Dwie ubrane w czarne spódnice i równie czarne koszule z białymi kołnieżykami kobiety przepasane w pasie białą szarfą otworzyły bramę wjazdową. Samochód przejechał przez nią i żwirowaną drogą zbliżał się na dziedziniec rezydencji. Gdy w końcu się zatrzymał, wyszła z niego niewysoka dziewczyna. Miała metr sześćdziesiąt wzrostu, czarne długie włosy, brązowe, duże oczy i żółtą sukienkę w drobne kwiatki. Nogi zdobiły jej białe rajstopy i czarne trzewiki. Dolna odzież pokrywała się z ubiorem służby, którą dotychczas widziała. W drzwiach rezydencji pojawiła się jednak inna czarnowłosa kobieta. Jej dodatki do czarnej sukni i koszuli były jednak w kolorze czerwonym.
-Dzień dobry! - zawołała dziewczyna na widok patrzącej na nią służącej. Ta z kamienną twarzą odparła:
-Lady Stonefield już oczekuje. Czy będziesz umiała się zachować?
-Tak - odparła zdziwiona - to znaczy... chyba tak.
-Tak myślałam - odparła zrezygnowana służąca. - Za mną.
Weszły do środka. Przywitało ich wnętrze stylizowane na renesansowy pałac. A może takim właśnie było? Jak wiekowa jest posiadłość Lady Stonefield? Ze sufitów zwisały kryształowe żyrandole, na ścianach wisiały wielkie obrazy przedstawiające krajobrazy miast, ale także górskie pejzaże i dworskie bale.
Następnie, po długich schodach udały się na piętro. Służąca zmierzyła wzrokiem dziewczynę.
-Wyprostuj się - wydała komendę. - Lady Stonefield wymaga odpowiedniej postawy i dyscypliny. Nie odzywasz się niepytana, nie patrzysz się w oczy, nie podajesz dłoni, nie przytulasz - powiedziała to jakby półżartem, gdyż nieprawdopodbnym byłaby taka zniewaga - nie dotykasz. Zwracasz się zawsze z szacunkiem: "Proszę Pani" lub "Lady Stonefield". Na pierwszą rozmowę wystarczy. Resztę zasad poznasz później, jasne?
-Jasne - odparła zmieszana dziewczyna. Nie wiedziała co ma myśleć. Starała się zapamiętać wszystkie instrukcje w drodze do gabinetu. Idąc korytarzem mijała damskie popiersia z marmuru. Przykuwały uwagę dokładnością wykonania.
W końcu dotarły do drzwi gabinetu Lady Stonefield.
-Tutaj się rozstajemy - powiedziała służąca. - Jeśli rozmowa przebiegnie odpowiednio, jeszcze się zobaczymy.
Na odchodne kobieta zapukała do drzwi, a ze środka dobiegł wyrazisty, mocny głos, w którym wyczuć dało się delikatną wrodzoną (lub nabytą) chrypkę, która wywoływała gęsią skórkę na słuchaczach.
-Wejść!
Dziewczyna z bijącym sercem pociągnęła za klamkę. Powoli otwierała drzwi, aż zobaczyła postać siedzącej przy dębowym biurku kobiety. Jej gabinet pełen był regałów zapełnionych książkami oraz akcesoriami takimi jak globus czy stojący zegar. Kobieta pisała coś piórem na kartce. Dziewczyna patrzyła na jej kasztanowe włosy, które falami oplatały szyję i ramiona. Zapatrzyła się w jej delikatną rumianą skórę na czole, aż nagle kobieta podniosła wzrok znad kartki. Dziewczyna przez ułamek sekundy dojrzała jej oczy. W momencie uświadomiła sobie o jednej z zasad i natychmiast spuściła wzrok. Kiedy jednak patrzyła się w bordowy dywan na podłodze, wciąż miała przed oczami twarz Lady Stonefield. Jakby wypaliła się w jej tęczówce. Jej usta o kolorze czereśni, zadarty lekko nos, gęste brwi i długie rzęsy. Twarz, która mogła mieć 30, może 31 lat. Była tego pewna, choć wiedziała, że Lady Stonefield w rzeczywistości ma 34 lata.
-Usiądź - powiedziała kobieta po chwili. Po czym kontynuowała widząc, że dziewczyna wykonuje polecenia. - Czy jesteś pewna, że chcesz podjąć tu pracę? Czy masz świadomość swojej roli w tym domu?
