10.12.1989
Nasz samolot wylądował dokładnie szesnaście minut po godzinie dwudziestej czasu moskiewskiego. Po ostatniej przesiadce w Stambule nie zmrużyłem oka z ekscytacji i teraz, gdy sporządzam te notatki chwilę przed północą, wciąż nie czuję zmęczenia.
O świcie wyruszamy koleją transsyberyjską do Nowosybirska.
Choć mówią, że zimna wojna już ustąpiła nowym, spokojniejszym czasom, ciężko mi się pozbyć z pamięci tego podejrzliwego, mroźnego spojrzenia strażnika lotniska. Zdawało się być równie skute lodem, co przepastna, dzika Syberia, na którą zmierzamy.
10.13.1989
Już na Dworcu Jarosławskim połowa wagonów osobowych się zapełniła. Gwizd konduktora i właśnie ruszamy. Profesor Frampton w przeciwieństwie do mnie przespał większość lotu, jak i naszego pobytu w hotelu. Od razu podjął się żywej dyskusji z naszymi towarzyszami: profesorem Davisem, doktorem Martinezem, Charliem Batesem i Billem McNeely. Omawiali szczegółowo plan naszej podróży, dzielili się zabawnymi anegdotkami z uczelni, ale i nie omieszkali nieco poplotkować. W sąsiadującym przedziale donośnie konwersowały dwie Rosjanki, na co wywiązał się taki dialog wśród moich towarzyszy:
— Wie może profesor, o czym te panie tak zawzięcie dyskutują? — zagaił Davis.
— Rosyjskiego znam trzy słowa na krzyż, doktorze — odparł rozbawiony Frampton.
— Panowie, nie uważają, że — tu Billy ściszył głos jeszcze bardziej, by nie narazić się na faux pas, gdyby okazało się, że któraś z kobiet doskonale zna angielski — Rosjanki brzmią okropnie pretensjonalnie?
— Coś w tym jest, McNeely! — Ewidentnie rozbawił zarówno doktora Martineza jak i pozostałych. - Jakbym słyszał swoją byłą żonę: „Dlaczego tak późno wracasz? Z uczelni, no oczywiście, że z uczelni! A bo ja ci uwierzę!" — podwyższył nieco głos i próbował naśladować rytm trajkotania zza ściany.
— Alanie, to nie na miejscu! — Frampton wybałuszył oczy i poklepał towarzysza po ramieniu, jakby chciał go powstrzymać, choć wszyscy —włącznie z profesorem — już na dobre roześmiali się w głos.
Choć sam prychnąłem na tę krótką parodię byłej pani Martinez, mam zgoła odmienne zdanie. Ni w ząb nie rozumiem i nie próbuję dociekać, co jest tematem tych pociągowych pogaduszek, lecz dźwięk gawędzących ze sobą kobiet w pewien sposób mnie odpręża. Ten nieco chaotyczny akcent hipnotyzuje — chyba właśnie odkryłem, że rosyjski potrafi być całkiem pociągający.
Póki za oknem ciemność spowija Moskwę, postanowiłem się położyć.
Już nie mogę się doczekać chwili, w której mroźne, syberyjskie powietrze wypełni moje płuca, a rozległe, śnieżne krajobrazy zabiorą z nich dech.
10.14.1989
Za kilka chwil rozpocznie się trzeci dzień podróży. W wagonie pogaszono światła, większość podróżnych usypia lub właśnie posnęła. Planuję przejść się do toalety jednego z dalszych wagonów — dla rozprostowania kończyn — i wrócić czytać dalej rozmówki angielsko-rosyjskie, które nabyłem na lotnisku w Moskwie. Profesor Frampton stwierdził, że okropnie przepłaciłem, lecz czas nas gonił, a tak praktycznego suweniru odmówić sobie nie mogłem. Skutki mojej nauki sprawdzę jutro na Rosjaninie z kuszetek naprzeciw. Wydaje się sympatyczny i nieustannie tasuje talię kart. Może zechce się zgodzić na kilka partyjek pokera? Tak dla zabicia czasu kolejnego dnia podróży.
YOU ARE READING
Irbis - w sercu Syberii [ZAKOŃCZONE]
RomanceKoniec lat osiemdziesiątych XX wieku. Amerykańska ekspedycja rusza na południe Syberii, by zdobyć jej najwyższy szczyt. Po wielu trudach podróżnicy osiągają swój cel, jednak w drodze powrotnej zaskakuje ich lawina. Ostatniego ocalałego z wyprawy od...
![Irbis - w sercu Syberii [ZAKOŃCZONE]](https://img.wattpad.com/cover/369449197-64-k946347.jpg)