Wiosna 1789 roku
Lekki wiatr, delikatne promienie słońca które mrużą oczy, szum łąk wypełnionych pierwszymi kwiatami.
Tak właśnie wyglądają pierwsze dni obudzonej do życia ziemi A razem z nią budzimy się my ludzie.
Susanna jako najstarsza z nas zawsze jako pierwsza wcześniej wstawała i zaczynała prace domowe wraz z naszą mamą Elizabeth, każdego ranka krzątały się w kuchni razem przygotowywując śniadanie dla naszej całej rodziny czyli zarówno przygotowywały to i dla siebie jak i męża A za razem ojca i swoich trzech córek i za razem sióstr. Ale oczekiwaliśmy też na jeszcze jednego członka rodziny , nasi rodzice spodziewali się jeszcze jednego dziecka nie miałam z tym problemu ale lepiej dla nich żeby był to oczekiwany syn z upragnieniem niż piąta córka z kolei.
Kiedy przez moją twarz przemknęły pierwsze promyki słońca za starą szybą okna w naszym pokoju odrazu się przebudziłam i bez chwili zastanowienia podbiegłam do śpiących Rosalie i Margaret aby je też obudzić. Nie chciałam żeby spały kiedy ja już nie mogłam, kiedy się obudziły miały zniesmaczone miny i to tego ich wzrok odbierałam jako ostrzeżenie które może przerodzić się w wielki krzyk. Na moje szczęście dziewczynki lekko zaspane wstały i odrazu pobiegły do kuchni mówiąc mi tylko dzień dobry, nie mogłam im odpuścić i sama zbiegłam na dół.
Kiedy już wszyscy znajdowaliśmy się w kuchni A raczej przechodząc do jadalni przyszedł nasz ojciec Dominic jak zwykle zmęczony i trochę zamyślony od natłoku prac na naszym rodzinnym gospodarstwie ale kiedy jego oczy widzą naszą całą rodzinę to jego wszystkie troski odchodzą dziwnnym i szybkim sposobem.
Kiedy już wszyscy zasiadliśmy do stołu A mama poszła po dzbanek mleka odrazu bez chwili zastanowienia podjełyśmy jak zawsze rozmowę z naszym ojcem . Opowiadałyśmy mu jakie miałyśmy sny ubiegłej nocy i pytałyśmy się go co mu się przyśniło. Jak zwykle był radosny i z pełnym zadowoleniem mówił nam że śniło mu się piękny ocean który od zawsze chciał zobaczyć. Było to nie zwykle z jakim szczęściem na twarzy opowiadał o swoim marzeniu. Nie kończącą się pogawedkę zakończył odgłos zbitego naczynia i krzyk mamy, nasz ojciec jako pierwszy wybiegł od stołu biegnąc w kierunku korytarza łączącego kuchnię z jadalnią A następnie my na czele z Su. Kiedy dobiegłyśmy zobaczyłyśmy naszą mamę konającą z bólu , wiedziałyśmy że wtedy właśnie zaczyna się poród. Tatuś kazał nam zostać razem z mamą i się nią zaopiekować kiedy pobiegnie po naszych sąsiadów czyli małżeństwo Smith. Pan Charles był jedynym lekarzem w Glass Dock a jego żona Miranda była położną pielęgniarką. Starałyśmy się ze wszystkich sił ulżyć mamusi w cierpieniu Su i ja trzymałyśmy ją za ręce A Rose i Margo pocieszały ją na ducho że nie jest sama i że będzie wszystko dobrze. Po około kwadransie cała trójka wbjegła do nas aby przyjąć poród, pan Smith powiedział że dobrze się zaopiekowałyśmy mamusią i abyśmy udały się do naszego pokoju na strychu , tak też uczyniłyśmy. Jak siedziałyśmy na naszych drewnianych łóżkach czekałyśmy tylko aby już zobaczyć się z mamą, panowała błoga cisza w naszych czterech ścianach A w nich odbijały się tylko głosy i krzyk naszej mamy. Lecz nagle wszystko ustąpiło cały hałas wtedy wszystkie wybiegłyśmy z pokoju, w połowie końca starych, trzeszczących schodów usłyszałyśmy płacz dziecka jak i naszego tatusia. Zobaczyłyśmy jak trzyma naszą mamę swoich ramionach ,ocierając swoje łzy i mówiąc nam że ona odeszła. Wszystkie stałyśmy nieruchomo na schodach nie dowierzając w to co się stało A następnie nie mogąc z nich zejść z powodu straty i żalu po naszej ukochanej mamusi. Ten dzień i ten jedna chwila zmieniła naszą rodzinę na zawsze.
YOU ARE READING
Śnieżne lilje
Short Story"Nie rezygnuj ze wszystkiego i ze swojej rodziny dla mnie, bo to oni powinni być dla Ciebie najważniejsi" Czy Klara zdoła spełnić marzenia o byciu pisarką i byciu żoną czy będzie musiała wybrać po między rozsądkiem A sercem w rodzinnej intrydze w k...
