~Sehun~
-Tak słucham?-odebrałem telefon od nieznanego numeru.
-Dzień dobry, czy mam przyjemność z panem Oh Sehunem?-zapał mężczyzna po drugiej stronie słuchawki.
-Tak to ja.-odparłem szybko.
-Z tej strony lekarz Kim Young Bin. Ja w sprawie naszej pacjentki panny Kang Ji Ahn.
Kiedy usłyszałem jej imię, moje serce zaczęło walić jak szalone. Czy coś się z nią stało?
-Mamy dobre wieści.-kontynuował doktor- Pacjentka została wybudzona ze śpiączki i od razu po przebudzeniu zakomunikowała, że chce się z panem spotkać. Dlatego niezwłocznie pana o tym informuję.
Kamień spadł mi z serca, gdy to usłyszałem. W takim razie będę musiał pojechać na parę dni do Busan. Mam nadzieję, że manager mi na to pozwoli.
-Dobrze. Dziękuje za telefon. Do widzenia.- powiedziałem i się rozłączyłem.
Poczułem jak kąciki ust unoszą się w górę. Byłem szczęśliwy, że Ji Ahn obudziła się. To za długo trwało i już zacząłem mieć wątpliwości co do jej powrotu do zdrowia. Na szczęście udało się jej.
~
*Puk! Puk!*
Tao wychylił głowę zza drzwi i uśmiechnął się do mnie głupawo.
-Sehunie... może pójdziemy dzisiaj wieczorkiem na jakiś spacerek?- zapytał słodziutkim głosem i usiadł obok mnie na łóżku.
- Wiesz... mam parę spraw do załatwienia w Busan. Muszę jak najszybciej tam pojechać. Dlatego też pogadam z managerem, o tym czy mógłbym tam pojechać już dziś.
- Może powinienem jechać z tobą?- powiedział z troską w głosie.
-Nie, nie trzeba. Poradzę sobie. To wiesz problemy rodzinne...
- Rozumiem...
Spojrzałem na jego smutną minę i zrobiło mi się przykro. Pogłaskałem go po włosach i szepnąłem mu do ucha.
- Wrócę z Busan za parę dni i obiecuję ci romantyczną kolację w jednej z najlepszych restauracji w Seulu oraz spacerek po rynku. Co ty na to?
- Wolał bym piknik pod gołym niebem.- zaśmiał się i pocałował mnie w policzek.- To leć do Youngjun'a, załatw sobie wolne i wracaj jak najszybciej!
~
Zakomunikowawszy managerowi, że natychmiast muszę jechać do Busan, od razu wsiadłem w pociąg, nie zwracając uwagi na jego sprzeciwy. Pełen stresu czekałem na zakończenie podróży. Tak bardzo bałem się ponownie spojrzeć w oczy Ji Ahn.
Gdy po paru godzinach byliśmy na miejscu, wyskoczyłem na peron i popędziłem do szpitala, który znajdował się nie całe półtora kilometra od dworca. Doszedłem w końcu do ogromnego biało-niebieskiego budynku i wjechałem windą na dziesiąte piętro. Gdy zobaczyłem dobrze mi znany korytarz, ogarnęła mnie fala smutku i niekończącego się wyczekiwania. Powoli podszedłem do drzwi z numerem 107 i ostrożnie nacisnąłem metalową klamkę. Nagle wróciły do mnie wszystkie wspomnienia i poczucie winy. Spojrzałem na dziewczynę, a ona uśmiechnęła się do mnie.
-Szybko przyjechałeś... Cieszę się, że cię widzę.- powiedziała ochrypniętym głosem i wskazała na krzesło przy oknie- Siadaj.
Przyciągnąłem je do łóżka i usiadłem na nim. Nie wiedziałem co mam jej powiedzieć i czy w ogóle mam zaczynać opowieść, o tym co się zdarzyło przed jej przybyciem tu.
- Przypominam sobie dzień 'wypadku'...-powiedziała nagle.- Pamiętam tylko, że pokłóciliśmy się okropnie i nawet nie wiem o co... Co się wtedy wydarzyło, Sehun?- w końcu padło to pytanie, którego tak bardziej chciałem uniknąć.
Odetchnąłem ciężko i powoli spokojnym, opanowanym głosem zacząłem mówić:
- Pokłóciliśmy się o mój wyjazd do Seulu i wstąpienie do SMtown. Byłaś temu przeciwna, a ja uparcie trzymałem przy swoim. W końcu nasza dyskusja zeszła na złe tory. Zaczęłaś opowiadać, że jeśli wyjadę to zabijesz się, a ja powiedziałem, że może by było lepiej, gdyby ciebie nie było. Więc gdy wróciłaś do domu poszłaś na dach i z niego skoczyłaś. To był przypływ chwili... Chyba nie do końca byłaś świadoma co robisz. Miałaś dużo szczęścia, gdyż spadłaś na dach tira i były duże szanse na to byś wróciła do zdrowia. Miały jednak dni, tygodnie, miesiące, a ty nadal spałaś bez końca.- po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Ji Ahn wyciągnęła do mnie dłoń przebitą wenflonem i otarła je.