakaś kolacja i wino?- zaproponowała, na co prychnąłem śmiechem.

-Oboje wiemy, że nie bawimy się w takie rzeczy.- pokręciłem głową.

Popatrzyłem na roześmianą dziewczynę na łóżku. Miała na sobie jedynie bieliznę, co powinno przyprawić mnie o jakiekolwiek emocje, ale żadne się nie pojawiły. Wciąż byłem wygłodniały i chciałem coś innego. Coś co mnie całkowicie napełni. Wtedy będę spełniony.

-Żartowałam.- machnęła ręką, sięgając po ubrania. 

Przerzuciłem koszulkę przez głowę i założyłem luźne dresy. Humor, jak zawsze jej dopisywał. Siedziała do mnie tyłem. Była naprawdę piękną kobietą. Długie blond włosy opadały na ramiona, a ciało z idealnymi proporcjami. 

-Wiesz... nigdy mi nie opowiadałeś o Grace.- przewróciłem oczami, gdy znów zaczęła swoją gadkę.

-Kurwa, Nina.- uniosłem się.- Nie rozmawiamy o prywatnych sprawach. Poza tym... skąd ty...- przerwała mi.

-Lubimy się z Sarah.- uśmiechnęła się złowieszczo.

Nie, nie lubiły się. Nina kolegowała się z nią dla imprez, alkoholu i łatwego dostępu do dillerów, a nasza relacja wyszła spontanicznie.

-Chcę wiedzieć cokolwiek o niej, Rafe.- westchnęła.- Skoro dalej o niej myślisz to musiała być niezła w łóżku, co?- zaśmiała się.

-Nie chodziło o seks, ale co ty możesz o tym wiedzieć, co?- dopiekłem.

Przewróciła oczami, kręcąc głową. Wiedziałem, że nie wyjdzie, jeśli się czegokolwiek nie dowie. Byłem niemal pewny, że przejrzała jej portale społecznościowe. Grace nie udostępniała wiele. Prywate zostawiała dla siebie, a nie dla obcych ludzi.

Relacja z Niną była prosta. Szybkie spotkanie, seks bez zobowiązań i wyjazd. W zasadzie doszło do tego przypadkowo. Poznaliśmy się na imprezie i od razu rozpoznaliśmy swoje potrzeby. Od tamtego czasu ustaliliśmy kilka zasad, których nie powinniśmy łamać. Jeśli któreś z nas znajdzie sobie partnera, nie znamy się. To była jedna z najważniejszych zasad. A reszta...

-Była kimś o kim się nie zapomina.- powiedziałem po chwili.- Kimś wyjątkowym, kto widział człowieka w człowieku przy najgorszym okresie mojego życia. Potrafiła przejrzeć wszystkich na wylot. Potrafiła kochać, a to zniosło ją i mnie na sam dół.- zapatrzyłem się w widok za oknem.- Nie raz pomagała mi, gdy byłem najebany czy naćpany. A ja?- prychnąłem.- Zachowałem się gorzej niż najgorszy śmieć. Upokarzanie jej stało się moim hobby i robiłem to na porządku dziennym. Oboje byliśmy głupimi dzieciakami. Ona zaślepioną nastolatką, głodna adrenaliny i miłości, a ja chciałem się dobrze bawić z dobrą dupą u boku. 

Pomrugałem kilka razy, gryząc się w język. To była namiastka wszystkiego, ale nie mogłem więcej wyznać. Przyznać się na głos do czego byłem zdolny i jak bardzo tego żałuję. 

-Kochasz ją, prawda?- dopytała cichym tonem.

Zacisnąłem mocniej zęby, nie odpowiadając na pytanie. Nie wiedziałem, jak kochać, więc skąd mogłem wiedzieć czy tak czy nie? Jakoś rodzice nie okazywali miłości. Dla nich byliśmy tylko ich klonami i pracownikami. Nazwisko miało iść przez pokolenia z dumą. 

-Dlatego jedziesz na wesele.- stwierdziła, wstając z łóżka.

-Co?- zapytałem zmieszany.

-Jedziesz na wesele. Na pewno się na nim pojawi, więc nie masz wyboru. W inny sposób nigdy jej nie zobaczysz, a to, że mieszka w Nowym Yorku nie daje ci dużo. Ogromne miasto, a ty będziesz pukać od drzwi do drzwi i pytać o nią? No, raczej nie.- wzruszyła ramionami, zakładając płaszcz.- Powodzenia, przystojniaku.

Poklepała mnie po ramieniu i wyszła z pokoju. W tle słyszałem stukot jej obcasów. Naturalnie skierowała się na dół, a następnie trzasnęła drzwiami, jak zwykle.

Z jednej strony miała racje. Nie będzie takiej drugiej okazji, aby znów ją zobaczyć. Będzie przejęta weselem Sarah, a nie mną, ale to dobrze. Nie mogłem jej odstraszyć. Ostatni raz widzieliśmy się lata temu na pogrzebie rodziców. Byłem pierdolonym tchórzem, bo nawet do niej nie podszedłem. Potrzebowała kogoś u swojego boku, ale zjebałem wszystko. Obwiniałem, wyzywałem, wyklinałem, szarpałem, biłem, popychałem, plułem. Nie sądziłem, że chciałaby mnie w ogóle widzieć po tym wszystkim. 

Stres lekko uderzył do głowy. Znów wyjdę na światło dzienne. Spodziewałem się, że raczej cała nasza paczka wie o moim zachowaniu, a pojednanie może być ekstremalnie okropne. Pobiją mnie? Zajebią? Może tak by było lepiej, bo sam nie byłem w stanie tego zrobić. 

Przez poprzednie lata robiłem wszystko, aby zapomnieć choć na chwilę. Spałem z wieloma, ale to nie było to samo. Emocje schowały się pod dywan i są mocno przygłuszone. Niech lepiej tak zostanie. Założyłem pierdoloną firmę, bo myślałem, że finanse, naprawa samochodów i zajęta głowa pomoże mi odpocząć. Najwyraźniej musiałem odpokutować za to jakim skurwielem byłem. 

Odpaliłem papierosa na balkonie. Słońce mocno przypiekało twarz. Nie mogłem się uspokoić. Noga nerwowo chodziła, a żar z papierosa co chwilę przypiekał palce. Traciłem kontrolę nad sobą. 

-Zastanowiłeś się?- wzdrygnąłem na głos siostry.

Nawet nie zauważyłem, gdy weszła do pokoju. Drzwi balkonowe były szeroko otwarte. Westchnąłem głośno i wziąłem bucha.

-Tak.- odpowiedziałem krótko.- Będę.

-Super.- powiedziała z szerokim uśmiechem. Cichy śmiech nawet mnie nieco rozchmurzył.- Dopiszę cię do naszych lotów. 

-Nie trzeba, poradzę sobie. Nie będziesz się narażać na większe koszta.- powiedziałem, wstając.

Wyminąłem Sarah, a następnie zabrałem parę butów. Musiałem się przejść. Najlepiej najebać.

-Rafe...- powiedziała, gdy chciałem już wyjść.- Naprawdę się cieszę, że zmieniłeś zdanie. Wiele to dla mnie znaczy. Kocham cię.

Skinąłem głową, unikając jej wzroku. 


RETURNWhere stories live. Discover now