-Tak.
Lady Stonefield spojrzała na nią dopytującym wzrokiem, który tylko kątem oka mogła dostrzec dziewczyna.
-Tak, proszę Pani.
-Panują tu konkretne zasady, z których przystrzeganiem od samego początku masz problem.
-Wybacz, Pani. To był wypadek.
-No dobrze, pozwalam ci nawiązywać ze mną kontakt wzrokowy.
Dziewczyna bała się jednak spojrzeć w jej oczy ponownie.
-Dziękuję, Pani.
-Ile masz lat?
-Dziewiętnaście.
-Nazywasz się...
-Nazywam się... - uniesiony palec w górze i karcący wzrok Lady dał jej do zrozumienia, że należy przerwać.
-Nie zadałam ci żadnego pytania. Chyba jednak nie rozumiesz jakiego rodzaju służbę planujesz podjąć.
-Rozumiem, wybacz mi, Lady Stonefield. Myślałam, że pyta mnie Pani o moje imię - powiedział gorzko, niemal z goryczą dziewczyna.
-Ty nie masz jeszcze imienia. Byłam w trakcie nadawania ci go. Spójrz - Lady wzięła do ręki jej podanie o pracę. Po czym z szuflady wyjęła zapalniczkę i kartkę otulił pomarańczowy ognień. - Nie masz imienia, nie masz przeszłości. Nie interesuje mnie już dlaczego zdecydowałaś się na służbę tutaj. Widzę, że jesteś zdesperowana, by u mnie zostać, więc los musiał obejść się z tobą szczególnie niełaskawie. Pewnie jak ze wszystkimi moimi służącymi. Dlatego ja pozwalam wam o przeszłości zapomnieć. W przeszłości straciłaś kontrolę nad swoim życiem. Dlatego w nowym życiu, ja trzymam za lejce losu. Możesz czuć się bezpieczna, gdyż żadne złe decyzje, żaden mrok codzienności, brud ulic, okrucieństwo świata cię nie znajdzie. Ja będę twoim światem, a w tym świecie nie musisz się niczego obawiać. Od dziś nazywać będziesz się Ren, zrozumiałaś?
-Tak, Pani.
-Powiedz co rozumiesz.
-Rozumiem kim jestem. Chcę być tym kim Pani zechce bym była. Moje dawne życie nie jest już mi do niczego potrzebne. Wiedziałam, gdzie wysyłam podanie i marzę, by żyć w tym miejscu.
-Jak się nazywasz?
-Ren.
-Potrafisz czytać?
-Tak, Pani..
-W takim razie uklęknij i złóż przysięgę. -Po tych słowach Lady Stonefield wstała i podała Ren kartkę z napisanym na maszynie tekstem przysięgi. Dziewczyna uklękła na oba kolana, a kobieta stanęła przed nią.
-Ja, Ren przysięgam postawić jako swój najwyższy priorytet służbę mojej Pani, Lady Mary Stonefield. Podporzadkować jej swe życie i każdego dnia dokładać wszelkich starań by była ze mnie zadowolona. Przysięgam lojalność, oddanie i zaangażowanie w służbę. Niniejszym zostawiam swoje dawne życie za mną i pozbywam się jego brzemienia. Moje nowe życie będzie splatać się z Lady Stonefield, która nadała mi me imię oraz cel. Będę jej oddana za dnia, w nocy, dziś, jutro, na zawsze. Błagam o przyjęcie mnie w szeregi swej służby.
-Przyjmuję cię - odpowiedziała Lady Stonefield.
-Dziękuję, Pani - wyszeptała Ren, a po policzkach popłynęły jej łzy.
-Desna, przyjdź tutaj! - zawołała Lady Stonefield. Natychmiast w drzwiach pojawiła się służaca, która prowadziła Ren.
-Ren, to jest Desna. Starsza służąca, moja prawa ręka, masz zwracać się do niej z szacunkiem. Desna, to jest Ren. Moja nowa służąca. Niestety nie przygotowałaś jej dostatecznie dobrze do spotkania ze mną.
Desna doskonale wiedziała co to oznacza.
-Wybacz, Pani.
-Ren - Lady Stonefield zwróciła się do wciąż klęczącej dziewczyny. - Będę teraz z Desną w pokoju obok. Uchylę drzwi, aby cię słyszeć, ale i tam musisz mówić głośno. Powtórz 30 razy "Będę stosować się do poleceń".
