𝐏𝐑𝐎𝐋𝐎𝐆

54 1 0
                                        


─────────── -: ༒ :- ───────────

Od zawsze zadawałam sobie jedno pytanie:

Czy można uciec od własnej krwi?

Próbowałam. Przez lata. Zmieniałam imię, twarz, sposób, w jaki oddycham w tłumie. Ale krew to nie maska, którą można zdjąć. Jest w każdym uderzeniu serca, w każdym spojrzeniu ludzi, którzy widzą we mnie nie osobę, lecz dziedzictwo.

Od zawsze wiedziałam jedno, nazwisko może być wyrokiem.

Nie trzeba broni, nie trzeba kajdan. Wystarczy kilka liter wypowiedzianych na głos, by zamknąć cię w klatce, z której nie ma ucieczki.

Zanim jeszcze zdążyłam zrozumieć, kim jestem, świat już postanowił za mnie.

Nazywam się Lilith Snow.

I choćbym spaliła całe Panem, to nazwisko nigdy nie przestanie mnie prześladować.

─────────── -: ༒ :- ───────────

Dlaczego to zrobiłaś? — zapytał Snow, kierując wzrok na zapłakaną kobietę.

— Lili, podejdź proszę do mamy... — powiedziała cicho, wyciągając do mnie ręce.

Chciałam się ruszyć, ale dziadek zacisnął dłoń na mojej i przyciągnął mnie bliżej siebie. Poczułam, jak całe moje ciało sztywnieje. Na twarzy mamy pojawiło się jeszcze więcej łez.

— Dziadku, dlaczego mama płacze? — spytałam przerażona, czując, jak łzy palą mnie pod powiekami.

— Bo zrobiła coś okropnego, skarbie. A za błędy trzeba zapłacić — odpowiedział spokojnie.

Wtedy do pokoju weszło dwóch strażników. Uniesione lufy ich broni wymierzyły prosto w kobietę.

— LILI NIE PATRZ! — krzyknęła, szarpiąc się, jakby mogła jeszcze wyrwać się z niewidzialnych więzów losu.

Łzy spływały mi po policzkach, ręce mi drżały, ale nie mogłam się odwrócić.

— NIE POZWÓL JEJ ZOBACZYĆ BŁAGAM!— jej rozpaczliwy głos odbił się echem od ścian.

Snow nawet nie drgnął.

Rozległ się strzał.

Nie mogłam się poruszyć. Nie mogłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku.

Dziadek podniósł mnie na ręce i wyniósł z pomieszczenia. Przez ramię spojrzałam jeszcze raz. W oddali widziałam, jak jej ciało zostaje wynoszone, a strażnicy pokoju ścierają krew z podłogi.


─────────── -: ༒ :- ───────────


Moja matka była rebeliantką. Próbowała otruć Snowa. Tyle że on doskonale potrafił wyczuć truciznę—przez lata używał jej przeciwko swoim wrogom i doskonalił swoją odporność.

Następnego dnia przyszła kolej na mojego ojca, wszystko się wtedy zmieniło.

Jego głowa została ścięta publicznie jako przestroga dla innych rebeliantów. Udało mi się uciec z pałacu, stałam wtedy w tłumie i patrzyłam, jak ostrze spada, a chwilę później kamera robi zbliżenie na jego martwe oczy. Całe zajście było transmitowane na żywo.

Gdy ojciec dowiedział się o śmierci Evelyn—swojej żony, a mojej matki—stracił nad sobą panowanie. Jego gniew był jak niepowstrzymana siła. Zanim go powstrzymano, zdążył zabić kilku strażników, próbując dostać się do Snowa. Ale to była walka z góry skazana na porażkę.

The Deathsinger || Finnick OdairStories to obsess over. Discover now