1

13 1 0
                                        


Chodziłam po wybrzeżu asfaltowa drogą blisko miasteczka całkowicie opustoszałego. Dzisiaj nie miałam co robić, kolejny dzień znużył mnie do końca. Był już zachód słońca. Cała ja, tak jak cała matka, która zawsze szwenda się nie wiadomo gdzie. 

Woda była niesamowicie spokojna jakby dostała tabletki uspokajające. Słońce świeciło jeszcze ostatkiem sił swoich promieni dotykających moje brązowe opalone ciało i ziemie, która mieniła się w kolorach czekoladowej brzoskwini. To był koniec lata, koniec beztroskiego życia powrót do realności do tego co najbardziej trudne. W ogóle nie potrzebne, ale tak bardzo doświadczające jak moja samotna łza na policzku, biegnie jakby się wyścigała z drugą...

nagle spada i rozpryskuje się na milion innych kropelek, ale to nie jest już moja łza tylko brudna zniszczona słona woda pokrywająca drogę, która podążam całe życie. Ten świt nie jest prosty to z czym musze walczyć nie jest tak proste jak stawianie kolejnych kroków na piasku, to coś o wiele cięższego, o wiele grubszego co nie pozwala mi oderwać umysłu nie pozwala mi myśleć trzeźwo. 

Maczam czubki palców w lodowatej, ostrej wodzie północy czuje jak mnie wzywa, prosi abym jej towarzyszyła przez czas mojej obecności na tej plaży, ale czy mi nie jest smutno i głupio patrząc na nic nie znacząca dla mnie fale, która pokrywa moje stopy dotykając ich jak nikt nie potrafi -  delikatnie i subtelnie. Prosi o spotkanie razem w otchłaniach niezmierzonych głębin, chce abym popłynęła z nią i nic jej nie staje na przeszkodzie, bo już cała jestem zamoczona dla niej. 

Moje ciuchy nie mają suchej nitki, moje ciało staje się opływowe, a głowa nurkuje w dół i w dół, aż wreszcie się wynurza, a nos oddycha nowym powietrzem, upragnionym oddechem otacza moje wnętrzności. Tak to sobie wymyśliło to miasto, a może wcale nie ono, żebym ja się tu znalazła i żyła życiem akurat tutaj pośród ludzi swoich racji, przekonań, kiedy wszyscy są, a nie ma nikogo. Często myślę dlaczego to miejsce stało się taką ostoją nijakości i rozpadu ludzi, zwierząt, przedmiotów, związków, połączeń, wielkości i małości. To wszystko bzdura jedna wielka pierdolona bzdura. 

Leżę, bo tak mi wygodnie, morze oblewa mnie coraz to cieplejszymi strumieniami. Jest ciemna noc, a ja czuje, że ta noc jest mi przeznaczona. To wcale nie bajka czy durna piosenka - ciemności światła, które bije jak gwiazda w promieniu tysięcy od nas oddalona. 

Co ona myśli? 

Zastanawia się dlaczego ja się tu pojawiłam? 

A może jak ona się tam znalazła?

Jprd. No zimno już. 

Dlaczego nie może ta woda być cieplejsza, boże dodaj jej mocy, aby mogła więcej. Wtedy i ja będę weselsza. 

 Wychodzę. 

Naprawdę już zrobiło się chłodno i musze wracać - do normalności, codzienności która mnie nie opuszcza, może jednak tu zostanę razem z księżycem. 

Zwykle rozmawiamy jak dwoje nierozłącznych najlepszych przyjaciół, którzy zawsze mają sobie coś do opowiedzenia, czy to coś złego czy dobrego zawsze mnie wysłucha, nigdy nie potępi, nie skruszy, nie zawiedzie, on po prostu sobie jest. 

Jest dla mnie dla każdego człowieka na tej ziemi, bo kocha, bo też czuje, że jest po coś stworzony. Unikatowy, kraterowy wierzch zapewnia o serii ciosów jakie go doświadczyły. Ale on wciąż świeci. 

Usiadłam na piasku i zatopiłem swoje ręce, i nogi w sypkim piasku tej plaży. Normalnie jest cieplejszy, ale w tę porę roku zdążył już lekko ostygnąć. Jest mi przyjemnie, bo teraz leżę na nim, moje włosy bawią się z kamykami, a głowa rozkoszuje się masażem -  jak w salonie urody jestem doglądana i pielęgnowana przez ciała, które mnie teraz widzą i znają moje położenie. 

Has llegado al final de las partes publicadas.

⏰ Última actualización: Mar 17, 2021 ⏰

¡Añade esta historia a tu biblioteca para recibir notificaciones sobre nuevas partes!

The BeachDonde viven las historias. Descúbrelo ahora