Rozdział 1

677 4 0
                                        

Eryk, jak zwykle w ostatniej chwili, wpadł do Komendy. Zrzucił kurtę w swoim pokoju i pobiegł na poranną odprawę. Na miejscu wszyscy już siedzieli jak uczniaki wpatrzeni w naczelnika, który przywitał chłopaka – Jak zwykłe, na ostatnią chwilę Łysy. – Podchorąży zawsze zdąży, panie nadkomisarzu – rzucił Eryk, swoim zwyczajem rozładowując ciężką atmosferę żartem. Rozejrzał się po kolegach z wydziału, zmęczone twarze i puste oczy, zmęczone pogonią za wynikiem statystycznym, sprzed swych oczy dawno straciły ideały, dla których przyjęli się do służby. Ku swemu zaskoczeniu tuż obok naczelnika dostrzegł nieznaną mu dziewczynę. Siedziała wyprostowana jak struna z zawziętą miną. Oho, będą z nią kłopoty, pomyślał. – Skoro już wszyscy się tu zebraliśmy – zaczął tubalnym głosem szef – chciałbym przedstawić wam nowa koleżankę. Właśnie ukończyła kurs oficerski w Szczytnie z wyróżnieniem i będzie dla nas ogromnym wsparciem. Wszyscy wiecie doskonale z jakimi brakami kadrowymi od lat boryka się nasza formacja. Do służby przyjmowani są ćwierćinteligenci, dlatego proszę przywitajcie ją ciepło. Poza tym kobiety zawsze łagodzą obyczaje, także obecność komisarz Doroty Subińskiej będzie nieoceniona w waszym kipiącym testosteronem gronie. Przechodząc.... Nagle odezwał się telefon Naczelnika. Zwykle odrzucał połączenia w czasie odprawy, jednak tym razem wybiegł na korytarz. Chyba nie przesadzę, jeśli powiem, że w Sali odpraw zawrzało, podobnie jak w typowej klasie w każdej typowej podstawówce, gdy nauczyciel choć na chwilę oddali się. Jedynie Dorota pozostawała niewzruszona, czujnie rozglądając się i mierząc wzrokiem nowych współpracowników. Nieobecność naczelnika przedłużała się i panowała atmosfera wręcz piknikowa. Po chwili jednak wpadł do Sali narad, blady na twarzy i wyraźnie poruszony. – Cicha, do jasnej cholery, nie można was na chwilę spuścić z oka! – zagrzmiał – Właśnie wracam od oficera dyżurnego. Trzeba pilnie wykonać czynności, skończcie te żarty, to nie przedszkole. Ty, Dorota i – rozejrzał się po zebranych – i Ty, Piotrek, pojedziecie do Szpitala Miejskiego. W moim gabinecie wyjaśnię szczegóły, reszta rozejść się i weźcie się do roboty gamonie, czerwiec za pasem!

Dorota poderwała się z krzesła po słowach Naczelnika i pomaszerowała do jego gabinetu, nie oglądając się za siebie, nie miała wszak pojęcia kim jest ów Piotr ani reszta wesołego towarzystwa. Dziewczyna służyła w Policji od 10 lat, jednak dopiero teraz miało spełnić się jej marzenie – praca w wydziale kryminalnym. Oczywiście jej marzenia, jak zapewne wielu innych policjantów, sięgały Wydziału Zabójstwa i Terroru Kryminalnego Komendy Stołecznej, jednak już dawno włożyła te mrzonki między bajki. Po kursie podstawowym i odbębnieniu kilku lat w OPI , już prawie się poddała, gdy po licznych staraniach uzyskała etat w jednym z pomniejszych komisariatów na stanowisku referenta a później detektywa. Jednak to nie zaspokoiło jej ambicji i w niesmak jej było ciągłe stawianie zarzutów nietrzeźwym kierowcom i złodziejom inwentarza z gospodarstw rolnych. Teraz wreszcie miała dostąpić zaszczytu, tak – dla niej zaszczytu – choć większość kolegów popukałaby się w głowę – prowadzenia najpoważniejszych śledztw o rozboje, zabójstwa. Energia do pracy wręcz w niej buzowała. Weszła żwawym krokiem do gabinetu szefa a w ślad za nią wszedł niski, przysadzisty funkcjonariusz. To zapewne Piotr – westchnęła w duchu.

Do Szpitala Miejskiego została przed godziną przewieziona młoda kobieta – zaczął Naczelnik – została znaleziona przy DK123 na wysokości B. Najprawdopodobniej zdołała się wyczołgać z przydrożnego rowu. Jej stan jest ciężki, ale stabilny. Na ciele ma liczne obrażenia, sami zobaczycie. Ordynator wyraził zgodę na krótka rozmowę z nią. Ty, Dorota, porozmawiasz z dziewczyną, a Ty, Piotr w tym czasie z lekarzem. Nie mamy chwili do stracenia. Dyżurujący prokurator przekazał, że jeśli dziewczyna potwierdzi wykorzystanie seksualne ma zostać natychmiast poinformowany. Wysyłam Ci na Signalu numer do niego, Dorota, masz od razu do niego dzwonić. To rzeczowy facet – Władysław Dutkiewicz. W razie wątpliwości, pytaj jego. Na dole już na was czeka technik, zrobi jej zdjęcia, jedźcie już na litość boską! Dorota bez pożegnania wybiegła z gabinetu i pędziła do swojego pokoju po teczkę z niezbędnymi dokumentami. Piotr szedł spokojnym krokiem, niewzruszony nerwowa atmosferą. Widać to dla nich rutyna – pomyślała.

