Pojechałaś na egzamin na łowcę. Od zawsze chciałaś go zdać.
Dojechałaś na miejsce. Podszedł to ciebie podejrzany gruby gościu z dużym nosem.
-Hej jestem Tonpa. Chcesz soczku?
Spojrzałaś na gościa. Lubiłaś soczki no, ale bez przesady. Po chwili zastanowienia zgodziłaś się i odebrałaś napój. Smakował jak przeterminowany więc po wypiciu go umarłaś. Tonpa popatrzył na ciebie przerażony.
-EJJJ!!! Przecież ona dostała bez trucizny!!! Musiałem pomylić.-powiedział gruby.
Naprawdę się w tobie zakochał, więc musiał coś wymyślić abyś ożyła. Tonpa uważał na chemii dlatego zrobił eliksir dzięki, któremu zmartwychwstałaś.
- O żyjesz! Dobrze, że uważałem na chemii!
- Tonpa-chan?
- Tak to ja twój Tonpa
- Umarłam?
- Tak
- O kurwa
- wielkie kurwa
Znałaś Tonpę bardzo krótko, ale coś do niego czułaś. Był niesamowity.
Piszcie jeśli chcecie tego gówna więcej. Ogólnie nie myślałam, że moje pierwsze opowiadanie będzie takie zjebane. Pozdrowionka!😊
