~||Life is not a funny joke||~

11 2 0
                                        

Stałam w obskurnej łazience nędznego klubu dla pijaków, lekko otumaniona działaniem niebiańskiego napoju zapomnienia - alkoholu. Oparłam się o szarą ścianę łazienki, podczas gdy z głośników zawieszonych nisko nad moją głową zaczęła lecieć kolejna piosenka.

,,And all I am is a man, i want the world in my hands I hate the beach but I stand in California with my toes in the sand"

Spojrzałam w zaparowane lustro, poprawiając trzęsącą się ręką swoje, i tak już czerwone usta szminką. Wzięłam głęboki oddech i otworzyłam ciężkie drzwi, wchodząc tym samym w tłum przeraźliwie głośno bawiących się ludzi. Chociaż nie, ludzi to za dużo powiedziane. Wraków. Przeraźliwie bawiących się wraków ludzi. Każdy z problemami, jeden z małymi, drugi z dużymi. Kolorowe światła migały mi przed oczami, doprowadzając mnie do stanu, w którym człowiek zastanawia się czy zwymiotuje, czy może zaraz skończy całując podłogę. Podeszłam do stolika moich dobrze bawiących się znajomych.

-I jak tam?!- wydobyłam z siebie dźwięk, próbując przekrzyczeć najwyraźniej świetnie bawiącą (i dosyć już wstawioną) gromadę. Usiadłam chwiejnie na kanapie, potykając się przy tym o długi kabel leżący na ziemi.

-Świetnie! Ale tobie już chyba wystarczy! Upiłaś się konkretnie!- zadrwił ze mnie głośno mój przyjaciel... a może to nie był on? Faktycznie byłam już nieźle pijana, ale po co rezygnować z tak dobrej zabawy, w tak doborowym towarzystwie. Sarkazm.

-Żartujesz?! Ja się dopiero rozkręcam!- posłałam mu jedno z moich dobrze znanych pijackich spojrzeń -Kto chce iść ze mną do baru?!- popatrzyłam wyczekująco po moich przyjaciołach, z których żadne z nich nie wyglądało na chętnych.

-Ja chętnie!- wstała blondynka, której kontury zlewały mi się w jedną wielką kolorową plamę. Poszłam z nią dosyć chwiejnym krokiem do baru, gdzie zmęczony barman (jedyna trzeźwa osoba) rozdawał wszystkim według życzenia wybrane trunki -Dwie pięćdziesiątki!- uśmiechnęła się do mężczyzny kobieta, a następnie podała mi alkohol. Przyjęłam go od niej, zadowolona z siebie, że udało mi się uspokoić moje trzęsące się ręce. Usiadłyśmy przy barze, gdzie każda z nas wypiła całą zawartość kieliszka na jeden łyk.

-Masz papierosa?!- odezwałam się do dziewczyny, która (chyba) posłała mi uśmiech i wyciągnęła papierosy z torebki, podając mi przy tym zapalniczkę. I już po chwili wstawiona z papierosem w ręku zamawiałam co nowe trunki mając poczucie, że tego sztormu nie da się zatrzymać. Był za silny. Kiedy wypalony papieros zaliczył trzask o podłogę, a my wypiłyśmy już chyba wszystko co miał nam do zaoferowania barman, usłyszałam za sobą głos. Znajomy głos.

-Naomi! A ty nie miałaś już przestać pić!?- nie wiedziałam za bardzo kto to powiedział, ale brzmiał znajomo. Odwróciłam się w stronę wielkiej zamazanej plamy, wstając przy tym i idąc w jej stronę. Cóż, tak jak mówili, z potworami trzeba się zmierzyć.

-Za...- nie dokończyłam, bo kolana lekko się pode mną ugięły. No... nie do końca lekko. Mocno.  Musiałam złapać się ramienia osoby, która wyraźnie próbowała nawiązać ze mną jakiś kontakt.

-Naomi! Halo, Naomi!? Wszystko dobrze?!- usłyszałam ten sam głos. Nie zdążyłam nic powiedzieć, bo moje oczy pomimo moich usilnych prób zaczęły się zamykać. Słyszałam wokół siebie jakieś krzyki, ale zaraz później straciłam kontakt z rzeczywistością.




Stoczyłam się



You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: Aug 27, 2024 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

~||Pieces of my life||~Stories to obsess over. Discover now