Syknął cicho, gdy igła po raz kolejny wbiła się w jego poranione ciało. Męczyło go to, bardzo go to męczyło, ale wolał się się tym zająć, niż ryzykować zakażenie, czy szpetną bliznę. Chociaż blizna...? Czemu nie? Będze wyglądał jak twardziel...
Znużone westchnienie przy uchu przywołało go do porządku. Wyrwał się z durnych myśli i zerknął w bok, na jej zmęczoną twarz. Pracowała w milczeniu, sumiennie zszywając brzegi rany na jego barku. Milczała odkąd tu przyszli. Jej jedynymi słowami było szybkie, oschłe polecenie, gdy kazała mu zdjąć zniszczoną koszulę i usiąść na łóżku. Później wzięła się do pracy i od tego momentu nie uraczyła go nawet jednym spojrzeniem.
Była na niego obrażona, przynajmniej tak to odbierał. Nie wiedział tylko, czym podpadł. Przecież nie zrobił nic złego.
Prawda...?
- Ach, to był cholernie męczący dzień. - rzucił, niby zdawkowo, próbując jakoś wybadać teren. - Jak tylko mnie pozszywasz, zasnę jak zabity. - zaśmiał się cicho.
I wtedy to zauważył. Drgnęła. Zmarszczyła nieznacznie brwi, a jej usta zacisnęły się ledwie zauważalnie, gdy starała się powstrzymać jakiś szorstki komentarz. Była zła. Zdecydowanie była na niego wściekła.
Tylko dlaczego!?
Olśniło go. Niespodziewanie i sensownie. Przecież podczas dzisiejszej misji został ranny. Nie bardzo, obyło się na sporym rozcięciu na barku oraz kilku siniakach. Moment, w którym nabawił się tych nowych obrażeń, wyglądał naprawdę przerażająco, tak słyszał od innych. Sam nie pamiętam, co dokładnie się stało, ale na pewno nie był to miły widok. Chyba tytan zahaczył o jego linkę ze sprzętu do manewru, a on jakoś drastycznie uderzył w mur budynku. Chyba. Naprawdę nie wiedział, bo możliwe, że stracił na moment przytomność.
Tak więc, sam moment, w którym to się stało, wyglądał naprawdę źle. Lecz rany, które odniósł były śmieszne. Widział na własne oczy, co dzieje się z ludźmi, którzy mają jakikolwiek problem ze sprzętem, szczególnie z linkami złapanymi podczas lotu. To, że przeżył i wyszedł z tego w tak dobrym stanie, było zadziwiające. Miał więcej szczęścia niż rozumu.
Gdy wrócili z misji, zrezygnował z pójścia do szpitala, bo uznał, że nie będzie zajmował czasu pielęgniarek, które i tak były przepracowane. Jego rany nie wymagały pilnej uwagi i opieki. Z tej misji wróciło wielu rannych. Zbyt wielu. A niektórzy nie wrócili wcale...
Mikasa złapała go na korytarzu, gdy niemal naciskał klamkę drzwi swojego pokoju. Był wyczerpany i nie marzył o niczym innym niż długi sen, lecz ona oznajmiła mu, że zajmie się jego raną. Ona sama oczywiście wyszła z walki bez szwanku, co bardzo go cieszyło.
I tak siedzieli od kilkunastu minut, w niezręcznej, groźnej ciszy, a Mikasa bez pośpiechu, dokładnie i idealnie, zszywała rozcięcie na jego barku. Jej palce pracowały bardzo lekko, ich dotyk na jego skórze przynosił ukojenie w bólu i powodował, że stawały mu włoski na karku. Byli razem już tak długo, a ona dalej doprowadzała go do granic wytrzymałości najsłabszym gestem.
Przyłapał się na tym, że wpatruje się w nią, odkąd się odezwał. Nie zdawał sobie sprawy, że to robi, lecz Mikasa najwyraźniej doskonale to wiedziała, ponieważ jej twarz pokryła się rumieńcem, a ruchy stały się bardziej nerwowe.
Poczuł nieodpartą chęć dotknięcia jej policzka. Tak więc zrobił.
- Nie ruszaj się. - syknęła tylko, gdy wyciągnął drugą rękę.
Na jego ustach pojawił się lekki uśmiech. Była taka piękna. Te zawstydzone policzki. Zgrabny nosek, mięciutkie usta, które tak uwielbiał całować. Mała blizna, która ani trochę nie szpeciła jej idealnej twarzy.
CZYTASZ
✨Jeankasa oneshots✨
FanfictionJak sama nazwa wskazuje, będę tu wrzucać oneshoty z Jeankasą (i ewentualnie innymi shipami z aot) 💛💛 Opko będzie zawierało spojlery z całej serii (+ SEZONU 4/MANGI). Przy fanfikach zawierających te spoilery z s4 będę dawać jakieś ostrzeżenia XD z...
