- Myślisz ,że dobrze wypadnę? - zapytał po raz kolejny Jaden przed koncertem. Po tysięcznym razie już przestałem liczyć ,ile razy się o to pyta.
-Stary, wyluzuj. Na pewno ,wszystko będzie świetnie - poklepałem przyjaciela po ramieniu. Chciałem mu dodać otuchy, aczkolwiek nie wiem czy mi to wyszło.
Jaden zaczął już iść w kierunku sceny, lecz w ostatniej chwili się cofnął i wbiegł do przymierzalni, a drzwi zasunął na klucz.
Razem z chłopakami staliśmy, zdezorientowani jak nie wiem co. Podbiegłem pod drzwi szarpiąc za klamkę, ale oczywiście na nic to się zdało.
- Cholera , otwieraj. Jaden! - krzyknąłem uderzając z otwartej ręki w drzwi. Było słychać jak jakiś regał upadł na podłogę.
-Co on wyrabia?! - podbiegła do mnie charakteryzatorka , tyle co nie wywalając się na tych swoich wysokich szpilkach.
-Sami chcielibyśmy wiedzieć.
- Jaden! Tam czeka tysięcy fanów. Nie tchórz!
I właśnie w tym momencie drzwi się otworzyły, a w nich stanął uśmiechnięty Jaden. Naprężył mięśnie i przyjął pozę superbohatera. Wszyscy wpadliśmy w śmiech, oprócz kobiety.
-Musialem się przebrać. Nigdy nie pokażę się publicznie w czarnym, obcisłym kombinezonie - odwrócił głowę do charakteryzatorki, wywracając przy tym oczy. - Więc co, idziemy.
Złapał mikrofon i w rozpiętej biało - czarnej koszuli ruszył na scenę. Nagle zrobiło się tak głośno, że aż trudno to opisać. Piski, okrzyki, brawa, i chuj wie co jeszcze, dało się słyszeć na kilometr. Założyłem kaptur na głowę i zacząłem kierować się do wyjścia.
-A ty gdzie? - powiedziała uwodzicielsko Agatha, moja kumpela od bzykania. Miała krótką czerwoną sukienkę na ramiączkach , i rozpuszczone, czarne jak noc włosy.
-Musze się dotlenić .
- Yhym, z paczką fajek?- przysunęła się do mnie bliżej błądząc dłońmi po moim torsie.
-Idelane towarzystwo, co? - uśmiechnąłęm się sztucznie. Starałem się zachowywać normalnie , nie reagować na jej dotyk. Moim celem było tylko to, żeby nie zacząć jej pieprzyć tutaj w garderobie.
-A nie wolałbyś mego towarzystwa? - zaczęła całować moją szczękę, schodząc aż do szyi. Jej dłonie co bliżej przysuwały się do moich spodni.
-Dziś , idealnym towarzystwem będą one - pokazałem jej przed twarzą paczkę papierosów . Po chwili już byłem na dworze.
Ruszyłem przed siebie zakładając słuchawki na uszy. Minęło może z jakieś dwadzieścia minut zanim dotarłem na otwartą halę. Tutejsze miejsce spotkań studentów, ogolem młodych osób. Zdjąłem w końcu słuchawki . Odpaliłem papierosa, i zaciągnąłem się dymem .
-Psujesz sobie zdrowie - usłyszałem za sobą kobiecy głos. Odwrófiłem się za siebie, ale nikogo nie widziałem - Po prawej stronie siedzę. - faktycznie, za mną po prawej stronie , siedziała drobna postać.
-Juz dawno popsułem, i nie tylko zdrowie. - odwróciłem się z powrotem przed siebie , zaciągając się jeszcze bardziej.
-To dlaczego tego nie zmienisz? - zaczęła do mnie podchodzić.
-Hm, też chcesz zdjęcie albo może autograf?
-O czym ty mówisz? - obok mnie usiadła dziewczyna o brązowych długich włosach, ale nie o tak długich jak Agathy, na twarzy miała czarne okulary, a usta pokryte bordową szminką.
-Nie wiesz kim jestem? - wszyscy mnie znają. Na wszystkich kontynentach wiedza kim jestem, a niby ona tylko nie wie.
-Nie wiem, i jakoś mnie to nie interesuje - wstała i szła w kierunku wyjścia.
