Like a butterfly

8 0 1
                                        

Od autorki: polecam przed czytaniem obejrzeć filmik u góry, był on jedną z inspiracji do tego opowiadania ;)

Założyła ochraniacze na kolana i stanęła przed ogromnym lustrem. Spojrzała przelotnie na swoje posiniaczone ciało, od licznych spotkań z ziemią. Jednak nie sprawiało jej to bólu. Czerpała z tego ogromną satysfakcję. Wraz z pierwszymi dźwiękami muzyki zaczęła wykonywać powolne ruchy.
Wszystko zaczęło się układać w całość.
Przyglądając się dziewczynie można by powiedzieć, że pływa. Jej ruchy były ostre a zarazem delikatne, a każdy dokładnie przemyślany. Poruszała się z wdziękiem i gracją. Dopiero gdy poczuła, że jej ciało odmawia posłuszeństwa, usiadła wyczerpana na ziemi.

Usłyszała ciche kroki, które oznaczały ze ktoś wszedł na salę. Uniosła głowę i zobaczyła jego brązową czuprynę, spod której spoglądała na nią para roześmianych, czekoladowych oczu. Uśmiechnęła się mimowolnie i zmusiła się żeby wstać. Chłopak widząc jej walkę z grawitacją, podszedł do niej i pomógł jej wstać. Po czym podając jej butelkę wody zaczął nieśmiało rozmowę:
- To było niesamowite... Jak długo tu jesteś? - patrzył na nią z podziwem.
- Szczerze ciężko mi powiedzieć.. przyszłam na salę niedługo po śniadaniu - odpowiedziała cicho dziewczyna. Chłopak spojrzał na zegarek i wytrzeszczył oczy.
- Chcesz mi powiedzieć, że od prawie 7 godzin jesteś tutaj na sali i bez przerwy tańczysz? - w jego oczach było widać zdenerwowanie mieszające się z podziwem i jeszcze jedną emocją, której dziewczyna nie była w stanie odszyfrować.
- Wiesz.. - niepewnie zaczęła - Mogę się oderwać od rzeczywistości chociaż na chwilę, zapomnieć o wszystkim i cieszyć się chwilą - uśmiechnęła się lekko.
Dalej czuła na sobie jego palące spojrzenie.

- Łatwo jest zatracić poczucie czasu.. - dalej próbowała usprawiedliwić swoje poczynania. Jednak dlaczego czuła taką potrzebę żeby wytłumaczyć się przed brunetem..
Naprawdę ciężko było jej to zrozumieć. Tak samo jak to, że działał on na nią jak nikt inny.

Z zamyślenia wyrwały ją pierwsze dźwięki spokojnej muzyki. Spojrzała na chłopaka, który stał przy głośnikach, a delikatny grymas pojawił się na jej twarzy. Nie uszło to jego uwadze.

Chłopak popatrzył na dziewczynę i z uśmiechem na ustach zapytał:
- Czy piękna Pani zechce zatańczyć? - delikatnie się ukłonił i wystawił dłoń, którą ona ochoczo przyjęła.
Ustawili się w odpowiednich miejscach i zaczęli poruszać się zgodnie z rytmem muzyki.

Na samym początku, unikali siebie. Jakby bali się, że druga osoba jest tylko iluzją i jeśli jej dotkną.. zniknie. Jednak im dłużej tańczyli, im bardziej zmęczeni byli, tym częściej spotykali się na środku sali. Jakby było to miejsce, w którym odpoczywali pomimo tego, że żadne z nich nie zatrzymało się ani na chwile.

Tańcem mogli wyrazić więcej emocji niż jakimikolwiek słowami.

Ona tańcząc zaczynała w niektórych momentach przypominać motyla. Luźne spodnie i bluzka przyklejały się do jej ciała w niektórych miejscach, uwydatniając jej piękno.

On jako najpiękniejszy kwiat ze wszystkich, dający jej siłę żeby nie przestawać tańczyć. Razem tworzyli całość.
Dla każdego było to jasne - Bez siebie nie mogliby żyć.
Jak zaczarowana wpatrywała się w jego brązowe tęczówki, dzięki którym czuła się jakby cały świat zwolnił, a nawet przestał istnieć. Jakby zostali tylko oni..
A on wyrzucał ją do góry aby po chwili znowu ją pochwycić w swoje ramiona, jakby chciał ją zatrzymać tylko dla siebie, a jednak wiedział, że ona potrzebuje wolności.

Niesamowite było zaufanie jakim tych dwoje darzyło siebie nawzajem.
Dla dziewczyny, on był jedyną osobą godną zaufania żeby tańczyć i faktycznie dać ponieść się muzyce. Nie martwiła się o to, że upadnie. On zawsze ją łapał. Zawsze.

Way down We GoDonde viven las historias. Descúbrelo ahora