PROLOG

4.4K 130 182
                                        

PIERWSZE SPOTKANIE

Mały chłopiec siedział sam w piaskownicy, ubrudzony po same łokcie. Kto by się spodziewał, że nikt nie chciał się przyłączyć do budowania zamku, o który Kai tak bardzo dbał i którego bronił, by żadne inne dziecko w pobliżu nie przyszło go zniszczyć. W porównaniu do innych dzieci był inny - cichy, wstydliwy i raczej wolał towarzystwo samego siebie.

Kończył właśnie kolejną wieżę, uśmiechając się dumnie sam do siebie, kiedy zauważył ciemnowłosego chłopca idącego w stronę jego piaskownicy - czyli, według niego, fortecy. Od razu zasłonił rączkami budowlę, mając nadzieję, że chłopak z naprzeciwka nie narobi szkód jego ukochanej konstrukcji. Nieważne, że gdy odejdzie, i tak pewnie będzie zniszczona i będzie musiał zbudować nową.

Ku zaskoczeniu Kaia, brunet przykucnął przy piaskownicy i zaczął przyglądać się zamkowi.

- Sam to zbudowałeś? - zapytał zachwycony, patrząc na twór mniejszego chłopca.

- Tak... Ale nie psuj, proszę. Długo to robiłem - odpowiedział Kai, a na jego twarzy pojawił się rumieniec, bo zawstydził się rozmową z rówieśnikiem. Jak już wspominałam, był bardzo cichym dzieckiem.

Ku jego zdziwieniu, wyższy chłopiec usiadł na piasku i po prostu patrzył. Po chwili powiedział:

- Mogę się z tobą pobawić w zamek? Chcę być księciem, a ty możesz być księżniczką - uśmiechnął się szeroko, pokazując swoje mleczaki.

Kai spojrzał na chłopaka, cały czas zawstydzony.

- Jeśli chcesz... A nie mogę też być księciem? - zapytał, średnio zadowolony z roli, którą mu przydzielono.

Tak właśnie wyglądało ich pierwsze spotkanie, które zakończyło się długoletnią przyjaźnią...

---

Współczesność

Siedziałem w autobusie, zerkając za okno, po którym spływał deszcz. Nie zapowiadał się zbyt kolorowy dzień, ale może chociaż w szkole będzie lepiej - pomyślałem, gdy dojechałem na swój przystanek. Moje wątpliwości rozwiały się, gdy zobaczyłem Parkera opierającego się o bramę prowadzącą do szkoły. Od razu uśmiechnąłem się szeroko, ale to przecież normalne, kiedy widzi się przyjaciela, prawda?

Podszedłem do niego i przywitałem się.

- Jedziesz w tym roku na obóz sportowy? Właściwie nie wiem, po co pytam. Jesteś kapitanem - oczywiście, że jedziesz - rzuciłem, zauważając ulotkę w jego ręce.

- Wiesz co, chciałem... ale szczerze? Nie chce mi się z nimi jechać. Zapisz się. Wiem, że nie lubisz ćwiczyć, ale trochę poudajesz i będzie fajnie - Parker puścił mi oczko. Jak zawsze - lekceważąco, ale z uśmiechem.

Spojrzałem na niego, czując lekkie zakłopotanie. Ale wiedziałem też, że kiedy Parker coś proponuje, to trudno mu odmówić.

- Może... Ale nie obiecuję, że będę dobrym sportowcem - zaśmiałem się. Wiedziałem, że ten obóz to dla mnie bardziej wyzwanie z kategorii „przetrwaj" niż „rozwiń formę".

- Przesadzasz. Na pewno będzie gites. Kai, błagam cię, nie chcę tam jechać sam - zachichotał, a mnie coś dziwnie zakłuło w sercu.

- Pogadam jeszcze z rodzicami, dobra? - odpowiedziałem, również się śmiejąc, i skierowałem się w stronę szkoły. Na szczęście były to już ostatnie zajęcia w tym roku szkolnym.

- Spoko. Ej, widziałeś Chloe? Myślałem, że będzie w szkole, a mi nie odpisuje - rzucił Parker.

No właśnie, Chloe... Zapomniałem wspomnieć, ale Parker ma dziewczynę, o której lepiej nie wspominać. Nie dość, że wygląda, jakby ktoś nałożył jej tynk na mordę, to jeszcze ma charakter gorszy niż poniedziałek rano. Nie raz zdradziła Parkera, a on, zauroczony, gania za nią jak piesek perski - czy jak to się tam mówi. Próbowałem mu przemówić do rozsądku, ale szło opornie.

Pocałunek na próbę [BL]Stories to obsess over. Discover now