Prolog

140 9 11
                                        


@Chwila_Moment


      Stanęła przy oknie i wpatrzyła się w gwiazdy świecące na nocnym niebie nad portowym miastem Kirkwall. Próbowała sobie przypomnieć, chociaż niektóre, nazwy gwiazdozbiorów, których w dzieciństwie uczył ją ojciec, ale nie potrafiła w tej chwili żadnego rozpoznać. Noc była bardzo spokojna, o wiele spokojniejsza niż wiele poprzednich nocy.

       Wtem poczuła chłodny dotyk na ramieniu. Wytrenowane przez lata mięśnie spięły się odruchowo, drgnęły, ale nie odwróciła się. Dobrze wiedziała kto stoi za jej plecami. Jej najlepszy, choć czasem zdecydowanie zbyt małomówny, przyjaciel, kochanek, ktoś więcej? Sama nie potrafiła w żaden sposób nazwać tego, co jest między nimi. Ostatnio sytuacja trochę się uspokoiła i często spędzali noce razem. Ciepłe usta dotknęły jej szyi. Wzięła głębszy wdech, czując dreszcz przemykający po skórze niczym iskra zeskakująca z krzesiwa by podpalić suche drewno. Przymknęła oczy rozkoszując się tym uczuciem. Aż bała się poruszyć, by go nie spłoszyć. Czasem był jak dzikie zwierzę. Jeden nieostrożny ruch i magiczna chwila mogła zniknąć jak przebita mydlana bańka. Chłodne palce delikatnie zsunęły jedwabny szlafrok z jej ramion. Spadł z cichutkim szelestem na miękką, owczą skórę pod jej stopami. Teraz ten dotyk zaczął błądzić po jej ciele. Czuła go na ramionach, na piersiach, na biodrach. Bezwiednie jęknęła, znów przymykając oczy.

       Kiedyś nawet nie przypuszczała, że on nosi w sobie jakiekolwiek uczucia. Oczywiście poza nienawiścią do całego świata, która aż od niego biła. Jednak im bardziej go poznawała, tym bardziej powoli okazywało się, że pod skorupą tej wściekłości i pozornego zobojętnienia są też inne uczucia. Ciepło, czułość, opiekuńczość. Nigdy o tym nie mówił,, ale nie musiał. Oboje bez słów odczytywali swoje emocje niemal od początku znajomości. Najpierw jako towarzysze broni, potem jako przyjaciele. A od pamiętnego wieczoru, gdy przyszedł nocą do jej domu, jako kochankowie.

        Z chwilowego zamyślenia wyrwały ją chłodne dłonie, coraz to szybciej przebiegające po jej ciele. Już nie wydawały się takie chłodne. Między jego palcami a jej skórą przechodził prąd. Czuła jak rozgrzewa się w tych miejscach. Żar obejmował ją w posiadanie. Zdecydowanym ruchem odwrócił ją do siebie. Wplótł palce w jej dość krótkie, ciemne włosy. Otworzyła usta. Jakby chciała coś powiedzieć. Lecz on nie pozwolił jej na to. Najpierw przesunął po nich palcem, a gdy już chciała go za niego pochwycić, w mgnieniu oka zamknął je pocałunkiem. Tak szybkim i zdecydowanym, jak gdyby była to ostatnia rzecz, jaką pragnie zrobić w życiu. Drugą ręką objął ją w talii i sprawnym ruchem, nie mogła się nadziwić temu jaki on jest silny pomimo tak szczupłej sylwetki, uniósł ją tak, że oplotła go nogami w pasie. Nie przestając jej przy tym zaborczo całować. Kilka kroków i już byli przy wielkim łóżku z ciemnego drewna. Chwyciła za jedną z kolumn podtrzymujących baldachim. Odchyliła się i zdecydowanie opuściła na niego. Przyjmując go całego, naraz, jednym szybkim ruchem. Z ust obojga wydobył się, już wcale nie taki cichy, jęk rozkoszy. Objęła go ramionami, wbijając palce w jego plecy. Czuła drgające mięśnie jego ramion. Ciepło jego ciała. Coraz gorętsze linie lyrium, wtopione w jego skórę przez tego drania, Danariusa. Linie, zazwyczaj białe, zaczynały połyskiwać delikatnie błękitnym blaskiem. Ten blask sprawił, że wnętrze przeniosło się niejako w inny wymiar. W ich prywatny świat. Przygryzła wargę, żeby odgonić myśl o dawnym "właścicielu" jej...no właśnie kim on był? Uniosła powieki i natychmiast jej spojrzenie spotkało się z zielonym blaskiem wpatrzonych w nią, płonących dzikim żarem oczu. Uśmiechnęła się na ten widok z niemal szaleńczą radością. Odwzajemnił uśmiech, choć w jego przypadku było to jedynie nieznaczne uniesienie kącików ust. Objął ją mocniej i padli na łóżko nie przerywając miłosnej gry.

When fire meet gasolineWhere stories live. Discover now