-Tak, Pani - odparła Ren czując, że przyspiesza jej puls.
-Desna, za mną.
Obie weszły do pokoju obok. Lady nie wydawała żadnych poleceń. Desna wiedziała co ma robić.
Ren patrzyła na uchylone drzwi jakby chciała dojrzeć co dzieje się w środku.
-Będę stosować się do poleceń
Nagle Ren usłyszała dźwięk odkręcanego kranu.
-Będę stosować się do poleceń
Woda poleciała strumieniem odbijając się od jakieś powierzchni.
-Będę stosować się do poleceń - powtarzała Ren z trwogą patrząc na drzwi.
Usłyszała bulgot, zdławiony kaszel
-Uuuumggh - z pokoju wydarł się głos tłumiony przez wodę.
-Będę stosować się do poleceń. Będę stosować się do poleceń. Będę stosować się do poleceń. - Ren przyspieszyła chcąc zagłuszyć dźwięki podtapiana. - Będę stosować się do poleceń.
Woda przestała płynąć. Desna zaczeła niemiłosiernie kaszleć.
-Będę stosować się do poleceń.
-Dziękuję ci, Pani - mówiła panicznym głosem między kaszlnięciami Desna. - Błagam o wybaczenie, Pani. Dziękuję, Pani. Moja Pani. Błagam o... - strumień wody znów wdarł się do jej ust -yyymghh uuumm.
Ren zamknęła oczy i powtarzała tak głośno jak się da.
-Będe stosować się do poleceń. Będę stosować się do poleceń. - mówiła to niemal automatycznie skupiając się na słowach. Przed jej oczami pojawiła się jednak leżąca w wannie, a po chwili na podłodze Desna. Związana pasami przerażonymi oczami pstrzyła jak do ust wlewa jej sie woda. Nad nią stała Lady Stonefield obserwująca z uśmiechem jak jej służąca walczy o każdy oddech. Jak jej ciało wygina się w nienaturalne pozycje chcąc wyrwać się z objęć nadchodzącej śmierci.
Nagle woda przestała się lać. Desna kaszlała i brała łakomie głębokie wdechy. Po chwili jednak słychać było już tylko jej płacz, a następnie brzmiące jak lament podziękowania
-Dziękuję ci, Pani. Dziękuję ci, Pani, Dziękuję ci, Pani.
-Już dobrze, Desna - powiedziała ze zrozumieniem, ciepłym głosem Lady Stonefield. - Myśl o mnie. Wsłuchaj się w mój głos. Pocałuj moją dłoń.
Ren usłyszała głośny pocałunek. Zdziwiła się, że Desna ma do tego prawo. Nagle zrozumiała, że od kilku chwil nie powtarza swojej sentencji.
-Będę stosować się do poleceń.
-Nie chcę, żeby Ren widziała mnie w takim stanie, Pani.
-To żaden wstyd być ukaraną przez swoją Panią. Z każdą odbytą karą uczysz się jak być lepszą służącą. Myśl o mnie, myśl intensywnie. To cię uspokoi.
-Za dnia, w nocy, dziś, jutro, na zawsze - powiedziała Desna.
-Będę stosować się do poleceń - powiedziała Ren.
-Trzydzieści - usłyszała Ren w odpowiedzi od swojej Pani. - Teraz wstań.
Dziewczyna wstała i czekała na Lady Stonefield i Desnę. Ta druga wyszła pierwsza. Z twarzą mokrą od łez i wody, która skapywała też z jej włosów. Cała drżała. Kiedy zobaczyła Ren zapłonęła w niej jedna emocja. Nienawiść.
-Teraz Desna zaprowadzi cię do sypialni służby, gdzie dostaniesz swój strój. Oby dzisiejszy dzień obie was czegoś nauczył.
-Nauczył, Pani - odparła drżącym, ale też niezwykle oschłym głosem Desna.
ESTÁS LEYENDO
HER DIVINITY
RomanceWszystko w Niej jest doskonałe. Jej Piękno, Jej Duma, Jej Wyniosłość, Jej Kobiecość, Jej Boskość. Służba dla Niej to zaszczyt, ale wymaga także poświęcenia. Jak wielkiego? To zależy jak bardzo jest się przywiązaną do posiadania kontroli nad samą sob...
