ROZDZIAŁ 1 - GBUROWATY MIESZCZUCH

40 4 4
                                        


Reid

Musiałem chyba postradać zmysły zgadzając się na kilkutygodniowy pobyt w Teksasie. To była główna myśl, która towarzyszyła mi podczas trzy i pół godzinnego lotu do Austin i ponad godzinnej podróży samochodem. Ze wszystkich miejsc na ziemi mój brat znalazł miłość w małym, teksańskim mieście. Kilka lat temu nie przeszłoby mi nawet przez myśl, że Garrett wyjedzie z San Francisco a co dopiero zamieszka na ranczu. Przez całe życie mieszkał w wielkim mieście i nie wiem nawet czy kiedykolwiek widział krowę zanim poznał Maisie. Wystarczyła mu jedna podróż służbowa do Teksasu, żeby znaleźć sobie przyszłą żonę i całkowicie zmienić swoje życie. Zostawił za sobą to co znajome i rzucił się na głęboką wodę. Bo zakochał się po uszy i jest w stanie zrobić dla tej kobiety wszystko. Skłamałbym, gdybym powiedział, że mi nie ulżyło. Obawiałem się, że nasi rodzice skrzywdzili również jego w kwestiach związkowych i będzie skazany na wieczne życie singla tak samo jak ja. Na szczęście pojawiła się Maisie, ratując jego sytuację.

Westchnąłem, widząc tabliczkę witającą mnie we Fredericksburgu. Teraz to miejsce stanie się moim domem na kilka najbliższych tygodni. W końcu czego nie robi się dla młodszego brata, który przekonuje cię do swojego pomysłu wywołując w tobie poczucie winy? Wyciągnięcie karty, że przez ostatnie trzy lata niewiele się widywaliśmy było ciosem poniżej pasa. Oczywiście, że nie mogłem mu odmówić po czymś takim. Ponadto, Garrett twierdził, że na pewno pokocham to miejsce oraz ludzi tak samo jak on. Ja nie byłem tego taki pewny. Pasowało mi moje życie w San Francisco. Przyzwyczaiłem się do hałasu miasta, ciągłego biegu i samotności. Tutaj nie wiedziałem czego mogę się spodziewać.

Garrett zbudował w tym miejscu nowe życie. Miał rodzinę i przyjaciół, na których mu zależało i którym zależało na nim. Cieszyłem się z tego i trochę mu jednocześnie zazdrościłem. Ja miałem tak naprawdę tylko jego. Miałem kilku znajomych w pracy, ale nie były to bliskie relacje. Gdy mój brat wyjechał z San Francisco, zostałem sam. Zdążyłem się do tego przyzwyczaić, ale w gorszych momentach żałowałem, że nie miałem obok mojego najlepszego przyjaciela. Myślę, że pomysł, żebym przyjechał tutaj na kilka tygodni przed weselem nie był przypadkowy. Mój brat znał mnie najlepiej i prawdopodobnie wyczuł, że samotność powoli zaczyna mnie przytłaczać. Mogłem udawać ile chciałem, ale Rhett nie był już małym dzieciakiem, któremu mogłem wmówić, że wszystko jest w porządku. Mogłem zaadoptować psa, żeby myślał, że mam z kim spędzać czas. Może zrobię to po powrocie.

Przejechałem przez spokojne ulice miasteczka. Słońce miękko osiadało na fasadach budynków, dodając im uroku. Życie na ulicach czy w restauracjach wydawało się toczyć swoim własnym tempem. Nikt tutaj nie biegał, nie krzyczał i nie próbował niczego sprzedać. Ludzie wydawali się o wiele bardziej odprężeni, spokojnie spacerując. Mogło to być mylne wrażenie, ale z opowieści Rhetta właśnie takie miałem wyobrażenie o tym miejscu.

Dotarłem niemal na drugi koniec miasta i zatrzymałem samochód przed barem, w którym miałem spotkać się z Rhettem, Maisie oraz druhną honorową. Wylądowałem wieczorem, więc mój brat uznał, że możemy spotkać się w barze. Był to neutralny teren, na którym mogliśmy spokojnie porozmawiać oraz ich ulubione miejsce do spędzania czasu poza domem. Garrett często mówił, że gdy tylko ich odwiedzę musimy tam wpaść. Najwyraźniej postanowił nie tracić czasu.

          Wysiadłem z auta i niemal od razu uderzyło we mnie gorące powietrze. Zatrzasnąłem drzwi i dostrzegłem, że kilka osób siedzi przy stolikach przed budynkiem. Parasole chroniły ich przed słońcem, ale większość z nich i tak miała kowbojskie kapelusze na głowach. Moje pojawienie się wzbudziło ich ciekawość, bo spojrzeli w moim kierunku, mrużąc delikatnie oczy. Skinęli mi głową na powitanie a gdy odpowiedziałem tym samym wrócili do swoich rozmów. Czy to była ta teksańska gościnność o której mówił Garrett?

texas hold'emWhere stories live. Discover now