-Poczekaj - zdjąłem swoją bluzę i podszedłem do niej - widziałem jak się trzęsiesz przecież, trzymaj.
-Mam wziąć bluzę od nieznajomego ? - zapytała ironicznie.
-Josh - uśmiechnąłęm się ukazując jej moje zęby. - teraz już możesz wziąć.
Zaśmiała się. Dzięki temu mogłem zauważyć dołeczki na jej twarzy.
Wygląda naprawdę uroczo
- To co? Weźmiesz? Ręka mi uschnie - znowu się zaśmiała, a ja jej po chwili wtrórowałem.
-Dawaj - zahihotała. Wzięła bluzę i założyła ją na siebie . Spojrzała w dół, a po chwilę na mnie - Przecież ja wyglądam w tym jak worek .- wybuchnąłem śmiechem.
-Może trochę.
-Spadaj - zaśmiała się i zaczęłam zbierać swoje rzeczy do czarnej torby.
-To...yy...ty jesteś stąd? - włożyłem ręce do kieszeni spodni, a stopami podnosiłem się i opuszczałem. Niczym małe dziecko proszące mamę o lizaka.
-Zgadza się - cały czas była pochylona nad swoją torbą.
-Nigdy cię tu nie widziałem
-A czy Kalifornia liczy dwa tysiące mieszkańców? - wyprostowała się i patrzyła na mnie jak na debila, którym oczywiście byłem.
-No nie - zaśmiałem się nerwowo
-No właśnie. Czas na mnie.
-Dowiem się chociaż, jak ma na imię dziewczyna, której dałem swoją ulubioną bluzę? - uśmiechnąłem się lekko.
-Camila jestem - podała swoją dłoń , którą po chwili uścisnąłem.
-Miło mi.
-Mi również. A teraz żegnam pana - zaczęła iść w kierunku wyjścia.
-Żegnam panią - na odchodne pomachała mi, ale już się nie odwróciła.
Stałem tak , co chwilę patrząc na wejście, czy ta dziewczyna znowu tu się nie pojawi.
Straciłem nadzieję po dosłownie trzech minutach. Wziąłem telefon i wystukałem dobrze mi znany numer.
-Godzina 19, u mnie w mieszkaniu.
|••|••|••|••|••|••|
DZYŃ DZYŃ!!! DZYŃ DZYŃ!!!
Na całe mieszkanie dało się słyszeć dzwonek. Idąc przejrzałem się jeszcze w lusterku. Byłem bez koszulki , więc nie miałem nic do poprawy oprócz włosów.
Po chwili doszedłem do drzwi otwierając pewnie za klamkę.
-Punktualna jesteś- spojrzałem na zegarek,który wskazywał punkt 19.
-Oczywiśvie skarbie.
-To co? Kto dzisiaj na górze ? - nalałem do szklanki mocnej whisky. Nie ukrywam,że miała być ona dla mnie,ale Agatha ja sobie przywłaszczyła.
-Rano ty byłeś ,więc teraz ja.- wypiła na raz całą zawartość, ciągnąc mnie do sypialni.
Gdy już dotarliśmy, popchnęła mnie na łóżko. Oparłem się łokciami o miękki materac, a ona zaczęła mi zdejmować spodnie pieszcząc przy tym moje przyrodzenie. Zostałem w samych bokserkach, tym razem to ja musiałem objąć inicjatywę. Podniosłem się do pozycji siedzącej i odwróciłem ją do siebie tyłem rozpinając jej sukienkę. Wziąłem ją na kolana i odpiąłem stanik.
-Dziś się ostro zabawimy - powiedziałem oblizując usta.
===========
Hej,
W zasadzie nie mam pojęcia po co to piszę, ale siedzenie w domu zbyt mi się już znudziło hah
Kolejna książka, która nie wiem co będzie sobą reprezentować. Tak zwana ' nudowa powiastka'
Papa, zdrówka :3
ESTÁS LEYENDO
Our young love story - Josh Richards
FanfictionJosh Richards. Wschodząca gwiazda Kalifornii. Młody, przystojny, wysportowany...nie potrzeba mu niczego więcej. Czy na pewno? Może akurat potrzebuję, paczki żelek, Netflixa , i obok niego tej jedynej kochającej osoby? Szuka szczęścia po kryjomu...
