Po opustoszałym pomieszczeniu rozszedł się odgłos mielenia kawy. Spojrzała na zegarek. Godzina siódma dwadzieścia sześć. Sześć minut spóźnienia. Czy coś się stało? Czy powinna zaczynać się martwić? Cechą szczególną Marka była jego punktualność - nigdy się nie spóźniał. Coś go jednak zatrzymało. Opóźniony autobus? Nie, przecież mieszka na sąsiedniej ulicy, przyjście tutaj zajmuje mu zaledwie kilkanaście minut. Zrezygnował z porannej kawy? Wątpliwe. Odkąd otworzyła kawiarnię, zjawiał się każdego poranka, aby przed pracą dotrzymać jej towarzystwa. Pogłośniła radio. Jeszcze przez cztery minuty może delektować się jazzową melodią, zanim zacznie się poranna audycja. Musiał spotkać kogoś na ulicy. Mark nie spóźniał się, dopóki nie miało to związku z przestrzeganiem szczególnej etykiety, którą sam dla siebie stworzył. Zbywanie starego znajomego przy przypadkowym spotkaniu, tak samo jak wyjście z domu w zaplamionej koszuli, było zupełnie niedopuszczalne. Z rozmyślań wyrwał ją głos prezentera:
- Dzień dobry, Manchester! Witam was w ten niemniej ponury niż każdy inny poniedziałek, osiemnastego września. Temperatura zaszczyciła nas dzisiaj dziewięcioma stopniami i sporadycznie świecącym słońcem. Jednak nie dajcie się zwieść, pamiętajcie o zabraniu parasola. Na dobry początek dnia, proponuję wam kawałek Keep On Running od The Spencer Davis Group. Dajcie się ponieść!
Znała ten utwór bardzo dobrze. Kiedy miała dwanaście lat, Mark wyjątkowo lubił dręczyć ją muzyką z lat 60. Miała być lekarstwem na dołek psychiczny, w jakim znalazła się po stracie matki. Można nawet rzec, że mu się udało. Teraz, jedenaście lat później, radziła sobie całkiem dobrze będąc właścicielką ukochanej przez mieszkańców Manchesteru kawiarenki na Port Street. A przecież nie było mu łatwo. W końcu zmarła jego siostra.
Przecierając blat z niewidzialnego kurzu, dostrzegła go wreszcie. Delikatny zarost, dobrze ścięte włosy bez najmniejszego śladu siwizny. Dzisiejszy wybór padł na granatową koszulę i czarne spodnie. Nie trzeba było szczególnie się przyglądać, aby zauważyć - mniej lub bardziej zamierzone - podobieństwo do Patricka Dempseya. Cóż, siedem sezonów serialu Chirurdzy robi swoje.
Otworzyły się drzwi kawiarni.
- Tak bardzo cię przepraszam za spóźnienie. Nie uwierzysz kogo spotkałem na ulicy! Hej, czy to Spencer Davis? Kocham gościa. Szalenie utalentowany człowiek. - Słowa bombardowały słuchacza niczym torpedy, jednak ona już do tego przywykła.
- Kogo spotkałeś? - zapytała z nieudawanym zainteresowaniem.
- A tak. Minąłem się z Eddym. Pamiętasz Eddy'ego?
- Stażystę Eddy'ego?
- Teraz już lekarza weterynarii, moja droga. Okazuje się, że całkiem nieźle go wyszkoliłem. Teraz pracuje w jakiejś prywatnej super klinice w Londynie. Musi zarabiać krocie.
- Dobrze dla niego. A co robi znowu na ulicach naszego Manchesteru?
- Odwiedza jakąś ciotkę. Notabene, kompletna wariatka, ale odkąd zmarł jej mąż, rodzina musi się nią opiekować. Teraz przyszła kolej na Eddy'ego. - Przyglądał się, jak Dorothy zaczęła parzyć dla niego kawę.
- Dotty... - zaczął po chwili ciszy. - To jest naprawdę dobry człowiek.
- Wiem, Mark - odparła, nie odrywając wzroku od filiżanki wypełniającej się czarnym płynem. - Ale ja naprawdę nie potrzebuję twojej pomocy. Poza tym, aktualnie nie szukam nikogo.
- Tak, słyszę to od jakichś czterech lat. Słonko, nie każdy facet to palant i rozczarowanie.
- Ty wiesz o tym najlepiej, co? - Spojrzała na niego, tylko po to, aby zobaczyć, jak unosi się kącik jego ust, po czym dodała. - Po prostu nie jestem jeszcze gotowa. Potrzebuję czasu.
YOU ARE READING
memory
Mystery / Thriller"Nie rozumiesz? Chłopak, którego znasz - odszedł. Już jakiś czas temu. Jedyne co ci teraz zostało, to tylko głupie wspomnienia w tej twojej małej główce." credits: rené margitte, memory, 1948
