---
Grace:
W końcu mogłam odetchnąć z ulgą. Ludzie przy barze wreszcie się rozeszli, wtapiając się w tłum tańczących osób. Nagle do baru podeszła Ava. Miała na sobie ciemnoniebieski gorset, który podkreślał jej pełny biust, czarną, krótką spódniczkę i wysokie szpilki w kolorze dopasowanym do gorsetu. Jej czarne włosy opadały na ramiona w luźnych lokach. Twarz zdobił mocny, ciemny makijaż, który tylko uwydatniał jej urodę.
- Polej mi, proszę - powiedziała, biorąc głęboki oddech.
- Coś się stało? - zapytałam.
- Miałam dzisiaj pracowity dzień - zaśmiała się.
Nawet nie pytałam o szczegóły. Wiedziałam, co mogło się wydarzyć... a raczej, co mógł zrobić jeden z jej klientów.
Rozmawiałyśmy chwilę, kiedy nagle wszyscy wokół zamarli. Muzyka grała dalej, ale nikt nie tańczył, nikt się nie śmiał. Wszyscy wpatrywali się w jedno miejsce - wejście do klubu.
W progu stał wysoki mężczyzna. Na oko miał metr dziewięćdziesiąt, może więcej. Był dobrze zbudowany, jego niemal czarne włosy były zaczesane do tyłu, z jednym kosmykiem opadającym swobodnie na czoło. Czarne oczy zdawały się przenikać wszystko na wskroś. Charakterystyczna blizna ciągnęła się od brwi, przez oko, aż po policzek. Miał na sobie idealnie skrojony, czarny jak smoła garnitur. Za jego plecami stali dwaj mężczyźni, wyglądający podobnie, jednak to on przykuwał całą uwagę.
- Kto to? - zapytałam Avę, odrywając wzrok od mężczyzny, który patrzył prosto na mnie.
- To właściciel klubu. A dokładniej - Lorenzo De Luca. A ci dwaj za nim to jego bracia - odpowiedziała, nie odrywając od nich wzroku.
Byłam w szoku. Pracuję tu od dwóch miesięcy, a nigdy wcześniej ich nie widziałam.
- Przystojni, co nie? - zapytała Ava, wyrywając mnie z zamyślenia.
- Co? - mruknęłam zaskoczona.
- Widziałam, Grace, jak patrzyłaś na Lorenzo - zaśmiała się.
Moje policzki momentalnie zalały się rumieńcem, a Ava śmiała się jeszcze głośniej, widząc moją reakcję.
Wtedy do baru podszedł sam Lorenzo De Luca. Nie zauważyłam go od razu, bo wciąż wpatrywałam się w rozbawioną Avę. Gdy go dostrzegłam, stał naprzeciw mnie i wpatrywał się tak, jakby widział coś niezwykłego. Jego spojrzenie było chłodne, a twarz pozbawiona emocji.
Uśmiechnęłam się delikatnie i zapytałam:
- Coś dla Pana?
- Butelka whiskey i trzy szklanki. Przynieś na górę, balkon VIP, numer dwa - odpowiedział bez chwili zawahania.
Ponownie się uśmiechnęłam i kiwnęłam głową. Wtedy odwrócił się do Avy i powiedział:
- Ava, proszę, idź do tych dwóch zjebów na górze. Zaraz do was dołączę.
Skinęła głową i ze śmiechem zniknęła w tłumie.
- Jak masz na imię? - zapytał mnie niespodziewanie.
Z lekką nieśmiałością odpowiedziałam:
- Grace. A o co chodzi?
Zignorował moje pytanie i powiedział tylko:
- Piękne imię. Jeszcze się zobaczymy, Grace.
Znów się zarumieniłam. I to przy nim!
Nie mówiąc nic więcej, odszedł. Zostawił mnie z bijącym jak szalone sercem i płonącą od rumieńców twarzą.
Naprawdę nie wiem, czemu działa na mnie w ten sposób. Widziałam go pierwszy raz... i może nie ostatni.
---
Trochę krotki ten rozdział
YOU ARE READING
W objęciu mafii
Romance--- „Uciekała przed przeszłością. On był tym, przed którym nikt nie ucieka..." Grace White porzuciła wszystko, by zacząć nowe życie w Nowym Jorku - daleko od ojca, który chciał ją sprzedać za swoje długi. Zraniona, nieufna i zagubiona, trafia do mał...
