Rozdział I

265 11 11
                                        

13 lipca 2023 rok
Godzina 16:36
Dom Leona

Szedłem spokojnym tępem w strone swojego domu. Na uszach miałem słuchawki w których leciał bedoes ze swoją rewolucją romamtyczną. Już miałem otwierać furtke ale zobaczyłem na podjeździe dwa auta zamiast jednego, jedno to był zwykły opel astra H z 2003 roku czyli stanard, grat ojca który nie chce nawet odpalić. A drugi.. Cóż, z zewnątrz wyglądal na dosyć drogie auto, ja niestety albo stety nie znam sie na markach czy modelach. Niepewnie wszedłem na podwórko i poszedłem do drzwi, otworzyłem je. Od razu usłyszałem z salonu rozmowe z ojca, drugi głos nie był mi znany. Wątpie więc aby był to jakiś kolega taty, bo większość po prostu znam. Odłożyłem siatke z zakupami na krzesło, zdjąłem buty, bluze i założyłem ciapki. Musiałem zwrócić na siebie uwagę ponieważ przestałem słyszeć głosy. Wziąłem siatke ponownie i ruszyłem do kuchni przez salon.

- Wróciłem tato! - rzuciłem w kuchni i zacząłem wypakowywać z siatki zakupy.

- Słysze Leon, chodź tu do nas, zakupy mogą poczekać - stwierdził mój ojciec a ja poszedłem do nich, widząc gest dłoni mojego ojca usiadłem na kanapie.

- Um, dzień dobry - powiedziałem w strone na oko dwudziestokilko latka. - o co chodzi? - zapytałem patrząc na ojca. Był to mężczyzna po siedemdzisiątce, z białym zarostem i żółtym osadem od papierosów. Cały w zmarszczkach, z nadwagą, już prawie cały łysy.

- To Mateusz - powiedział najstarszy wskazując na mężczyzne. - mam pewną propozycję. Wiesz dobrze synu że lata nie te, ptsd mnie niszczy, w dodatku moje uzależnienie od gier w kasynie rozwala naszą rodzine. Postanowiłem Cie oddać, byś chociaż ostatnie lata młodości miał szczęśliwe.. - przez chwile milczał - więc jeśli się zgodzisz możesz jechać z Mateuszem.

Patrzyłem na niego w szoku, nie bardzo ogarniajac o co chodzi ojcu. Dobrze wiedziałem że jestem wpadką, dobrze wiedziałem że męczył się ze mną i moją matką do momentu kiedy ta zmarła. Ale to chyba nie powód aby oddawać mnie obcemu facetowi.

- Aha, zajebiście chcesz mnie wyjebać po prostu z domu a nie możesz bo według prawa musisz sie mna zajmować do momentu kiedy skończe osiemnaście lat, wiec mnie kurwa sprzedajesz do jakiegoś obcego typa który się jeszcze okaże zbokiem. Nie no, super, zajebiście po prostu - tak, nie podobało mi się to. Owszem często wkurwiał mnie ojcem tym że cały hajs jaki ma z dużej emerytury wywala na te swoje gierki, i ma nie chęć do mnie, ale to mój ojciec. Wstałem chcąc udać się do pokoju. Po drodze uderzając nogą w kosz na śmieci.

- Czyli nie chcesz abym Cie wziął? - zapytał nieznajomy. - masz szanse aby normalnie żyć - coś tam jeszcze chciał mówić ale mu przerwałem.

- Zaraz kurwa wrócę - warknąłem i poszedłem do pokoju. Usiadłem na łóżku i się rozejrzałem po swoim dosyć małym pokoju.

Chyba popełniłem błąd, ale chce z nim jechać. Jak będzie coś nie tak chyba moge się wycofać, mam przynajmniej taką nadzieje. Wstałem i z pod łóżka wyciągnąłem sporą torbe, wrzuciłem do niej jakieś swoje ulubione ubrania, pluszaka, książki oraz ładowarke i kosmetyczke na wyjazdy. Do plecaka wrzuciłem swój telefon, słuchawki, kabel, poverbank i swoje oszczędności. Przebrałem się w luźne joggery, i lekko za duża koszulke, zmieniłem skarpety na krótkie. Zarzuciłem plecak na ramie i wziąłem torbe, poszedłem do salonu gdzie obrażony mężczyzna sie zbierał mówiąc mojemu ojcu że go oszukał bo przecież dzieciak niby się zgdzał, już ruszył do przedpokoju i łapał klamkę za drzwi, gdy do niego poszedłem i poklepałem w ramię. Odwrócił swoją głowe, skwaszony wyraz twarzy od razu się rosjaśnil widząc mnie z torbą.

- Czyli jednak chcesz ze mną jechać? - zapytał na co tylko pokiwałem głową. - To chodź młody.

Ubrałem buty i złapałem bluze. Wyszedłem za nim, on otworzył swoje auto pilotem. Chciałem usiąść na tylnim miejscu za nim ale ten kazał mi tam tylko wrzucić torbe i plecak, a samemu miałem usiąść obok niego na miejscu pasażera. Tak też niepewnie zrobiłem i zapiąłem pas.

Leon wśród gwiazdStories to obsess over. Discover now