ten dzień, Northampton
Byłem już w połowie drogi, kiedy po raz kolejny wybrałem jej numer i przycisnąłem telefon do ucha.
Znowu cisza. Brak sygnału.
- Amara, odbierz ten cholerny telefon!
Wbiłem wzrok ku niebu, które zapowiadało nadejście burzy. Deszcz zacinał coraz mocniej. Schowałem telefon do kieszeni, poprawiłem plecak i zacząłem biec w stronę domu.
Chłodne krople wirowały wokół mnie, oblepiając i mocząc każdy skrawek mojego ciała. Włosy kleiły mi się do czoła pogarszając tym, już i tak kiepski, widok drogi przede mną.
Jakieś auto oślepiło mnie światłami i zaczęło trąbić w momencie, kiedy próbowałem przejść na drugą stronę jezdni. Słyszałem silny pisk opon, wiec szybko uskoczyłem na morką trawę obok. Kierowca zwolnił i spojrzał na mnie, mamrocząc coś pod nosem. Nie zatrzymał się. Pojechał dalej, jak gdyby nigdy nic.
Pokazałem mu środkowy palec.
Mam teraz wszystko gdzieś. Amara by mnie tak nie zostawiła, przecież mnie kocha. Coś musiało się wydarzyć. Przyśpieszyłem kroku.
Kilka minut później uspokajałem swój oddech na podjeździe mojego domu, gdzie stało nowe auto, samochód policyjny. Pokręciłem głową i przesunąłem włosy lecące do oczu, aby lepiej się temu przyjrzeć. Nie miałem omamów, bo srebrny wóz z niebieskimi światłami nadal tam był.
Wtem drzwi mojego domu się uchyliły i stanęła w nich moja matka, zawsze elegancko ubrana i ozdobiona drogimi błyskotkami od ojca. Podszedłem do niej z pytaniem nasuwającym się na usta, jednak kiedy ojciec stanął tuż za nią, a ona osunęła się z bólem malującym na twarzy w jego ramiona, stanąłem jak wryty.
- Blake, wejdź do środka. - Głos miał słaby, mimo to dobrze go usłyszałem. Serce waliło mi jak oszalałe.
- Najpierw sprawdzę co u Amary. - Wskazałem kciukiem dom za mną. - Nie zjawiła się na mojej rozmowie. Wyszło gównianie, później wam opowiem.
- Nie, słońce, musisz wejść do domu. Teraz. - Moja matka spojrzała na mnie spod załzawionych powiek. Byłem zdziwiony i cholernie zdezorientowany tym, co się dzieje.
- To zajmie chwilę...
- Do domu, już!
Wzdrygnąłem się na ten krzyk. Mój ojciec nie zawsze potrafił dobrze okazywać mi swoich uczuc, ale nigdy nie podniósł na mnie głosu.
Wtedy z ogrodu znajdującego się na tyłach naszego domu wyłonili się dwaj policjanci. Spotkali mój pytający wzrok i skierowali się w moją stronę, naklejając na twarze blade uśmiechy. Jeden z nich wyciągnął notes, a drugi podszedł do rodziców, nadal stojących w drzwiach. Wyglądali na zdruzgotanych.
- Witaj Blake'u Millerze, jestem Steven, a tamten to mój partner, Thomas. Chcielibyśmy zadać ci kilka pytań, dobrze? - Postukał długopisem po kartce. Nieznacznie kiwnąłem głową, chowając skostniałe dłonie do kieszeni czarnej kurtki. - Świetnie. Pierwsze pytanie; czy to prawda, że spotykasz się z niejaką Amarą Hill?
- Uh tak, jesteśmy razem od pięciu lat. - Drobne zdumienie przemknęło przez jego twarz. Wzruszyłem ramionami. - Znamy się od dzieciaka. Najpierw przyjaźń, później miłość. Tak wyszło.
- Bardzo ładnie. - Wziął głęboki wdech i coś zapisał. - Następnie, chciałbym wiedzieć, gdzie dokładnie byłeś między godziną siedemnastą a siedemnastą trzydzieści dzisiejszego dnia.
- W szkole - wyparowałem, jednak to nie wystarczyło. Mężczyzna zachęcił mnie ruchem ręki. Westchnąłem. - Miałem mieć dziś ważne spotkanie w sprawie mojej przyszłej uczelni. Chcieli się ze mną spotkać przedstawiciele Akademii Sztuk Pięknych, gdzie i tak miałem się udać po ukończeniu liceum. Duże marzenie małego artysty. - Uśmiechnąłem się pod nosem. Amara zawsze śmiała się z tych słów. Uwielbiała to określenie.
- Miałeś mieć? Co przez to rozumiesz? - Jego wzrok stał się podejrzliwy, a uśmiech całkowicie zniknął z twarzy. Mój również.
- No tak, w szkole poinformowano mnie, że przedstawiciele się spóźnią, więc zadzwoniłem do Amary, a ona...Ona się nie zjawiła i nie odbierała telefonu, więc poszedłem jej szukać. W końcu trafiłem tutaj.
Znowu coś zapisał. Moje ręce zaczęły się pocić.
- Czy mogę już iść? Chcę zobaczyć czy jest w domu, może źle się poczuła albo telefon jej padł i-
Zostałem uciszony przez nagły płacz mojej matki. Zachwiała się i wraz z ojcem wrócili do domu. Zamykając drzwi, posłał mi spojrzenie pełne współczucia i bólu.
-Co jest do cholery - wymamrotałem.
Drugi policjant szedł w naszym kierunku ze zwieszoną głową, chowając telefon do kieszeni. Skierował swoją twarz w stronę towarzysza i wyszeptał:
- Znaleźli ciało. Dziewczyna nie żyje.
Wtedy moje serce przestało bić, a ciemność rozlała się po całym moim ciele.
ESTÁS LEYENDO
Where is my love
Misterio / SuspensoBlake odkąd pamiętał kochał Amare. Dziewczyna znalazła sie w jego świecie jak magiczna istota, która rozjaśniła jego codzienność. Nie potrafił wyobrazić sobie życia bez niej, jedynie przyszłość razem z nią. Jednak kiedy miejscowa policja znajduje ci...
