Muzyka. Bębny. Gitara.
A gdzieś tam między tym twój głos.
Twój perfekcyjnie zachrypnięty głos po tych tysiącach wypalonych papierosów. On zawsze przyprawiał mnie o ciarki, których, o dziwo, nigdy nie chciałem się pozbyć.
Wyglądałeś tak niepozornie z tym szerokim, idealnym uśmiechem, który posyłałeś każdemu znajomemu, udając, że wszystko jest w porządku.
Tylko ja widziałem, że drzemie w Tobie o wiele więcej bólu, bo znałem każdą cząstkę twojego ciała, jak i twojej duszy.
Byłeś światłem dla mojego mroku.
A ja byłem światłem dla twojego mroku.
Z Tobą to wszystko stawało się takie proste.
Do czasu.
