Profesor Snape patrolował korytarze, szukając jakiegoś ucznia, który postanowił złamać zakaz o wychodzeniu po ciszy nocnej z pokoju. Jego ulubionym zajęciem było odejmowanie punktów i rozdawanie szlabanów, najlepiej gryfonom. Wracał już po 1 w nocy do swoich pokoi, ale usłyszał jakieś szuranie z nieużywanej sali w lochach. Ucieszony, że prawdopodobnie uda mu się złapać jakąś parę na obściskiwaniu się w sali, zaczął się skradać i otworzył drzwi. To co tam zobaczył kompletnie go zaskoczyło. W sali na podłodze leżał jakiś chłopak. Podszedł bliżej i zobaczył, że to nie byle jaki uczeń tylko Potter.
- No, no Potter. Bardzo lubisz zdobywać szlabany prawda. - Gdy to powiedział chłopak odwrócił się twarzą w jego stronę i w końcu go zobaczył. Był cały we krwi. - Merlinie, Potter co ci się stało?
- Idź sobie nic mi nie jest.
- Potter do cholery. Jesteś ranny. To nie jest nic.
- Dam sobie radę. Zawsze dawałem.
- Co ty pieprzysz Potter? Mamroczesz coś. Idziemy do Pomfry.
- Nie idę do niej. Wyleczę się sam jak zwykle.
- O co ci chodzi? Kiedy sam się leczyłeś?
- A dlaczego mam panu cokolwiek mówić niby?
- Bo jestem twoim nauczycielem?
- To nie powód. Jedynie co pan może jako nauczyciel to dać mi szlaban za bycie po za dormitorium w czasie ciszy nocnej. Coś innego?
- Martwię się co się stało?
- Nagle pan się martwi po tych wszystkich latach? Kończę 6 rok nauki i nigdy pana nie obchodziłem. Nadal zły argument.
- Okej Potter. Zaprowadzę cię do moich kwater i tam ci pomogę. Może być?
- Okej, ale to tylko dlatego, że jest wyjątkowo źle - Wstał z ziemi, krzywiąc się z bólu. Podszedł do profesora - To niech pan prowadzi.
W ciszy dotarli do gabinetu Severusa, który przepuścił przodem Harrego. Podszedł do regału i pociągnął za odpowiednią książkę i powiedział hasło do pokoju. Drzwi się otworzyły i przeszli przez nie obaj. Starszy wskazał kanapę więc Harry tam usiadł. Profesor wyszedł i wrócił po chwili z paroma eliksirami.
- Wypij je Potter i zdejmij koszulkę i spodnie.
- Co?! Czemu mam się rozbierać - Był ewidentnie przerażony.
- Chce uleczyć twoje rany i siniaki. No już, przecież widzę że ledwo chodzisz.
- No już już.
Rozebrał się, a Severus oniemiał. Nigdy nie widział, aż tylu ran, siniaków i blizn. Nawet w najgorszy dzień, Czarny Pan był bardziej łaskawy. Po za tym chłopak był zdecydowanie za chudy, teraz również zauważył jak niski jest.
- Ty zawsze byłeś taki niski i chudy?
- Tak wyszło. Może geny.
- To niemożliwe. Twoja mama może do najwyższych nie należała ale i tak metr siedemdziesiąt miała. Twój ojciec był dosyć i wysoki i bardzo postawny. Inny pomysł dlaczego taki jesteś?
- Brak posiłków od dzieciństwa robi swoje.
- Jaki brak posiłków? Nie wmawiaj mi, że biedny Potter nie dostawał tego czego chciał.
- Jak chce pan szczerych odpowiedzi to mogę je panu udzielić, ale pod warunkiem, że złoży pan wieczystą przysięgę, że nic pan nikomu nie powie.
- Nie będę składał, żadnej przysięgi.
- No to nic pan się nie dowie. Dziękuje za eliksiry, ale ja muszę iść.
YOU ARE READING
Nie potrzebuje cię
FanfictionSeverus znajduje rannego Harrego w pustej sali. Jest cały w krwi i wygląda jagby nie spał parę nocy. "-Idź sobie, nic mi nie jest. -Potter do cholery. Jesteś ranny. To nie jest nic. -Dam sobie radę. Zawsze dawałem. " Postacie należą do J.K. Rowling...