Do szpitala dotarli po pięciu, minutach, technik łaskawie jechał na bombach, wciąż trwały poranne godziny szczytu. Na izbie przyjęć pomachali legitymacjami i szybkim krokiem zmierzali do wskazanej im Sali oddziału ratunkowego. Drogę zastąpił im lekarz, Piotr już chciał wyjąć swój notatnik służbowy, jednak Dorota wtrąciła się, pytając, gdzie jest dziewczyna. Medyk wskazał dłonią drzwi i ponownie pogrążył się w rozmowę z funkcjonariuszem. Dorota delikatnie zapukała do Sali i weszła. Nakazała gestem pozostać technikowi na zewnątrz. Wolała sama porozmawiać z dziewczyną, szczególnie, jeśli rozmowa miała dotyczyć tak delikatnych kwestii. Przysunęła stołek do łóżka szpitalnego i usiadła. Kobieta miała zamknięte oczy, Dorota delikatnie dotknęła jej dłoni. Dziewczyna nagle przebudziła się gwałtownie zabierając rękę. – Spokojnie, jesteś bezpieczna, jestem policjantka i chciałabym z Tobą porozmawiać. To bardzo ważne. Chcę złapać tego, który zrobił Ci krzywdę (Dorota nie bez powodu założyła, że to mężczyzna, kierowała się nieubłaganą statystyką). Bez Twojej pomocy to się nie uda. Dziewczyna skinęła głową. – Poznałam go przez Internet – powiedziała słabym głosem – powiedział, że ma na imię Paweł i jest urzędnikiem. Rozmawialiśmy przez jakoś dwa tygodnie... i się umówiliśmy. Przełknęła ślinę i wbiła spojrzenie w swoje dłonie. – Spokojnie – powiedziała Dorota – Po kolei. Na jakim portalu go poznałaś? Czy wiesz jak się dokładnie nazywał? Gdzie się spotkaliście. Dziewczyna zasłoniła dłońmi twarz i mówiła szeptem. – Poznaliśmy się na portalu bdsm.com.pl Tak, wiem co Pani myśli. Nie znam jego nazwiska. Wszelkie rozmowy prowadziliśmy na tym portalu, nie podał swojego numeru telefonu. Spotkaliśmy się w jego mieszkaniu, to było w W. przy ulicy Krakowskiej .....25 przez 12. Tak, wydaje mi się, że tak. – Nie oceniam Cie, uwierz mi, jestem tu po to aby złapać drania. – Wiem, ale to takie trudne... wstydliwe. Weszłam do jego mieszkania zgodnie z ustaleniami. Rozmawialiśmy, piliśmy wino. Nagle zrobiło mi się słabo. Pamiętam dopiero, gdy obudziłam się zakrwawiona i naga na poboczu. Tak bardzo chciałabym pomóc, ale nic nie pamiętam – załkała – nawet nie wiem, czy chciałabym pamiętać. Dorota podała jej chusteczkę. – Czy pamiętasz jak wyglądał? Byłabyś w stanie go rozpoznać? Masz jego zdjęcie? Dziewczyna wydmuchując żałośnie nos powiedziała – Nie, nie mam żadnych zdjęć. Niestety.... Nie wiem jak wyglądał. Miał na sobie kominiarkę. Taką czarną, nie kibicowską. Dorota w duchu ciężko westchnęła. W jej poukładanym i przewidywalnym do bólu życiu nie byłoby miejsca na takie ryzykowne zachowania, oczywiście jest dorosła i może brzmieć to intrygująco i fascynująco, ale teraz na własne oczy widzi, do jak tragicznych konsekwencji może prowadzić przesadny entuzjazm i otwartość. Jednak tego wszystkiego nie mogła powiedzieć dziewczynie. – Korespondowałaś z nim na komputerze, czy tylko na telefonie? – Tylko na telefonie.... Nie wiem gdzie jest mój telefon. Gdy wychodziłam z domu był w mojej torebce... zniknął. – Masz w domu pudełko, aby ustalić IMEI? – Tak, powinnam mieć schowane... zaczęła głośno płakać. Do Sali weszła pielęgniarka, która powiedziała stanowczym tonem – pacjentka, musi odpoczywać, do widzenia!

Jedziemy pod jej adres, jak nikogo nie zastaniemy wezwiemy ślusarza – powiedziała. Musimy ustalić jej IMIE i namierzać telefon. W drodze, gdy usiadła na fotelu pasażera wpisała w wyszukiwarkę podany przez pokrzywdzoną adres. Jeden z pierwszych wyników wyszukiwania przekserował ją do aplikacji booking. Weszła w link. Po chwili już wybierała numer właściciela obiektu. Choć od pewnego czasu ludzie są niechętni do dzielenia się informacjami z osobami podającymi się za funkcjonariuszy Policji przez telefon, tym razem miała szczęście. Odebrała kobieta. Po wymianie kilku uprzejmości i nakreśleniu sprawy, oświadczyła, iż oczywiście, że poda dane wynajmującego apartament zeszłej nocy. Po kilku kliknięciach w telefonie oświadczyła, najwyraźniej z niczego nie zdając sobie sprawy, ten pan nazywał się Bogdan Arnold. 

Dochodzę(nie)Stories to obsess over. Discover now