Las przez który dziewczyna szła wraz z matką był niesamowicie ciemny i mroczny. Choć słońce świeciło tego dnia wyjątkowo jasno, nie było w stanie przebić się przez gęste korony drzew. Bez przerwy czuły na sobie czyjeś spojrzenia, miały wrażenie, że ktoś je śledzi, ale za każdym razem gdy, któraś z nich się obracała, wokół nie było nikogo widać. Jednocześnie były skupione na słabo widocznej ścieżce, która była ich jedynym punktem zaczepienia w tych ciemnościach.
Niepokój który im towarzyszył potęgowały różne dźwięki zza drzew. Nie mogły w żaden sposób sprawdzić, czy to tylko jakieś niegroźne zwierze, czy wręcz przeciwnie. Z każdym krokiem wgłąb lasu, były w coraz większym niebezpieczeństwie. Tu jeszcze większą rzadkością były istoty, które w razie kłopotów mogłyby im pomóc. Jednocześnie niczym nowym, był strach przed tym, że za chwilę ktoś może je zaatakować. Taka była ich codzienność, mimo to, ta niepewność kto czyha tuż za rogiem była jeszcze większa. W tym miejscu można było spotkać każdego, oprócz człowieka. Właśnie ludzie byli najsmaczniejszymi kąskami, o który wampiry były w stanie się pobić z wilkołakiem, czy goblinem. Nawet różne duchy i zjawy czekały na złapanie swojej ofiary, choć w tym przypadku nie było tak jasne po co im ludzka istota, to pozostawało ich tajemnicą.
Kobiety starały się nie okazywać słabości, szły szybko cały czas trzymając się za ręce i jedyne, co miały to nadzieja, że uda im się dotrzeć do ich celu.
W chwili, gdy dziewczyna odwróciła się, słysząc za sobą jakiś hałas, zobaczyła jakąś ciemną sylwetkę przebiegając przez ścieżkę. Zaskoczona i przerażona mocniej ścisnęła dłoń matki. Kobieta zrozumiała to i jeszcze bardziej przyspieszyły, niemal zaczynając biec. W tym samym momencie zaczęły słyszeć wokół siebie jeszcze więcej nieznanych odgłosów. To był dla nich sygnał, że ich czas dobiega końca i najprawdopodobniej nie dotrą do swojego celu. Jednak miały w sobie determinację i wiedziały, że większa część drogi już za nimi. Kobieta, spojrzała w oczy swojej córki, niemo pytając czy jest ona w stanie biec. Jane skinęła głową i zacisnęła szczękę. To był moment, w którym jednocześnie zaczęły biec. Pędziły ile sił w nogach, uciekając przed swoim nieznanym napastnikiem.
Ale ich zapału nie starczyło na długo, żadna z nich nie była wysportowana, przez co nie miały zbyt wielu sił. Szybko obie miały problem ze złapaniem oddechu i najchętniej przystanęły by na chwilę, aby odetchnąć. Mimo zmęczenia cały czas szły szybko, przeklinając w duchu, ten idiotyczny pomysł.
- Kogóż to moje oczy widzą... - zatrzymały się gwałtownie, widząc przed sobą kobietę.
- Nie chcemy kłopotów... - odezwała się matka Jane.
- To trzeba było zostać w domu, ale wasza głupota na coś się zda, w końcu zjem sycący obiad - z tymi słowami odsłoniła swoje białe kły i zaczęła się do nich zbliżać. - Pyszny obiad...
Kobiety cofały się, choć wiedziały, że to bez sensu. Za chwilę zostanie z nich jedynie pusty worek kości i organów. Wampirzyca skoczyła do góry, na co jej ofiary osłoniły się rękami i zamknęły oczy, aby nie widzieć jak się zbliża. Mijały kolejne sekundy i atak nie nadchodził. Jane powoli otworzyła oczy i zaczęła się rozglądać, ale nigdzie nie zobaczyła wampira.
- Zniknęła - powiedziała cicho do matki.
Kobieta, ostrożnie odsłoniła twarz, aby rozejrzeć się i upewnić się, że zagrożenie faktycznie zniknęło. Obie wyprostowały się i nie chcąc dowiedzieć się, czy wampirzyca tylko sobie z nimi pogrywa, czy faktycznie sobie odpuściła ruszyły dalej. Już kawałek dalej z pomiędzy drzew wyłonił się widok, którego tak bardzo pragnęły.
Polana rozjaśniona słońcem, przez co las wokół zdawał się być jeszcze ciemniejszy. Kobieta z ulgą na twarzy przekroczyła granicę lasu i polany, jednak kiedy Jane chciała zrobić to samo syknęła z bólu i cofnęła się. Spojrzała zaskoczona na matkę, a w jej oczach pojawiły się łzy przerażenia.
YOU ARE READING
Zło miewa piękne oblicze
Mystery / ThrillerMinęło już wiele lat, od kiedy Aleksander zdecydował o losach świata. Demony wyszły na ziemię z piekieł i zawładnęły ludźmi. Nowe zasady, a raczej ich brak, do końca zniszczyły resztki ludzkości. Nadzieja opuściła każdego, nawet śmierć nie była wyba...
