-Wiesz, że Kapitan nienawidzi Niemców? -odezwał się mroczny mężczyzna, a mi serce jakby prawie zamarło. Czułem jego ciepły oddech przy uchu gdy syczał każde słowo z pogardą- Nie będzie chciał cię w drużynie.
Moje serce przeszył ostry ból, byłem prawie pewien, że zostało złamane. W moich oczach zebrały się łzy kiedy zniknąłem, teleportując się do pokoju Petera, a po mnie została tylko niebieska chmura i smród siarki.
Peter dogonił mnie, gdy rzuciłem się na łóżko.
-Co się stało?
-Oni mnie nienawidzą- odburknalem twarzą wciśnięta w poduszkę- nawet moja matka uważała mnie za zbyt brzydkiego by wychować takiego potwora.- w ostatnich słowach głos mi się załamał i nie mogłem przed nim ukryć płaczu.
-Ejj- chwycił mnie za ramiona podnosząc do góry i odwrócił w swoją stronę. -Skoro tak myślą, to to z nimi jest coś nie tak. Czy ty w ogóle widzisz siebie w lustrze? Jesteś piękny.
Trzymał moje ramiona w mocnym uścisku jak imadło. To ten moment. To najlepszy moment żeby mu powiedzieć co mi zrobił Warren. Przegapiłem go.
-Okej- uciął krótko Peter- wszystko jasne
Puścił mnie i się odsunął
Gdyby nie Twinkies, które nagle pojawiło się w jego dłoni wcale bym nie zauważył, że po nie pobiegł.
Chciałbym być odważniejszy, ale nie jestem. Położyłem dłoń na różańcu, który noszę na szyi i zacisnąłem na chwilę oczy.
Po moich policzkach swobodnie spłynęły łzy, ale Peter się nie odezwał. Coś nowego.
* * *
Leżałem na łóżku bawiąc się paciorkami różańca. Peter jednak twierdzi, że Bóg nie istnieje."Może i ma rację"- pomyślałem, kuląc się obok niego. Bo gdyby istniał, to świat nie miałby tylu zła. Ludzie nie zarabiali pieniędzy na czarnym rynku. Nie handlowali by ludźmi czy mutantami... Wtedy nie dopuściłby do takiej ilości grzechu. No a Sodoma i gomora? Właśnie-
Starszy chłopak głaskał moje włosy i kark. Bałem się choćby za głośno oddychać. Leżałem i pozwoliłem się dotykać. Byle niech skończy. Podciągnął mnie w górę, tak żebym głowę miał na jego kolanach i przesuwał rękę dalej, aż włożył mi ją pod czarną koszule. Czerwona katana już dawno leżała na podłodze.
-Kurt, jesteś piękny. Każdy twój wzór na twarzy jest wyjątkowy. Jesteś piękny. Taki piękny- mruknął.
Jego ręka dotknęła moich sutków, ale to nic. Absolutnie nic. Niech robi co mu się żywnie podoba
-Kurwa Jean!- krzyknął nagle a ja skuliłem się na jego kolanach.
-Zaraz wracam- mruknął i wybiegł, a gdy wrócił miał na głowie hełm Magneto.
-Jean mi powtarza, że jestem dla ciebie za stary bo mam prawie 30 lat. Ledwo słończyłem 25- zrobił przerwę i znów na mnie patrzył. Ponownie wspiął się na łóżko kładąc moją głowę na jego udzie- Zastanawiam się czy każde moje pokolenie miało do czynienia z takimi trującymi dupę telepatami. W przypadku ojca, profesor, w moim, Jean.
A ja tam poprostu leżałem. Nie zwracałem nawet uwagi na przekleństwa. Ale zaczął mnie zastanawiać ten mężczyzna w czerwono granatowym stroju z długimi włosami, brodą i o przyjemnym głosie. Teraz było mi naprawdę wstyd, że wziąłem go za Jezusa. O Boże...
Poczułem jak policzki robią mi się fioletowe z rumieńców.
-Ej Kurt... Bo ja mam ochotę...- wysyczał Peter trzymając mnie za kark i zbliżając moją głowę bliżej krocza
YOU ARE READING
NightSilver
Fanfiction-Tato! Właśnie miałem swój pierwszy raz! -Zawołał Peter -Jesli powiesz, że teraz nie możesz siedzieć to cie- -Ale ja mogę- zaprotestował chłopak- Kurt pewnie nie..
