Syo po raz kolejny spojrzał na rozległe ogrody okalające jego rodową posiadłość. Westchnął przeciągle przypominając sobie o jutrzejszym zgromadzeniu lordów i królowej z reprezentacjami Republiki oraz Separatystów. Obie strony miały łasić się o to by jego rodzinna planeta Cravo III, dołączyła do którejkolwiek ze stron wspomagając ich w trwającym konflikcie. Chłopak wiedział że jego stronnictwo ma przeważającą większość i bez problemu mógłby odrzucić na wstępie wszelkie oferty ze strony Republiki. Gdyby ktoś go o to zapytał: "Dlaczego tak bardzo nienawidzi organu władzy popieranego przez potężny zakon Jedi?", nie mógłby odpowiedzieć otwarcie i bezpośrednio. O sekrecie jego rodziny wiedziało niewielu, właściwie to zdołałby policzyć te osoby na palcach jednej dłoni. Ciemna strona od pokoleń wypełniała żyły wszystkich poprzednich Bakarnów, szkolonych w tajemnicy i przygotowywanych do odrodzenia zakonu Sithów. Jednak jeszcze nikt przedtem nie był tak silny mocą jak on. Lekcje przekazywane przez jego matkę szybko stały się niewystarczające. Musiał sam doszlifowywać swoje umiejętności za pomocą licznych holokronów i antycznych tekstów. Sytuacja nie polepszyła się po przedwczesnej śmierci jego rodzicielki, zostawiając go samego. W tamtym okresie ogromnym wsparciem okazała się królowa Elana. Jej rodzina znała sekret rodu Bakarnów od zarania dziejów, ale skrzętnie zachowywała go dla siebie mimo częstych różnic w sprawach politycznych.
Oprócz ogromnego majątku i dziedzictwa Sithów, Syo odziedziczył nienawiść do zakonu Jedi którzy w jego mniemaniu zniszczyli swych wrogów zyskując monopol na bycie jedynymi istotami wykorzystującymi moc do swych celów. Rozmyślania przerwało wejście jego droida. Dawna jednostka droida-zabójcy z serii HK, została skrzętnie przeprogramowana na droida protokolarnego zachowując awaryjne moduły bezpieczeństwa na wypadek sytuacji kryzysowych.
- Panie, chciałem poinformować że ma pan gościa.
- Królowa? - spytał nie odwracając się nawet.
- Zgadza się. Pańska umiejętność przewidywania jest niesamowita. Mam zaprowadzić ją do gabinetu czy...
- Przyprowadź ją tutaj i każ podać wina.
- Rozumiem. Proszę chwilę poczekać - maszyna zawróciła do środka, wracając w krótkim czasie z wysoką kobietą u swego boku.
- Elano - wstał i skłonił się z szacunkiem wskazując fotel - Przyznam szczerze że nie jestem zbytnio zaskoczony tą wizytą.
- Syo drogi chłopcze - uśmiechnęła się szczerze siadając. - Wiem nie od dzisiaj że twoją rodzinę mało co zaskakuje.
Tuż za HK zjawiła się młoda twi'lekanka niosą tacę z butelką wina i dwoma kieliszkami wypełnionymi czerwonym napojem. Oboje rozkoszowali się przez moment smakiem trunku i słuchali śpiewu ptaków. Gospodarz mógł dobrze przyjrzeć się swojej rozmówczyni kątem oka. Elana Dorne mimo tego iż kończyła w tym roku 40 lat, nadal uważana była za najpiękniejszą na planecie. Szczupła sylwetka, gładka skóra i lekko umięśnione ramiona świadczyły o zdrowym i aktywnym trybie życia. Jednak na jej twarzy malował się niepokój i troska o przyszłość jej planety i zamieszkujących ją osób.
- Wiesz że jutro ważny dzień? - spytała nagle.
- Oczywiście. Gdybym nawet o tym zapomniał to ty i pozostali lordowie skrzętnie mi o tym przypominacie - odparł z lekkim uśmiechem.
- Dużo zależy od tych spotkań - kontynuowała. - Wielu senatorów Republiki ma u nas udziały w kilku spółkach. Nie wspominając o cłach i cenach za nasze towary eksportowane do innych układów...
- Jednak to oni, kiedy wysunęliśmy wniosek o oficjalne dołączenie w ich szeregi 15 lat temu, postawili nam tak niedorzeczne żądania - uniósł rękę i zaczął wyliczać. - Całkowita demilitaryzacja wojsk lądowych i floty, zniesienie monarchii oraz przekazanie naszych stoczni tylko i wyłącznie pod zarząd senatu. Stalibyśmy się niewolnikami tych demokratycznych i skorumpowanych psów.
YOU ARE READING
Star Wars - Dziedzic Mroku
FanfictionRepublika Galaktyczna pod przywództwem kanclerz Mon Mothmy prosperuje ku świetlanej przyszłości. Zakon Jedi strzeże pokoju wysyłając swoich rycerzy i emisariuszy po wszystkich zakątkach galaktyki. W całym tym letargu powoli budzą się do życia dwa za...
