Rozdział 6

476 41 3
                                    

Dzisiaj jest szczególny dzień . Dzień w którym to moja własna matka to wszystko zaczęła . Od kolacji po znajomość . Cholera . Nie mam pojęcia kogo znajdę na miejsce „mojego " chłopaka . A nim ma być właśnie Harold . Tak , zmyślony przeze mnie, ale ciało i postura musi być prawdziwa . Cholera . I skąd ja go wytrzasnę ?

Lou .

No oczywiście, że Louis . Dlaczego ja na to wcześniej nie wpadłam . Wybieram numer Lou , by zaraz poprosić go o przysługę .

- Cześć mój przyjacielu - odzywam się pierwsza .

- Cześć o co chodzi , jest siódma rano a ty mnie obudziłaś - rzachnął się .

Przewróciłam oczami . A kogo to obchodzi - pomyślałam .

- No więc - zaczęłam - Mam do ciebie prośbę - czułam jak mój głos nabiera bardziej piskliwego głosu - Czy mógłbyś grać mojego chłopaka przy rodzicach , proszę? - błagałam - Obiecuje ,że ci się odwdzięcze , tylko proszę zgódź się - usłyszałam przez słuchawkę jak Lou westchnął , a po chwili zapanowała cisza .

EJ ! Jesteś tam ? Lou wróć , musisz ratować mi tyłek !

- Lou ? - zapytałam zaskoczona ciszą .
- Niewiem Lily - westchnął zrezygnowany .

- Proszę , moi rodzice cię nigdy nie widzieli z racji, że przyjaźnimy się w szkole i poza . A ja byłabym ci bardzo , bardzo , bardzo , bardzo ale to bardzo wdzięczna - przekonywałam .

- Ok - powiedział

- O mój boże ! Dziękuje , obiecuje że już więcej nie będzie żadnej kolacji .

- Powiedz tylko kiedy i o której godzinie ? - zapytał .

- Dzisiaj o 20:00 - powiedziałam z prawdą .

- Dzisiaj ?! - powtórzył zaskoczony .

- Tak , powiedz że nie masz planów - zapytałam nerwowo .

- Niestety mam, ale to na 20:40 , nie wiem Lily czy się wyrobie .

- Ok . Niech będzie , muszę kończyć , pa - nacisnęłam czerwoną słuchawkę nie dając ani słowa Lou .

Przeklnęłam po raz kolejny w duchu kiedy pomyślałam o tej przeklętej kolacji . Nie chciałam na niej być , bo znając moich rodziców skończy się na beznadziejnym przesłuchaniu.
Niestety moja mama jest dość uparta i nie zmieni swojego zdania . Natomiast tata , opiekuńczy i troskliwy zawsze dba by to odpowiedni kandydat zasiadł przy naszym stole .

Postanowiłam , że dzisiaj wybiorę się do mojej ulunionej kawiarni . Mają tam przepyszną kawę dlatego warto , przynajmniej dla mnie . Wychodząc napisałam rodzicom smsa gdzie ide . Mam już w zwyczaju to robić , zawsze tak jest kiedy się martwią .

Po drodze natknęłam się na grupkę fanek stojących pod kawiarnią . Zdziwił mnie trochę ten widok , ale nie pozostało mi nic innego jak wzruszyć ramionami i wejść do środka . W pomieszczeniu jak zawsze unosił się zapach parzonej kawy . Zajęłam kolejkę za jakimś typkem z kręconymi włosami i bandamką na włosach . Kiedy nadeszła moja kolej ,szybko zamówiłam cappuccino i zmierzałam do stoliku , uprzednio nie odwracając wzroku od parującego napoju . Z czasem , dopóki nie wpadłam na kogoś i wylałam na niego mój napój . Szybko sięgnęłam po serwetkę i zwinnym ruchem czyściłam jego bluzkę . Obtarłam każdą plamę , która niestety nie chciała zejść . Przyłożyłam serwetkę do jego muskularnego ramienia , a kiedy spojrzałam w jego oczy zamarłam .

Te szmaragdowe oczy wciąż ślepo wpatrywały się we mnie .

++

Ok . wróciłam , rozdziały mogą pojawiać się częściej pod jednym warunkiem: jeśli będzie dużo komentarzów . Licze na was :)

Keep me || h.sOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz